Szukaj
Konto

Reforma planowania przestrzennego może utrudnić powroty młodych na wieś

Traktor na polu
Źródło: Pixabay.com | Licencja: Open Source | Traktor na polskiej wsi, zdjęcie poglądowe
Dane GUS nie pozostawiają złudzeń, że sytuacja jest alarmująca. Współczynnik dzietności w Polsce w 2025 roku wyniósł 1,068, podczas gdy w 1990 roku było to 1,991. Spadek liczby urodzeń dotyka również obszarów wiejskich. Eksperci wskazują, że spodziewana reforma planowania przestrzennego sytuację może dodatkowo utrudnić młodym osobom osiedlanie się lub powrót na wieś.

 

Za 50 lat populacja Polski może się zmniejszyć nawet o ponad 10 mln ludzi

Prognozy są dramatyczne. Jeśli ten proces będzie postępował, to za 50 lat populacja Polski może się zmniejszyć nawet o ponad 10 mln ludzi. 

 

Choć wieś notuje dodatnie saldo migracji, liczba zgonów nadal przewyższa tam liczbę urodzeń. Duże ośrodki rozrastają się, ale Polska lokalna wymiera.

 

– W Polsce dostrzegamy bardzo duży problem z demografią wsi. Debata jest mocno skoncentrowana na miastach, na przykład kwestiach chęci robienia kariery czy trudnościach ze znalezieniem odpowiedniego partnera przez kobiety, co często dotyczy głównie tych z wyższym wykształceniem. Natomiast wieś ma zupełnie inne problemy. Jedna z istotnych trudności dotyczy osiedlania się, budowania własnego domu – mówi Mateusz Łakomy, ekspert ds. polityki demograficznej, dyrektor programu Demograficon w Polskim Towarzystwie Gospodarczym.

 

Dane GUS z raportu „Ludność. Stan i struktura oraz ruch naturalny w przekroju terytorialnym w 2025 roku” wskazują, że ponad 404,3 tys. osób (o 26 tys. mniej niż rok wcześniej) zmieniło miejsce stałego zamieszkania przeprowadzając się do innej gminy, a także ze wsi do miasta lub odwrotnie. Wieś ma dodatnie saldo migracji, ale jednocześnie traci ludność wskutek przewagi zgonów nad urodzeniami. W 2025 roku dodatnie saldo migracji dla wsi wyniosło ponad 36,1 tys. osób, a liczba zgonów przewyższyła tam liczbę urodzeń o 56 tys. 

Zatrzymany rozwój

W sierpniu  Klub Jagielloński opublikował raport „Wieś zniknie z planu? Jak deregulować przepisy, by Polacy wracali na obszary wiejskie” , w którym stara się zmierzyć z tym tematem i opowiedzieć, jakie obecne przepisy paradoksalnie mogą utrudniać osiedlanie się osobom, które pojechały do dużego miasta, wykształciły się tam, np. w zawodach rolnych, i chciałyby wrócić do ojcowizny, do swojego miejsca zamieszkania.

-Nagle okazuje się, że potencjalnie mogą być trudności ze zbudowaniem własnego domu blisko rodziców czy rozbudowania gospodarstwa – podkreśla Mateusz Łakomy.

Do połowy 2026 roku wszystkie gminy musiały wprowadzić tzw. gminne standardy urbanistyczne. To nowe zasady, które mają wymusić większą gęstość zabudowy, rzekomo w imię racjonalnego rozwoju i „zrównoważonego” planowania. Problem ten bardzo mocno dotknie rolników – w zasadzie wielu z nich zablokuje drogę do rozbudowy własnego gospodarstwa.

-To paradoksalnie może w niektórych przypadkach utrudniać powrót młodych, wykształconych rolników, dziedziców ziemi – wyjaśnia Mateusz Łakomy.

 

W samej konstrukcji przepisów reformy planistycznej zawarto współczynnik, który przelicza liczbę mieszkańców na powierzchnię terenów możliwych do zabudowy. W efekcie w wielu gminach ten mechaniczny algorytm sprawi, że całe obszary wsi znikają z map planistycznych jako potencjalne miejsca rozwoju. Nowa regulacja ma jednak hamować niekontrolowane rozlewanie się inwestycji budowlanych. Eksperci Klubu Jagiellońskiego w raporcie podkreślają jednak, że ma to sens w odniesieniu do obszarów aglomeracyjnych, gdzie zjawisko suburbanizacji ma negatywne skutki społeczne, ale regulacja nie uwzględnia specyfiki wyludniających się obszarów wiejskich. Strefa otwarta, do której trafiają m.in. grunty rolne, nie przewiduje w podstawowym profilu zabudowy mieszkaniowej ani zabudowy związanej z produkcją rolną. Eksperci prognozują, że efektem może być ograniczenie możliwości rozwoju obszarów wiejskich, blokujące część inwestycji.

 

– Trudności polegają na tym, że osoby, które nie dziedziczą wprost tego siedliska, dzięki bilansom chłonności mają ograniczone możliwości zamieszkania w innych miejscach poza wyznaczonymi strefami mieszkaniowymi, które często nie są tymi przylegającymi do domu rodziców. Problemem jest rozbudowanie danego obszaru zamieszkania czy siedliska – podkreśla ekspert ds. polityki demograficznej. – To jest zupełnie oczywiste, że kiedy wracamy, chcemy mieszkać blisko rodziców. To też sprzyja dzietności, bo mama czy teściowa mogą pomóc w opiece nad dziećmi.

 

Odpływ młodych kobiet

Zdaniem autorów raportu wadą nowych przepisów jest jednakowe podejście do bardzo zróżnicowanych pod względem sytuacji i wielkości gmin. Mechanizmy działają tak samo w gminie bezpośrednio sąsiadującej z Warszawą, jak i w tej oddalonej o 100 km od metropolii. Pierwsza broni się przed nadmiernym napływem nowych mieszkańców, a druga walczy o przetrwanie i zatrzymanie depopulacji. Perspektywa wiejska jest zupełnie inna od metropolitarnej. Wieś mierzy się przede wszystkim z odpływem młodych ludzi (zwłaszcza kobiet), spowodowanym często brakiem możliwości znalezienia stabilnego zatrudnienia oraz trudnościami z budową domu na własnej ziemi -zauważąją eksperci Klubu Jagiellońskiego.

 

– O demografii powinniśmy zupełnie inaczej myśleć przestrzennie, w zależności od tego, czy mówimy o dużym mieście, obwarzankach, czy o tzw. peryferiach, czyli terenach oddalonych od dużych miast. Wsie oddalone od dużych miast mają zupełnie inne potrzeby, walczą o to, żeby była tam możliwość powrotu, zatrzymania osób, które chciałyby wyjechać, ale atrakcyjność tego miejsca zamieszkania jest niewystarczająca – uważa Mateusz Łakomy. – Młode osoby, które pozostaną albo które wykształciły się w mieście i powrócą, są zupełnie innym kapitałem ludzkim. Te osoby są wykształcone, przedsiębiorcze, mają znajomych, czyli są czynnikiem potencjalnie przyciągającym biznes i bardziej zaawansowane usługi niż te, które są lokalnie dostępne.

 

Jak podkreśla, w konsekwencji niektóre wsie zaczną szybciej znikać z mapy Polski lub będą zamieszkiwane wyłącznie przez osoby starsze.

 

– Tym samym nie będą źródłem podatków dla samorządów i źródłem rozwoju. Z perspektywy czysto ekonomicznej będą głównie centrum kosztów niż dochodów dla samorządów – dodaje demograf.

 

Obowiązek uchwalenia planu ogólnego gminy miały do 31 sierpnia 2026 roku. Według dzienników urzędowych województw zrobiło to dotąd 946 gmin, czyli 38 proc. ogółu, ale po uwzględnieniu wniosków z 31 sierpnia liczba ta może być wyższa (nawet 1,1–1,2 tys.). Większość pozostałych gmin jest na zaawansowanym etapie prac, a tylko niecałe 4 proc. w ogóle ich nie rozpoczęło.  

 

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 11.09.2026 13:32
Źródło: Newseria, Klub Jagielloński