Szukaj
Konto

Tȟašúŋke Witkó: Władimir Putin – placebo na cierpienie liberalnej duszy

Władimir Putin. Kreml
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT | Licencja: ChatGPT | Władimir Putin. Kreml
Jest takie ikoniczne zdjęcie, ukazujące kolumnę radzieckich transporterów opancerzonych BTR-80 przekraczających most na rzece Amu-darii. Fotografia została zrobiona 15 lutego 1989 roku i stała się symbolem zakończenia interwencji Związku Radzieckiego w Afganistanie.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przedstawia Władimira Putina jako symbol odbudowy rosyjskiego poczucia mocarstwowości po upadku ZSRR, jednocześnie argumentując, że rzeczywista skuteczność militarna Rosji była znacznie mniejsza, niż sugerowała kremlowska propaganda.
  • Zdaniem autora wojna w Ukrainie obnażyła słabości rosyjskiej armii, która mimo przewagi liczebnej i sprzętowej nie osiągnęła zakładanych celów, a konflikt przekształcił się w długotrwałą wojnę na wyniszczenie.
  • Autor krytycznie ocenia działania polskiego obozu rządzącego, twierdząc, że zagrożenie ze strony Rosji jest wykorzystywane w debacie publicznej jako narzędzie polityczne do mobilizowania własnego elektoratu i odwracania uwagi od krajowych problemów.

 

Na pierwszym wozie zatknięto sztandar 40 Ogólnowojskowej Armii Turkiestańskiego Okręgu Wojskowego i – co charakterystyczne – płat smętnie zwisa wzdłuż drzewca, zamiast dumnie łopotać na wietrze. Dla mnie osobiście jest to najbardziej wyrazisty obraz Sojuza, jaki mogę sobie tylko wyobrazić – czerwona, bezwolna masa, niezdolna do jakiejkolwiek akcji, istniejąca wyłącznie dzięki drewnianej podporze.

 

Gnijące truchło imperium

Od zakończenia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w maju 1945 roku, ludzie radzieccy mieli tłoczone do głów, że ich armia jest najpotężniejsza i niezwyciężona. „Bratnie” zbrojne utrwalanie zdobyczy socjalizmu na Węgrzech i w Czechosłowacji tylko ich w tym utwierdzały. Sukcesy doradców wojskowych z czerwoną gwiazdą na czapkach, służących na całym świecie – od Kuby, przez Afrykę, aż po daleki Wietnam – sprawiały wrażenie, że gwardyjskie dywizje pancerne są w stanie zawojować każdy kawałek globu.

Wycofanie z górzystego Afganistanu bez osiągnięcia założonych celów przyniosło pierwszy szok; wyszło, że pasterze kóz w sandałach i ze starymi karabinami Lee-Enfield są w stanie pokonać hegemona. Społeczny wstrząs pogłębił rozpad ZSRR oraz konieczność wycofania kontyngentów wojskowych z buntujących się demoludów. Potem było tylko gorzej, bowiem nastała wielka smuta Borisa Jelcyna, podczas której nie wypłacano nawet emerytur, gdyż skarbiec państwa świecił totalną pustką.

Bezmiaru tragedii dopełnił obraz tanków płonących na ulicach Groznego w sylwestrową noc 1994 roku i buta generałów, wysyłających kolejne pułki młodych chłopców wprost pod lufy karabinów brodatych kaukaskich górali. Ludzie pamiętający srogiego Chruszczowa nie mogli zrozumieć, dlaczego ich obecny przywódca stał się światowym pośmiewiskiem. Kiedy wszyscy już stracili nadzieję na poprawę sytuacji i powrót do czasów świetności imperium, nadszedł pamiętny dzień 31 grudnia 1999 roku.

 

Pułkownik, wywiadowca, zbawca człowieka radzieckiego

Tamtego piątku pojawił się on – niewysoki, szczupły mężczyzna z tradycyjną rosyjską blond fryzurą, którego charakteryzował sprężysty krok. Pułkownik wywiadu – symbolu dawnej potęgi – przywrócił ufność w sprawczość Kremla zarówno w granicach samej Rosji, jak i całego świata.

Nowy „car” natychmiast zintensyfikował działania zbrojne w Czeczenii i już 29 lutego 2000 roku ogłoszono, że do miasta Szatoj – ostatniej dużej miejscowości pozostającej w rękach separatystów – wkroczyły wojska federalne. Na ową „znakomitą” wieść nałożyły się regularne wypłaty wszystkich świadczeń państwowych, co musiało poprawić nastroje największych nawet sceptyków.

Propaganda sukcesu wylewająca się ze wszystkich mediów przysłoniła fakt, że z maleńką Czeczenią niezwyciężona armia rosyjska męczyła się aż do połowy kwietnia 2009 roku. Błyskawiczny rajd tanków ze wstęgą świętego Jerzego na burtach, pacyfikujących niepodległą Gruzję latem roku 2008 utwierdził wszystkich Rosjan w przekonaniu, że znów są światowym mocarstwem. Na to wszystko nałożyła się aneksja Krymu w 2014 roku i „rurowy miecz” w postaci Gazociągu Północnego, czyli demonstracja potęgi militarnej i gospodarczej Moskwy. Człowiek radziecki znów był dumny ze swojego kraju!

 

Bezwład od Atlantyku aż po Odrę

Biologia i czas zakończyły erę polityków pokroju Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, czyli pogromców Związku Radzieckiego.

Zastąpili ich ludzie formatu José Luisa Zapatero, którzy byli w stanie wycofać wojska z Iraku po jednym zamachu terrorystycznym, aby tylko zdobyć i utrzymać władzę, nie oglądając się na długofalowe skutki podobnych decyzji. Standardem stało się dymisjonowanie doświadczonych żołnierzy, takich jak generał Pierre de Villiers, którzy śmieli dopominać się o środki na rozwój armii.

Tęczowy brokat

Infantylni politycy, chcąc zadowolić konsumpcjonistyczne społeczeństwa, przestali wydawać pieniądze na nowe czołgi, a zaczęli przeznaczać je na organizowanie parad równości i marszów różnych dziwolągów. Owe szaleńcze pomysły posypano tęczowym brokatem, przyozdobiono hasłami o obowiązkowym szczęściu dla wszystkich mniejszości i – jakby tego było mało – zaczęto ściągać kohorty śniadolicych mężczyzn z Afryki i Azji.

Każdy, kto tylko śmiał skrytykować nadchodzącą samozagładę natychmiast miał przypinaną łatkę homofoba, nazisty, nienawistnika, faszysty i setki innych. Społeczeństwa Starego Kontynentu zaczęły szaleńczy wyścig wiodący je nad śmiertelną przepaść.

 

Urealnienie sytuacji

24 lutego 2022 roku Rosja znów najechała Ukrainę. Tym razem jednak blitzkriegu z lat 2008 i 2014 nie było. Przy okazji wyszło, że „druga armia świata” zabezpiecza logistycznie operujące wojska w środki walki wyprodukowane w latach 50. XX wieku, dowożąc je na miejsce starcia zdezelowanymi Kamazami pamiętającymi czasy Leonida Breżniewa.

Żołnierze spod niebieskożółtego sztandaru – wyszkoleni przez Amerykanów i wyposażeni przez Polaków – najpierw skutecznie zatrzymali pancerny walec Kremla na rozmiękniętym stepie, a następnie spowodowali jego utknięcie w okopach na kolejne cztery lata. Koncepcja wojny nowej generacji, opracowana przez generała Gierasimowa okazała się wydmuszką, a postrach demokratycznej Europy – 1 Gwardyjska Armia Pancerna, czyli ta mająca nacierać przez Polskę na zachód – pod Charkowem i Kijowem utraciła zdolność do prowadzenia walki.

W momencie kiedy Ukraińcy krzyknęli: „sprawdzam!” okazało się, że Rosjanie grają blotkami. Trudno ukryć, że Moskwa znów połyka gorzką pigułkę porażki i popija ją kwaśnym roztworem zawodu. Nastąpiło urealnienie wartości kamaryli Putina na międzynarodowym rynku politycznym.

 

Polscy liberałowie straszą ludzi wojną

Moi Czytelnicy zapewne zastanawiają się, dlaczego dokonałem tak obszernego przeglądu militarnych poczynań Kremla w ostatnich dekadach i zestawiłem je z ogłupiałą oraz samoniszczącą się Europą Zachodnią, prawda? Wyjaśnienie jest bardzo proste – żeby zrozumieć „dziś” należy pamiętać o „wczoraj”. A to „wczoraj”, wbrew propagandzie, nie jest dla Federacji Rosyjskiej łaskawe. Patrząc obiektywnie – wyłączywszy operacje w Gruzji i na Krymie – trudno doszukać się spektakularnych zwycięstw moskiewskiego oręża. Rosja sprawia wrażenie silnej wyłącznie dlatego, że Stary Kontynent sam się rozbroił. Obecnie, w połowie 5. roku wojny z Ukrainą, jedyne co rosyjski sztab generalny potrafi wypracować, to prymitywna wojna obliczona na wyniszczenie ukraińskiego zasobu ludzkiego i nic więcej.

A co w tej sytuacji robią politycy obozu rządzącego nad Wisłą, którym co kilkadziesiąt godzin kolejne afery wybuchają w rękach? Otóż… straszą ludzi wojną z Rosją! Tak, Drodzy Państwo, z tą samą Rosją, której ograniczono do minimum sprzedaż jej syberyjskich kopalin energetycznych. I z tą samą Rosją, która nie potrafi dowieźć oleju napędowego i etyliny do stacji paliw w Petersburgu i Moskwie. Także z tą samą Rosją, w której codziennie płoną rafinerie, uderzane przez ukraińskie drony. Wreszcie, z tą samą Rosją, która posiłkuje się skośnookimi żołnierzami z Korei Północnej i czarnymi Afrykańczykami z Kenii, Ugandy, Nigerii i Ghany, bo zwyczajnie brakuje jej sołdatów do wysłania na pierwszą linię frontu.

I ten kraj – według strzelistej myśli militarnej polskich liberałów – zaatakuje państwo NATO, na terenie którego stacjonują wojacy z USA. I jak tu nie odnieść wrażenia, że Władimir Putin stał się swoistym placebo, używanym zawsze wtedy, kiedy liberalni komuniści rządzący dziś w Polsce muszą jakoś podleczyć cierpiące dusze swoich wyborców?

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 10 lipca 2026 r.

[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 10.07.2026 20:29
Źródło: Tysol.pl