Związki chcą zwiększać dochody, pracodawcy ograniczać wydatki. Co z tego wyniknie?

Rząd przyjął wstępny projekt budżetu na 2017 r., zgodnie z którym polska gospodarka ma się rozwijać w tempie 3,6 proc., deficyt sektora finansów publicznych ma wynieść 2,9 proc. PKB, wzrost cen - 1,3 proc., zaś konsumpcji 5,5 proc. Płace mają wzrosnąć o 5,0 proc., a zatrudnienie o 0,7 proc. Opinie związków zawodowych i pracodawców w tej sprawie są odmienne, więc ich wspólnej w Radzie Dialogu Społecznego nie będzie. I to zresztą nie dziwi, bo nigdy nie udało się go dotychczas wypracować.
Podczas posiedzenia zespołu problemowego ds. budżetu wynagrodzeń i świadczeń socjalnych RDS, 7 września, związki i pracodawcy nie uzgodnili wspólnego stanowiska w sprawie budżetu. Zasadnicza rozbieżność polegała na tym, że pracodawcy chcieli ograniczenia wydatków, głównie na świadczenia społeczne takie jak np. 500 Plus, natomiast związki popierały tego rodzaju wydatki, a opowiadały się za zwiększeniem dochodów budżetowych, pochodzących choćby z uszczelnienia podatków.
Jak podkreślała obecna na posiedzeniu zespołu podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Hanna Majszczyk, projekt przyszłorocznego budżetu został sporządzony zgodnie z wymogami prawa krajowego i unijnego.
Odniosła się do planowanego deficytu budżetowego, który ma wynieść 59,3 mld zł. Pracodawcy określili go mianem rekordowego, ale zdaniem MF nie odbiega on od tego z roku 2016 sięgającego 35 mld zł. Dochodzi do niego jednak pożyczka dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - 5 mld zł. W budżecie na 2017 r. już się jej nie przewiduje, a potrzeby wydatkowe FUS mają być zaspokojone w formie dotacji z budżetu państwa.
I ta właśnie kwestia stanowiła istotny element dyskusji. Jak podkreślał jego przewodniczący i członek Komisji Krajowej NSZZ Solidarność Henryk Nakonieczny, związek negatywnie ocenia to, iż rząd nie przewiduje systemowych zmian w ubezpieczeniach społecznych, które pozwoliłyby na podwyższenie podstawy wymiaru świadczeń, a więc podniosłyby je w sposób trwały. Kieruje jedynie kwotę 1,4 mld zł na jednorazowe dodatki, które na wysokość świadczeń w kolejnych latach nie będą miały wpływu.
Inną kwestią istotną dla związków zawodowych były wynagrodzenia w sferze budżetowej. Ich podwyżka ma być utrzymana na poziomie zerowym, choć MF podkreśla, że wzrosną one o 1,3 proc.
W opinii Katarzyny Zimmer-Drabczyk, ekspertki Solidarności, problem polega właśnie na tym, że o owych podwyżkach w budżetówce mają decydować kierownicy poszczególnych jednostek. Nie wiadomo, według jakiego klucza i w jakiej formie będą je przyznawać.
Dyskusję wywołały także szacunki wskazanego w projekcie budżetu wzrostu poziomu zatrudnienia.
Anna Grabowska
Cały artykuł w najnowszym numerze "TS" (38/2016) oraz w wersji cyfrowej tutaj
Jak podkreślała obecna na posiedzeniu zespołu podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów Hanna Majszczyk, projekt przyszłorocznego budżetu został sporządzony zgodnie z wymogami prawa krajowego i unijnego.
Odniosła się do planowanego deficytu budżetowego, który ma wynieść 59,3 mld zł. Pracodawcy określili go mianem rekordowego, ale zdaniem MF nie odbiega on od tego z roku 2016 sięgającego 35 mld zł. Dochodzi do niego jednak pożyczka dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - 5 mld zł. W budżecie na 2017 r. już się jej nie przewiduje, a potrzeby wydatkowe FUS mają być zaspokojone w formie dotacji z budżetu państwa.
Ma to związek z planowanymi zmianami z systemie emerytalno-rentowym- zaznaczyła Majszczyk.
I ta właśnie kwestia stanowiła istotny element dyskusji. Jak podkreślał jego przewodniczący i członek Komisji Krajowej NSZZ Solidarność Henryk Nakonieczny, związek negatywnie ocenia to, iż rząd nie przewiduje systemowych zmian w ubezpieczeniach społecznych, które pozwoliłyby na podwyższenie podstawy wymiaru świadczeń, a więc podniosłyby je w sposób trwały. Kieruje jedynie kwotę 1,4 mld zł na jednorazowe dodatki, które na wysokość świadczeń w kolejnych latach nie będą miały wpływu.
Inną kwestią istotną dla związków zawodowych były wynagrodzenia w sferze budżetowej. Ich podwyżka ma być utrzymana na poziomie zerowym, choć MF podkreśla, że wzrosną one o 1,3 proc.
W opinii Katarzyny Zimmer-Drabczyk, ekspertki Solidarności, problem polega właśnie na tym, że o owych podwyżkach w budżetówce mają decydować kierownicy poszczególnych jednostek. Nie wiadomo, według jakiego klucza i w jakiej formie będą je przyznawać.
Dyskusję wywołały także szacunki wskazanego w projekcie budżetu wzrostu poziomu zatrudnienia.
Bierzemy pod uwagę to, co dzieje się na rynku, a zapotrzebowanie na pracowników rośnie. To też powinno wpływać na wzrost wynagrodzeń, także pracowników wykwalifikowanych, o których zatrzymanie pracodawcy będą się starać- argumentowała wiceminister. Dodała, że na poziom zatrudnienia w przyszłym roku pozytywnie będą wpływały inwestycje i popyt publiczny związany z uruchomieniem środków unijnych. Stąd projekcja ogólnej poprawy sytuacji na rynku pracy.
Anna Grabowska
Cały artykuł w najnowszym numerze "TS" (38/2016) oraz w wersji cyfrowej tutaj

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Tagi
Data publikacji: 12.09.2016 14:08
Komentarze
Związkowcy planują manifestację w 70. rocznicę Poznańskiego Czerwca. Chodzi o Cegielskiego i WSK-Poznań
04.05.2026 09:31
Rada Dialogu Społecznego. Solidarność: Czas na decyzje, które pokażą, że najważniejszą wartością w gospodarce jest człowiek
20.04.2026 15:29
„Nie możemy już czekać”. Związkowcy ogłosili pogotowie strajkowe w PGG
09.04.2026 08:30
Kultura wysoka, pensja minimalna. Rozmowa o kryzysie uczelni artystycznych
25.03.2026 20:36

Komentarzy: 0
– Nierozumienie mechanizmu funkcjonowania uczelni artystycznych przez kolejne rządy sprowadza na nie pogłębiającą się pauperyzację. Tymczasem polska kultura wysoka, ceniona w świecie, przynosi ogromne zyski budżetowe i buduje markę kraju. Pytanie: jak długo jeszcze – mówią działacze Solidarności Katarzyna Winkler z ASP w Łodzi i Jakub Gogolewski z łódzkiej „Filmówki” w rozmowie z Jakubem Pacanem.
Czytaj więcej
Rafał Woś: Ciemna strona zawodu artysty w realnym kapitalizmie
24.03.2026 19:48

Komentarzy: 0
„Moja matka była włókniarką. W latach 90. potraktowali ją jak śmieć. Straciła pracę, straciła wszystko. Byłam wtedy dzieckiem. I wtedy postanowiłam, że ja nie pozwolę, żeby ktoś tak zrobił ze mną. Postanowiłam, że zostanę… aktorką”. Mniej więcej coś takiego mówi bohaterka popularnego dekadę temu serialu Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego „Artyści”. Te słowa brzmią oczywiście gorzko. Ale też i śmiesznie. Bo film pokazujący od kuchni życie pracowników jednego z warszawskich teatrów to przecież oczywisty dowód, że w warunkach realnego kapitalizmu bycie aktorem/artystą nie daje absolutnie żadnej stabilizacji finansowej ani bezpieczeństwa ekonomicznego. Przeciwnie.
Czytaj więcej


