Co Rosja ma wspólnego ze szturmem migrantów na Ceutę?

- Autor wskazuje, że rosnąca presja migracyjna na Europę wiąże się z pogarszającą się sytuacją bezpieczeństwa w krajach Sahelu, skąd pochodzi wielu migrantów docierających do Maroka i Ceuty.
- W tekście opisano rosyjską obecność wojskową w Mali, Burkina Faso i Nigrze oraz przywołano ostrzeżenia, że Moskwa może wykorzystywać migrację jako narzędzie wywierania presji na Europę.
- Zdaniem autora ograniczenie wpływów Rosji w Afryce Zachodniej mogłoby sprzyjać stabilizacji regionu, osłabieniu dżihadystów i zmniejszeniu skali migracji do Europy.
Wszak większość młodych mężczyzn, którzy wdarli się do Ceuty, pochodzi z krajów, gdzie islamiści toczą walkę z rządami wspieranymi przez Moskwę.
Dwa szlaki migracyjne
Nawet jeśli Rosja nie jest bezpośrednio zamieszana w inwazję nielegalnych migrantów na Ceutę, to i tak ponosi znaczną część odpowiedzialności za rosnącą presję migracyjną z Afryki na Europę. I jest to efekt świadomej strategii, realizowanej od lat przy użyciu różnych narzędzi. Przed wykorzystaniem przez Moskwę nielegalnej migracji z Afryki do Europy od kilku lat ostrzegają służby wywiadowcze i politycy, zwłaszcza z Wielkiej Brytanii i Włoch. Warto tu zwłaszcza przypomnieć publikację „The Daily Telegraph” z wiosny 2024 roku. Brytyjski dziennik dotarł do dokumentów wywiadowczych, w których szczegółowo opisano plany rosyjskich agentów dotyczące utworzenia „służby granicznej” liczącej 15 000 osób, złożonej z byłych bojowników z Libii, w celu kontrolowania napływu migrantów do Europy. Ostatecznie ten szlak libijski nie wypalił, przynajmniej do tej pory, bo Rosja natrafiła w Libii na poważnych rywali. Nie tylko Turcję, która swego czasu uratowała rząd w Trypolisie przed ofensywą generała Haftara wspartego przez wagnerowców. Bardzo aktywni w Libii stali się też Amerykanie po tym, jak Donald Trump wrócił do Białego Domu.
Drugim jednak obok szlaku przez Libię największym szlakiem migracji stały się jednak kraje Afryki Zachodniej. Większość migrantów przybywa do Maroka przez Mauretanię z krajów Sahelu (Mali, Burkina Faso, Niger), ale też w coraz większym stopniu z krajów leżących nad Zatoką Gwinejską, dokąd już dotarły forpoczty dżihadystów siejąc śmierć i zniszczenie. Stało się to możliwe dzięki temu, że rosyjskie wsparcie militarne dla junt wojskowych w Bamako, Wagadugu i Niamej jest tak słabe, że islamscy rebelianci zajmują kolejne tereny w tej części Afryki.
Narzędzie w szerszej grze
Szlaki migracyjne są nierozerwalnie związane z obszarami, gdzie obecni są rosyjscy najemnicy. Jednym z celów obecności wojskowej Moskwy w tej części Afryki jest opanowanie procesów migracji znad Zatoki Gwinejskiej i Sahelu przez Saharę do krajów Afryki Północnej. Wspomniany „The Daily Telegraph” powoływał się na ostrzeżenie Frontexu, agencji UE ds. ochrony granic, że Rosja wykorzystuje migrację „jako narzędzie w szerszej grze o wywieranie wpływu i presji”. Najemnicy z podporządkowanego armii, a dokładniej GRU, Korpusu Afrykańskiego (część z nich to byli wagnerowcy) napędzają migrację, nasilając niestabilność i przemoc na kontrolowanych przez siebie obszarach Afryki, a także fizycznie transportując migrantów do granic i wspierając przemytników. Wiadomo, że choćby w Republice Środkowoafrykańskiej Rosjanie eskortują migrantów w kierunku Europy.
Szturm na Ceutę to coś nowego i groźnego
Ale w ostatnim czasie – w związku ze stosunkową stabilizacją sytuacji w Libii – to kierunek zachodnioafrykański, a nie przez Niger, do niedawna główny węzeł logistyczny w zorganizowanym transporcie ludzi przez Libię do Europy, stał się głównym problemem dla UE. Widać to było ostatnio choćby po nasileniu migracji na Wyspy Kanaryjskie. Jednak szturm tysięcy Afrykanów na Ceutę to coś nowego i bardzo groźnego. Trudno uwierzyć, by za tą zorganizowaną akcją nie stał jakiś poważniejszy gracz. Oczywiście często wskazuje się na Maroko, ale z drugiej strony, warto pamiętać, że to nie ten kraj stoi za rosnącą falą emigracji z Afryki Zachodniej. Główny problem, obok biedy i braku perspektyw życiowych, to wzrost zagrożenia dla życia i zdrowia mieszkańców. Owocem obecności rosyjskich najemników w Mali, Burkina Faso i Nigrze jest rosnące okrucieństwo konfliktu wojskowych reżimów z dżihadystami. Zbrodnie i terror to nie tylko domena rebeliantów z JNIM (regionalna filia Al-Kaidy) czy ISWAP (regionalna filia Państwa Islamskiego), ale też Rosjan – o czym mówią liczne raporty ONZ i organizacji praw człowieka.
Swoją obecnością w Sahelu Moskwa dolewa oliwy do ognia i napędza migrację do Europy. Rośnie też zagrożenie terrorystyczne – i dla Afryki, i dla Europy. Nic dziwnego, że administracja Trumpa rozważa zaangażowanie wojskowe w trzech krajach Sahelu zjednoczonych w bloku AES, sprzymierzonym z Moskwą. Jeśli wejdą tam Amerykanie, miejsca dla Rosjan nie będzie. A jeśli uda się stamtąd wyrzucić Rosjan, to rośnie szans na stabilizację, sukcesy w wojnie z islamistami i ograniczenie masowej emigracji. Często mówi się, że nielegalną migrację czy fale uchodźców przed wojną należy ograniczać u źródeł, nie na granicach Europy. Więc w tym wypadku najlepszym rozwiązaniem będzie ograniczenie roli Rosji w Zachodniej Afryce. Bo nie da się ugasić pożaru, jeśli po domu wciąż gdzieś grasuje podpalacz udający strażaka.
[Sekcje "Co musisz wiedzieć", "Co to oznacza dla Europy" i śródtytuły od Redakcji]
Co oznacza to dla Europy?
- wzrost presji migracyjnej,
- większe ryzyko infiltracji przez grupy przestępcze i terrorystyczne,
- presja polityczna na państwa UE,
- wykorzystanie migracji jako narzędzia wpływu.
Komentarze
Papież: Chrystus naprawdę zaspokaja głód ludzkości

Frontex i Eurostat: Hiszpania wydaliła zaledwie 1865 z ponad 13 tys. wykrytych migrantów

Śledztwo FBI. Kto stoi za najbardziej tajemniczym archiwum internetu?

Unijni ministrowie omówią kryzys w Ceucie

Premier Hiszpanii atakuje część państw UE po kryzysie w Ceucie. "Egoizm"
