Kogo właściwie chroni w Polsce prawo pracy?

- 10 i 11 września 2026 roku w Krakowie w hotelu Focus Premium przy ul. Suchej 1D odbędzie się seminarium nt. Zrewidowanej Europejskiej Karty Społecznej.
- Seminarium jest realizowane w ramach projektu FERS „Rozwój zdolności NSZZ Solidarność dla aktywnego udziału w procesach monitorowania i stanowienia prawa”.
- Wywiadu nt. Zrewidowanej Europejskiej Karty Społecznej udzieliła portalowi Tysol.pl Barbara Surdykowska z Biura Eksperckiego Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność".
Zrewidowana Europejska Karta Społeczna
Tysol: Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rozpoczęło prace nad ratyfikacją Zrewidowanej Europejskiej Karty Społecznej, a projekt był już przedmiotem rozmów w Radzie Dialogu Społecznego. Dla NSZZ „Solidarność” nie jest to nowy temat – ratyfikacja Karty od lat należy do postulatów Związku, przypominało o niej również Prezydium Komisji Krajowej. Można więc powiedzieć: wreszcie?
Barbara Surdykowska, Biuro Eksperckie KK NSZZ „Solidarność”: Zdecydowanie tak. Samo rozpoczęcie realnych prac nad ratyfikacją oceniamy pozytywnie. Polska podpisała Zrewidowaną Europejską Kartę Społeczną ponad dwadzieścia lat temu i trudno znaleźć dobre uzasadnienie dla dalszego pozostawania przy Karcie z 1961 r. Ale skoro czekaliśmy tak długo, warto wykorzystać ten moment nie tylko do formalnego zamknięcia procesu ratyfikacyjnego. Karta może stać się bardzo dobrym narzędziem diagnozy polskiego rynku pracy. Kiedy zaczynamy sprawdzać, które standardy możemy przyjąć i gdzie pojawiają się problemy, natychmiast dochodzimy do pytań znacznie szerszych niż sama ratyfikacja.
Tysol: Jakich? Ministerstwo przedstawiło przecież rzecz dość technicznie: jest katalog postanowień, które mogą zostać objęte ratyfikacją, i katalog tych, wobec których polskie prawo lub praktyka stwarzają problemy.
Barbara Surdykowska: I właśnie ta techniczna tabela okazuje się bardzo interesująca. Bo jeśli przeczytamy ją nie jako zestaw numerów artykułów, tylko jako opis rzeczywistości, pojawia się pytanie podstawowe: kogo właściwie chroni w Polsce prawo pracy? Weźmy bezpieczeństwo i higienę pracy. Europejski standard wychodzi od ochrony człowieka wykonującego pracę, a nie wyłącznie od tego, jaki rodzaj umowy podpisał.
Tymczasem polski system nadal w dużym stopniu jest zbudowany wokół klasycznej kategorii pracownika zatrudnionego na podstawie umowy o pracę. A przecież obok niego pracują osoby na umowach cywilnoprawnych, samozatrudnieni ekonomicznie zależni, pracownicy sezonowi, osoby wykonujące pracę w innych nietypowych formach na przykład w oparciu o umowę o pomocy przy zbiorach. Ich zdrowie nie staje się mniej warte ochrony dlatego, że stosunek prawny został inaczej nazwany. I nie zapominajmy: Konstytucja RP wskazuje na prawo każdego, a nie wyłącznie pracownika, do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy.
Konwencja dotycząca przemocy i nękania
Tysol: Czyli spór o zakres ratyfikacji ujawnia problem, który znamy od lat: polski rynek pracy zmienił się szybciej niż konstrukcja ochrony pracownika?
Barbara Surdykowska: Dokładnie. I to jest, moim zdaniem, jeden z najciekawszych aspektów całej dyskusji. Przez wiele lat zastanawialiśmy się przede wszystkim nad tym, czy dana osoba jest „pracownikiem” w rozumieniu Kodeksu Pracy.
Tymczasem współczesne standardy społeczne coraz częściej każą postawić pytanie inaczej: czy człowiek wykonujący pracę powinien być pozbawiony określonej ochrony tylko dlatego, że formalnie nie pozostaje w stosunku pracy? Nie twierdzę oczywiście, że wszystkie prawa pracownicze można mechanicznie rozszerzyć na każdą formę aktywności zarobkowej.
Ale w takich obszarach jak bezpieczeństwo i zdrowie, ochrona przed przemocą czy nękaniem, a także niektóre elementy partycypacji, sama granica pomiędzy pracownikiem a osobą „pracującą” staje się coraz trudniejsza do obrony.
Warto zresztą przypomnieć o Konwencji MOP nr 190 dotyczącej przemocy i nękania w świecie pracy, której Polska nadal nie ratyfikowała. Konwencja bardzo świadomie wychodzi poza klasyczną kategorię pracownika i obejmuje osoby pracujące niezależnie od ich statusu umownego. To dobrze pokazuje kierunek rozwoju międzynarodowych standardów pracy: w przypadku części podstawowych gwarancji punktem wyjścia staje się sam fakt wykonywania pracy, a nie wyłącznie rodzaj umowy, na podstawie której jest ona świadczona.
Tysol: Ale związki zawodowe same przecież reprezentują przede wszystkim pracowników. Czy mówiąc o ochronie wszystkich osób wykonujących pracę, Solidarność nie zaczyna trochę rozmywać samego pojęcia pracownika?
Barbara Surdykowska: Nie. Trzeba rozdzielić dwie rzeczy. Czym innym jest reprezentacja interesów, a czym innym zakres podstawowych praw człowieka związanych z wykonywaniem pracy. NSZZ „Solidarność” faktycznie reprezentuje przede wszystkim pracowników wykonujących pracę podporządkowaną i nie mamy żadnego interesu w rozmywaniu pojęcia stosunku pracy.
Przeciwnie – uważamy, że umowa o pracę powinna pozostać podstawowym modelem zatrudnienia tam, gdzie występuje podporządkowanie pracownicze. Europejska Karta Społeczna jest instrumentem ochrony praw człowieka.
Kiedy mówimy o bezpieczeństwie i zdrowiu, ochronie godności czy ochronie przed przemocą w związku z pracą, trudno zaakceptować założenie, że poziom podstawowej ochrony człowieka ma zależeć wyłącznie od tego, jaką umowę zawarto. Rozszerzenie niektórych gwarancji na osoby wykonujące pracę poza stosunkiem pracy nie oznacza więc zrównania wszystkich form zatrudnienia ani rezygnacji z kategorii pracownika.
Oznacza jedynie uznanie, że pewne prawa są fundamentalne i wynikają z faktu wykonywania pracy, a nie wyłącznie ze statusu pracownika w rozumieniu Kodeksu Pracy.
Architektura polskiego prawa na kolejne lata
Tysol: Skoro więc mówimy o prawach, które przysługują z racji samego wykonywania pracy, a nie statusu pracownika — to chyba oznacza, że umowy cywilnoprawne są tu najbardziej oczywistym przykładem?
Barbara Surdykowska: Tak. Umowy cywilnoprawne pokazują problem dualizacji rynku pracy. W debacie publicznej często rozmawiamy o niej przede wszystkim w kontekście składek na FUS, wysokości przyszłych emerytur, wynagrodzenia minimalnego czy stabilności zatrudnienia. Ale gdy spojrzymy przez pryzmat standardów Karty, pojawia się jeszcze inne pytanie: jaki minimalny poziom ochrony powinien przysługiwać każdemu człowiekowi dlatego, że wykonuje pracę, niezależnie od konstrukcji prawnej jego zatrudnienia? I to już jest pytanie o architekturę polskiego prawa pracy na kolejne lata.
Tysol: Solidarność zwraca jednak uwagę nie tylko na to, czego Polska jeszcze nie ratyfikowała. W uwagach przedstawionych Ministerstwu pojawia się również pytanie o standardy, którymi Polska jest już związana. Dlaczego to jest tak ważne?
Barbara Surdykowska: Bo ratyfikacja nowego dokumentu nie może przesłonić banalnej, ale zasadniczej kwestii: czy wykonujemy zobowiązania, które już przyjęliśmy? Polska od 1997 r. jest stroną Europejskiej Karty Społecznej z 1961 r. Część praw, które pojawią się w Zrewidowanej Karcie, nie spada więc na nas z nieba. W wielu obszarach istnieją już zobowiązania międzynarodowe. Dlatego chcielibyśmy, żeby proces ratyfikacji był również momentem uczciwego przeglądu praktyki. Nie wystarczy powiedzieć: „ten artykuł już mamy”. Trzeba jeszcze zapytać: czy rzeczywiście go realizujemy?
Tysol: Na ministerialnej liście przepisów pozostawionych poza ratyfikacją znajduje się również art. 24 dotyczący ochrony w razie zwolnienia z pracy. Ministerstwo wskazuje między innymi na ograniczenie wysokości odszkodowania do trzymiesięcznego wynagrodzenia. To już chyba nie jest problem tego, kogo uznajemy za pracownika, ale tego, jak silna ma być sama ochrona?
Barbara Surdykowska: Tak, i to jest dobry przykład, że Karta zmusza nas do spojrzenia nie tylko na istnienie określonego prawa, ale na jego realną skuteczność. Europejski Komitet Praw Społecznych w sprawie Finnish Society of Social Rights przeciwko Finlandii oceniał system, w którym odszkodowanie za nieuzasadnione zwolnienie mieściło się w widełkach od trzech do dwudziestu czterech miesięcy wynagrodzenia. Uznał, że sam ten górny pułap dwudziestu czterech miesięcy może prowadzić do sytuacji, w której rekompensata nie odpowiada rzeczywiście poniesionej szkodzie i dlatego nie zapewnia ochrony wymaganej przez art. 24.
Nie chodzi o mechaniczne porównywanie fińskiego górnego limitu 24 miesięcy z polskim limitem trzymiesięcznym. Istotny jest sposób myślenia Komitetu: samo istnienie roszczenia w ustawie jeszcze nie oznacza, że prawo jest skutecznie chronione. Trzeba pytać, czy środek prawny rzeczywiście naprawia szkodę i zapewnia efektywną ochronę pracownika.
I to jest właśnie jeden z powodów, dla których dyskusja o ratyfikacji może być dla polskiego prawa pracy bardzo pożyteczna.
Zakres minimalny nie może stać się docelowym
Tysol: W takim razie czego Solidarność oczekuje od dalszych prac w Radzie Dialogu Społecznego? Szerszej ratyfikacji?
Barbara Surdykowska: Tak, ale nie chodzi wyłącznie o licytowanie się liczbą przyjętych artykułów. Chcielibyśmy po pierwsze wiedzieć bardzo precyzyjnie, dlaczego określone postanowienia są wyłączane. Czy problem wymaga zasadniczej zmiany polityki państwa, czy może jednej
stosunkowo niewielkiej korekty ustawowej? To nie jest to samo.
Po drugie, potrzebujemy planu dochodzenia do szerszego zakresu zobowiązań. Karta została skonstruowana tak, żeby państwa mogły stopniowo rozszerzać zakres jej stosowania. Minimalny zakres ratyfikacji nie powinien więc stawać się zakresem docelowym.
I wreszcie po trzecie – chciałabym, żeby ta dyskusja wyszła poza techniczne pytanie o ratyfikację. Bo lista trudności, które dziś identyfikujemy, mówi nam bardzo dużo o polskim rynku pracy. Pokazuje granice ochrony, które nadal przebiegają między „pracownikiem” i „niepracownikiem”, pokazuje słabość ochrony części osób wykonujących pracę i zmusza do odpowiedzi na pytanie, kogo właściwie chcemy chronić prawem pracy w XXI wieku. Jeżeli ratyfikacja Zrewidowanej Europejskiej Karty Społecznej pomoże nam tę rozmowę przeprowadzić, będzie miała znaczenie znacznie większe niż samo złożenie dokumentu ratyfikacyjnego.
Komentarze
Tragiczne zdarzenie w Belgii. Nie żyje Polak
Fala upałów w Polsce. Solidarność apeluje do sieci handlowych o skrócenie pracy w weekend

Polacy pracują tyle, że nie mają czasu na życie
Gdy praca wyczerpuje. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Polski przemysł zbrojeniowy na fali. Ale nie pracownicy



