Szukaj
Konto

Czy istnieją granice politycznego zaślepienia przeciwników prezydenta?

Donald Tusk, Karol Nawrocki pozdrawiający tłumy
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT. Ilustracja wygenerowana przez AI | Licencja: ChatGPT | Donald Tusk, Karol Nawrocki pozdrawiający tłumy
Jeżeli historia ma nas czegokolwiek nauczyć, to powinniśmy przyjąć trwale do wiadomości, że ani Francuzi, ani Brytyjczycy nie będą ginąć za Polskę. Kto myśli inaczej, jest bardzo naiwny.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przekonuje, że stała obecność znaczących sił USA w Polsce byłaby jednym z najważniejszych elementów odstraszania Rosji i przedstawia dobre relacje prezydenta Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem jako czynnik sprzyjający polsko-amerykańskiej współpracy.

  • Tekst odnosi się do narastającego sporu między prezydentem a obozem rządzącym. Autor przywołuje m.in. krytyczną wypowiedź Donalda Tuska dotyczącą działań Karola Nawrockiego i interpretuje ją jako element ostrego konfliktu politycznego.

  • Autor stawia pytanie, czy konflikt krajowy może wpłynąć na rozmowy dotyczące obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Przedstawiony scenariusz ewentualnego utrudniania takich rozmów przez przedstawicieli rządu jest hipotezą autora – w tekście nie przedstawiono dowodów, że rząd podejmuje takie działania.

 

Jeżeli ktokolwiek może odstraszyć Rosję, to tylko Stany

Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że Rosja liczyć będzie się wyłącznie z obecnością w Polsce stałej bazy sił zbrojnych USA. Państwa europejskie są militarnie i politycznie słabe. A Stany są silne. Wystarczy sprawdzić odpowiednie liczby. Dotyczące wydatków na zbrojenia. I głowic nuklearnych. One nie kłamią.

To byłby bezdyskusyjny sukces Karola Nawrockiego

Polacy podjęli więc historycznie bardzo mądrą decyzję w czerwcu 2025 roku, wybierając na prezydenta Karola Nawrockiego (którego Trump poparł) i odrzucając Rafała Trzaskowskiego. Przecież do obecności wojsk amerykańskich w Polsce w sposób całkiem bezprecedensowy - jak wynika jednoznacznie z oświadczeń Donalda Trumpa - przyczynia się wyjątkowa relacja pomiędzy nim a prezydentem RP. Może się to wielu nie podobać - że o decyzji prezydenta USA decydują nie tylko strategia i geopolityka, ale jego bardzo osobiste preferencje i sympatie, czy nawet jego kaprys - ale takie są fakty. Spór z faktami jest zawsze jałowy. Gdyby polscy wyborcy wybrali Rafała Trzaskowskiego, nie byłoby za prezydentury Trumpa realnych szans na stałą obecność tysięcy amerykańskich żołnierzy w Polsce. Zwłaszcza z ostentacyjnie antyamerykańskim Donaldem Tuskiem jako premierem. A przecież ta obecność może być decydującym czynnikiem, powstrzymującym Putina (a w przyszłości kolejnych "Putinów", bo carowie przemijają, ale imperium trwa) przed nieobliczalnymi w skutkach decyzjami skierowanymi przeciwko Polsce.

Stała obecność Armii USA byłaby gigantycznym osiągnięciem państwa polskiego. Zarazem byłby to sukces prezydenta Karola Nawrockiego. Sukces, z którego powinni się cieszyć wszyscy polscy wyborcy i wszyscy polscy politycy. Wierzę, że tak będzie.

 

Koalicja wypowiada wojnę Nawrockiemu

Jednak istnieje pewne niebezpieczeństwo. Rządząca koalicja - z Donaldem Tuskiem i Włodzimierzem Czarzastym na czele - rozpętuje właśnie teraz wielką, brudną kampanię propagandową przeciwko Karolowi Nawrockiemu. Poziom jej demagogii i agresywności najlepiej ilustruje fakt, że Tusk zastosował atak poniżej pasa. Przerobił prezydenckie hasło wyborcze "Po pierwsze Polska! Po pierwsze Polacy!". Premier napisał  w mediach społecznościowych: "Hasło Prezydenta nieco się zmieniło. Dziś brzmi: 'Po pierwsze szkodzić Polsce, po pierwsze szkodzić Polakom'". To oszczerstwo jest wypowiedzeniem wojny.

 

Jak pogodzić sukces prezydenta z wojną przeciwko niemu?

Donaldowi Tuskowi i jego zwolennikom może być więc - przy tak jadowitej i brutalnej kampanii przeciwko prezydentowi - trudno zaakceptować historyczny sukces Nawrockiego, jakim będzie finalizacja porozumienia z USA w sprawie stałej bazy.

To osiągnięcie obali przecież całkowicie Tuskowe hasło o "szkodzeniu Polsce" przez Nawrockiego. Będzie dowodem, że to kłamstwo.

Nie wierzę, że polityczni wrogowie Nawrockiego mogliby posunąć się do czegoś tak szaleńczego i irracjonalnego, jak sabotowanie planów polsko-amerykańskich. Jednak poziom nienawiści wobec prezydenta musi niepokoić. Ta nienawiść jest już teraz irracjonalna. Złe emocje aż kipią w słowach marszałka Sejmu i prezesa Rady Ministrów. A w kwestii szaleństwa? Cóż... nie zapominajmy, że Donald Tusk zapewniał w roku 2023, że Trump jest rosyjskim agentem, a później się tego wyparł. Jeśli to nie było szalone i irracjonalne, to nic nie jest.

 

Czy można wykluczyć najgorszy scenariusz?

Czy więc w tym tak niekontrolowanym politycznym amoku, który rozpętali, rządowi oficjele nie zaczną opóźniać dogadywania się z Amerykanami w sprawie umowy? Diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Czy nie wezwą więc tego diabła na pomoc, licząc, iż skomplikuje on negocjacje o detalach na tyle, że zirytowany Trump postanowi wycofać się z dotychczasowych ustaleń i zostawić te tysiące żołnierzy w Niemczech lub przenieść do Holandii? Bo wtedy będą mogli powiedzieć: "Nawrocki niby taki przyjaciel Trumpa, a niczego nie uzyskał".

Czy to nieprawdopodobny scenariusz? Oby. Czy jednak - widząc obecny poziom zawziętości i brak jakichkolwiek hamulców u czołowych polityków rządzącej koalicji - można go na 100% wykluczyć? Inaczej mówiąc: czy polityczne zaślepienie przejawiane przez przeciwników prezydenta ma jakieś granice?

Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.10.2026 22:31
Źródło: tysol.pl