Szukaj
Konto

Tadeusz Płużański: „Anoda” w Powstaniu i za komuny

Jan Rodowicz "Anoda" po aresztowaniu przez MBP
Źródło: Wikimedia Commons | Licencja: Domena publiczna | Jan Rodowicz "Anoda" po aresztowaniu przez MBP


9 sierpnia 1944 r. podczas natarcia na gmach szkoły przy ul. Spokojnej (rejon Cmentarza Powązkowskiego) ciężko ranny od niemieckich kul został por. Jan Rodowicz - „Anoda”, jeden z dowódców w batalionie „Zośka", żołnierz Szarych Szeregów. W Powstaniu Warszawskim będzie jeszcze trzykrotnie ranny, ale też za odwagę odznaczony Krzyżem Walecznych i Virtuti Militari.
Co musisz wiedzieć:
  • Jan Rodowicz „Anoda” to legendarny polski harcerz, żołnierz Szarych Szeregów, Batalionu „Zośka” Armii Krajowej oraz powstaniec warszawski
  • Według komunistów miał popełnić samobójstwo, jednak okoliczności jego śmierci od lat budzą poważne wątpliwości.
  • Śledztwo nie doprowadziło do skazania osób odpowiedzialnych za jego przesłuchania, a oprawcy uniknęli odpowiedzialności karnej.

„Anoda” – legenda już za życia

Legendą był już za życia. Z niemieckiej furgonetki odbijał pod Arsenałem swojego kolegę - Janka Bytnara "Rudego", co pięknie opisał Aleksander Kamiński w "Kamieniach na szaniec". Rodowicz brał udział jeszcze w wielu akcjach, uwalniając np. więźniów przewożonych do KL Auschwitz. Można by powiedzieć - nic takiego, normalna podziemna robota. Ale on nie tylko brał udział, ale promieniował na innych swoją postawą.

W Powstaniu Warszawskim wraz z batalionem "Zośka" przeszedł cały szlak bojowy od Woli, przez Starówkę, Śródmieście, do Czerniakowa. Znowu ktoś powie - było takich wielu. Ale nie każdy walczył ponad siły mimo czterokrotnych ran, nie każdy zasłużył na Virtuti Militari.

Najważniejsze i tak stało się dopiero po wojnie. Prócz studiów na Politechnice Warszawskiej (zapowiadał się na wybitnego architekta) współtworzył archiwum batalionu "Zośka", opracowywał listy poległych i zaginionych "zośkowców", organizował im ekshumacje i pogrzeby, otaczał opieką kolegów i dbał o ich edukację. Zarażał wszystkich swoją energią i optymizmem. Mimo iż druga, sowiecka okupacja do optymizmu nie nastrajała.

"Janek był wzorem kolegi, przyjaciela i opiekuna" - wspominała Anna Jakubowska "Paulinka" z batalionu "Zośka". Inny "zośkowiec" Witold Sikorski "Boruta": "Jego cechy charakteru odbiegały od standardu. Był urodzonym przywódcą, posiadał niezwykłą zdolność gromadzenia wokół siebie ludzi. Czy był odważny? Wręcz nadodważny".

Do centrali Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Koszykowej ubecy wzięli go w Wigilię 24 grudnia 1948 r. z rodzinnego mieszkania przy ulicy Lwowskiej 7/10 w Warszawie. Stało się tak na wniosek ppłk Julii Brystiger, „Luny”, dyrektor Departamentu V MBP. 7 stycznia 1949 r., po kilku dniach katowania, porucznik Rodowicz już nie żył. I choć oficjalna wersja mówi o samobójstwie, nikt w nią nie wierzy.

Oprawcy „Anody” uniknęli odpowiedzialności karnej

W 1957 r. planowano pociągnąć „Lunę” do odpowiedzialności karnej, ale nigdy nie stanęła przed sądem. Krwawa „Luna” zmarła w 1975 r., podobno jako głęboko wierząca katoliczka i została pochowana na Powązkach Wojskowych w Warszawie.

W latach dziewięćdziesiątych XX w. w sprawie śmierci por. Jana Rodowicza przeprowadzono oficjalne śledztwo, połączone z ekshumacją. Wtedy też przesłuchano żyjących oprawców „Anody”. To mjr Wiktor Herer, naczelnik Wydziału IV Departamentu V Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który specjalizował się w inwigilowaniu środowisk artystycznych i akademickich – to on formalnie wydał nakaz aresztowania Rodowicza, oraz por. Bronisław Klejn. Obaj kategorycznie zaprzeczali, jakoby polski porucznik był w gmachu resortu torturowany. Klejn stwierdził, że tylko raz przesłuchiwał Rodowicza na polecenie swego przełożonego. Miał za zadanie przetrzymać go przez kilkanaście minut i doprowadzić do szefa. Zapewniał też, że był to jego pierwszy i jedyny kontakt z „Anodą”, gdyż przesłuchiwanie go nie leżał o w jego kompetencjach.

– Nie upilnowałem. Wymknął się – twierdził Klejn.

W świetle jego zeznań „Anoda” wyskoczył przez otwarte na oścież okno w pokoju, do którego sekretarka poleciła konwojentowi wprowadzić więźnia na czas oczekiwania na Herera. Klejn kłamał. Według dokumentów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej, „Anoda” był przesłuchiwany co najmniej czterokrotnie: zaraz po zatrzymaniu, 24 grudnia, a później 29 grudnia oraz 4 i 7 stycznia. Rodowicza przesłuchiwał również Wiktor Herer. Wspomniana Julia Brystigerowa pisała o nim: „Zdolny. Dobrze pracuje z agenturą. Decyzje podejmuje szybko, czasem jednak nie do końca przemyślane. Wadą jego charakteru jest porywczość i brak opanowania”. Wiktor Herer został w latach 70. profesorem nauk ekonomicznych, członkiem prezydium Polskiej Akademii Nauk, a w 1980 r. z rekomendacji Jacka Kuronia doradcą Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” ds. rolnictwa. Zmarł w 2003 r. – nieosądzony.

Po kilku latach śledztwo przeciwko oprawcom "Anody" umorzono. Dzięki grubej kresce dla komunistycznych zbrodniarzy pozostali bezkarni. Sowieccy kolaboranci pochowali Rodowicza na Powązkach. Anonimowo, w tajemnicy przed rodziną i kolegami. Szczęśliwie miejsce wskazał grabarz, który zapamiętał "Anodę", kiedy chował kolegów z batalionu "Zośka". Rodzina ekshumowała zwłoki Rodowicza i przeniosła do rodzinnego grobu na Starych Powązkach w Warszawie.

Tadeusz Płużański

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.08.2026 11:47