Kultura wysoka, pensja minimalna. Rozmowa o kryzysie uczelni artystycznych

- Uczelnie artystyczne są systemowo niedofinansowane, bo mechanizmy finansowania nie uwzględniają ich specyfiki.
- Mimo kluczowej roli kultury wysokiej dla gospodarki i tożsamości narodowej, pracujące w niej osoby często zarabiają pensję minimalną.
- Brak dialogu z ministerstwami i niedostosowane regulacje prowadzą do pogłębiającego się kryzysu, który może obniżyć jakość kształcenia i osłabić cały sektor kreatywny.
Jakub Pacan (Tygodnik Solidarność): Jako społeczeństwo żyjemy w przeświadczeniu, że szkoły artystyczne to ogromny prestiż, trudno się do nich dostać, a jak się ktoś dostanie, to są to najlepsze studia. Tymczasem z perspektywy pracownika tychże uczelni wcale tak to nie wygląda.
Jakub Gogolewski (wykładowca Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi): - Zgadza się, tak naprawdę nikt nic o nas nie wie. Zarówno społeczeństwo, jak i - niestety - politycy nie mają świadomości, jak funkcjonują uczelnie artystyczne, z jak trudną sytuacją wynikającą ze specyfiki kształcenia i funkcjonowania muszą się mierzyć.
Katarzyna Winkler (pracownik Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi): Na naszych uczelniach kształcenie na pewno jest bardzo indywidualne, ponieważ oprócz tego, że grupy są bardzo małe, to każdy student ma de facto indywidualną ścieżkę kształcenia. Tak jest na uczelniach - filmowej, teatralnych, plastycznych i muzycznych. Każdy ze studentów-twórców ma inny pogląd na to, co chciałby swoim dziełem przekazać. W tej drodze rozwijania oryginalnej twórczości musi go wspierać grupa ludzi. To wymaga nakładów pieniężnych, czasu, uwagi. To nie jest tak, jak w kształceniu uniwersyteckim, gdzie cała grupa musi wyuczyć się określonej partii materiału i potem zdawać z tego egzamin. To studia elitarne i my chcemy tę elitę kształcić.
J.G.: - To są studia elitarne i potrzeba takiego kształcenia spotkała się ze zrozumieniem, gdy byliśmy zaproszeni przez Narodową Radę Rozwoju, Radę ds. Szkolnictwa Wyższego, Nauki i Innowacji przy prezydencie Andrzeju Dudzie. U nas w szkole filmowej na kierunkach artystycznych są grupy około dziesięcioosobowe, ponieważ opiekunowie filmów na poszczególnych rocznikach nie są w stanie ze wszystkimi pracować wspólnie. Wykłady oczywiście też się odbywają, ale ogromna część pracy jest pracą indywidualną ze studentem. Na uczelniach muzycznych pracy indywidualnej jest jeszcze więcej. Poza zajęciami z profesorem zaangażowanie studenta na uczelni artystycznej obejmuje bardzo dużo zajęć praktycznych, których koszty uczelnia też musi brać na siebie. Często nie są one nigdzie rozpoznane.
- Przecież kultura wysoka to budowanie marki kraju.
J.G: - Jesteśmy nieraz postrzegani jako ci, którzy kształcą ludzi "wykonujących fikołki", a my budujemy tożsamość i kulturę narodową. Przez 123 lata nie mieliśmy państwa, własnego wojska, ale przetrwaliśmy jako naród dzięki własnej kulturze wysokiej. Budowanie tożsamości narodowej, wzmacnianie jej, szczególnie dzisiaj, jest bardzo potrzebne. My kształcimy kadry dla branż kreatywnych, gier, filmów i seriali, muzyki i innych. Pieniądze z tego przynoszą ogromne wpływy do budżetu państwa. Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego pt. "Rola przemysłów kreatywnych w gospodarce i możliwości wsparcia publicznego" przemysły kreatywne w 2021 r. w Polsce wytworzyły ponad 31 mld zł wartości bezpośredniej, a wraz z wpływem pośrednim odpowiadały za ok. 3,58% PKB i zostały uznane za kluczowy motor napędowy rozwoju.
K.W.: - Nasza sztuka piękna oraz użytkowa jest rozpoznawalna w świecie, mamy na bardzo wysokim poziomie wzornictwo, ceramikę, sztuki audiowizualne, plakat czy polski design.
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Warszawa: Ogromny pożar na Białołęce. Kłęby dymu nad miastem
- "Kompromitacja Żurkowców". Sąd zwrócił prokuraturze akt oskarżenia w sprawie Dworczyka
- IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka
- Nie żyje Tadeusz Surdy. Małopolskie władze wydały komunikat
- USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP
- Ogromny meteoryt eksplodował nad Ohio. Nagrania obiegły sieć
- Przewodniczący "S" w Solinie dla Tysol.pl: Protest głodowy trwa, morale jest wysokie
Problemy z finansowaniem
- Wśród wielu bolączek uczelni artystycznych uderza brak dodatkowego finansowania dla szkół doktorskich.
K.W.: - My właśnie też nie wiemy, dlaczego tak jest, ale to ma wpływ na ciągłość kadr.
J.G.: - Istotna jest kategoria w ewaluacji, którą się uzyskuje w dyscyplinie naukowej, jeśli się nie ma A+, tylko niżej, to przysługuje mniej pieniędzy na poszczególne elementy, m.in. na szkoły doktorskie. Ale znowu tutaj nie bierze się pod uwagę uwarunkowań szczególnych uczelni artystycznych.
- A z czego wynikają problemy z podziałem subwencji?
J.G.: - Wychodzi na to, że wszystko jest przeciwko nam, ponieważ gros czynników przewidzianych w algorytmach, które się składają na subwencję, to czynniki ilościowe. My już tracimy na starcie ze względu na liczbę studentów, tak samo tracimy w kategorii dyscypliny naukowej, gdzie mechanizmy parametryzacji mają się nijak do rzeczywistości (jest nawet wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 1 grudnia 2023 r., sygn. akt VII SA/Wa 1622/23, w sprawie skargi PWSFTViT na decyzję Ministra Edukacji i Nauki nr 508/801/2022-1 z dnia 26 lutego 2023 r., w przedmiocie przyznania kategorii naukowej w dyscyplinie sztuki filmowe i teatralne) funkcjonowania naszych szkół, np. w ogóle nie liczą się festiwale filmowe, z których nasi studenci przywożą worki nagród.
Kolejna sprawa to osiągnięcia artystyczne wykładowców. Teoretycznie wykładowca ma cztery lata na popularyzację swojej twórczości, co ma być jakimś ekwiwalentem punktowanej publikacji naukowej. Specyfika robienia filmów jest jednak inna, jako przykład podam Mariusza Wilczyńskiego, który nakręcił film animowany "Zabij to i wyjedź z tego miasta". Film był wyświetlany na festiwalach międzynarodowych, jest świetny, autor jest twórcą wybitnym. Z punktu widzenia przepisów powinien być jednak zwolniony, ponieważ kręcił ten film kilkanaście lat.
- Rozdział obligacji skarbowych dla uczelni publicznych to forma dodatkowego finansowania nauki. Wasze uczelnie zostały pominięte. Dlaczego?
K.W.: - Zadaliśmy to samo pytanie i otrzymaliśmy odpowiedź, że minister nadzorujący nasze uczelnie nie wystąpił o obligacje, ponieważ nie widzi potrzeby naszego dofinansowania. Minister nauki nie przyznał nam tych obligacji, ponieważ nie wystąpił o nie minister kultury. I już.
- O finansowaniu szkolnictwa artystycznego decyduje ministerstwo kultury czy nauki?
K.W.: - To wygląda tak, że ministerstwo nauki przekazuje pieniądze na takie zapotrzebowanie, jakie wystosuje do niego ministerstwo kultury. W tym roku ministerstwo w komunikacie przewiduje podwyżki o 3% na podstawie pensji z 2024 roku.
J.G.: - Gdy minimalne wynagrodzenie za pracę rośnie, minister nauki musi podnieść minimalne wynagrodzenie profesora, ponieważ musi ono wynosić co najmniej dwukrotność minimalnego wynagrodzenia. W wyniku zmiany minimalnego wynagrodzenia profesora zmieniają się również minimalne wynagrodzenia wszystkich nauczycieli akademickich. Jeżeli nauczyciel akademicki zarabiał dotychczas minimalne wynagrodzenie na swoim stanowisku, to uczelnia musi podnieść tym nauczycielom wynagrodzenie. To powoduje, że dla innych pracowników uczelni nie starcza pieniędzy na podwyżki.
Brakuje fachowców
- Dużym wyzwaniem dla uczelni artystycznych jest utrzymywanie pracowników wsparcia dydaktyki. Studia w szkole filmowej czy plastycznej angażują całe sztaby ludzi, którzy nie są stricte nauczycielami akademickimi, ale bez nich trudno wyobrazić sobie prawidłowy cykl kształcenia.
J.G.: - W łódzkiej filmówce na 408 pracowników jest 86 osób, które można zaliczyć jako wsparcie dydaktyki. Nie mówię o administracji, księgowości itp. To są ludzie, którzy pracują przy filmach, realizacjach telewizyjnych i w teatrze. Wyspecjalizowani pracownicy z ogromnym doświadczeniem na minimalnej pensji. My utrzymujemy w zasadzie regularną wytwórnię filmową. Gdyby wszystkie nasze krótkie filmy połączyć, to wychodzi dziesięć pełnometrażowych filmów rocznie. A myślę, że nawet więcej.
K.W.: - W przypadku uczelni plastycznych to są wszystkie dodatkowe osoby, które muszą pokazać studentowi od podstaw proces tworzenia. To są technicy fotografii, biżuterii, włókiennicy pokazujący proces tworzenia tkaniny, w warsztatach krawieckich mamy konstruktorów ubioru, krawcowe. Ci ludzie pracują na pensji minimalnej, a mają często unikatowe umiejętności.
- Nie odczuwacie w związku z tym już luki pokoleniowej wśród kadry?
J.G.: - To zaczyna być problemem. W tej chwili możemy sobie pozwolić na przyjęcie do pracy wyłącznie ludzi bez żadnego doświadczenia. Jednak oni się uczą i odchodzą. Jedynym przymusem do podniesienia pracownikom wsparcia dydaktyki pensji jest podniesienie płacy minimalnej. Ale w tym modelu wzrost odczuwają tylko ci z najniższymi zarobkami, ci powyżej już nie, w związku z tym pensje się zrównują.
K.W.: - To szerszy kontekst, ponieważ mamy coraz większy problem ze szkołami zawodowymi i powoli zaczynamy to odczuwać. Brakuje nam fachowców. Nie ma krawcowych, szewców, jubilerów.
- Czyli z jednej strony jest kilka nazwisk sławnych filmowców czy artystów firmujących daną uczelnię, z drugiej - coraz dramatyczniej brakuje kadry średniego i niższego szczebla, by te uczelnie w ogóle funkcjonowały na należytym poziomie?
J.G.: - To samo zaczyna dotyczyć kadry naukowej, jeszcze to nie jest duża skala, ale już odczuwamy brak napływu nowych wykładowców. I to się będzie pogłębiało. Za chwilę będziemy przyjmować tego, kto będzie chciał zostać, a nie tego, kto się do tego naprawdę nadaje i kogo chcielibyśmy zatrzymać, bo jest wybitny.
K.W.: - Mamy problem z wynagrodzeniami asystentów, którzy kilka lat temu zarabiali o 5 zł powyżej minimalnej krajowej (stan z 2023 r.). Teraz jest trochę lepiej, tzn. wynagrodzenie asystenta jest o 19 zł wyższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę. A asystent musi być magistrem.
By liczba się zgadzała
- Jak wygląda dialog społeczny obecnego ministerstwa kultury z przedstawicielami szkół artystycznych?
K.W.: - W tym momencie nie rozmawiamy z ministerstwem, ponieważ nie ma nici, która by nas łączyła. Próbowaliśmy kilka razy i praktycznie nie ma żadnego odzewu. Jesteśmy odsyłani do naszych rektorów z informacją, że oni są bardziej adekwatni do rozmów z ministerstwem kultury niż my jako przedstawiciele wszystkich pracowników naszych uczelni.
J.G.: - Nie ma w tej chwili żadnego dialogu z ministerstwem. Zwracaliśmy się nawet specjalnie do podsekretarza stanu, który odpowiada za uczelnie artystyczne z prośbą, by nas w jakiś sposób uwzględniać w gremiach doradczych, ale nic z tego nie wyszło. Owszem, gdy mocno naciskamy, to ktoś się z nami spotyka, ale my nie widzimy w tym już za bardzo sensu, bo absolutnie nic z tego nie wynika.
- Jak można systemowo rozwiązać sprawę niskich pensji?
K.W.: - Pojawiła się propozycja, by wynagrodzenie profesora ustawić do średniej krajowej, by była to np. podwójna pensja, i od niej uzależnić procentowo wszystkie inne składowe na uczelni dla asystenta, adiunkta, pracowników wsparcia dydaktyki, pracowników administracyjnych. To rozwiązywałoby wszystkie problemy. Średnia krajowa to nie minimalna. Państwowych uczelni artystycznych jest 19 i łącznie ich budżet można porównać do jednego Uniwersytetu Jagiellońskiego. W skali budżetu kraju to nie są wielkie pieniądze.
- Co się dzieje z tym pomysłem?
K.W.: - Ma być uwzględniony przy nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Czekamy na realizację, tyle tylko że to trwa już parę lat. Problemem jest też brak możliwości lub bardzo duże ograniczenie w pozyskiwaniu grantów. Większość z nich jest skonstruowanych stricte pod badania naukowe, nasi studenci zajmują się twórczością. Ponadto politechniki czy uczelnie medyczne mają wykwalifikowanych pracowników do obsługi tych grantów, my jesteśmy małymi uczelniami i na takich fachowców nas nie stać.
J.G.: - Obawiam się, że uczelnie w walce o przetrwanie będą zmuszone do tworzenia jakichś dziwnych kierunków, by liczba się zgadzała i zadowoliła algorytmy, tylko że wtedy straci na tym jakość kształcenia. Poza tym "nadprodukcja" kadr przesyci rynek pracy.
Bio:
Katarzyna Winkler - pracownik Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi, przewodnicząca Komisji ds. Uczelni Artystycznych Krajowej Sekcji Nauki NSZZ "Solidarność".
Jakub Gogolewski - wykładowca Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi, działacz uczelnianej organizacji NSZZ "Solidarność".
"Traktują nas jak tanią siłę roboczą". Solidarność pisze do prezesa Carrefour Group w sprawie zwolnień
Red. naczelny "TS" Michał Ossowski: Solidarność – związek wielu pokoleń

Dlaczego program Grzegorza Brauna uderza w prawa pracownicze oraz związki zawodowe

Red. naczelny "TS" Michał Ossowski: Państwo, które nie chroni ludzi pracy, traci moralny mandat

Woś: Solidarność cywilizuje franczyzę

