Anna Dąbrowska-Banaszek: Zełenski działa z pełną świadomością

-
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wniósł do Rady Najwyższej projekt ustawy o budowie Panteonu Narodowego z imionami osób, które walczyły o wolną Ukrainę.
-
Jak podała agencja UNIAN, w związku z projektem prowadzone są również rozmowy o sprowadzeniu do Ukrainy szczątków Stepana Bandery.
- Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić, kogo kochać, komu być wdzięcznym i jakich bohaterów szanować – oświadczył Zełenski w niedzielę, podczas obchodów Dnia Konstytucji Ukrainy.
Świadomość ludobójstwa
- Jakby Pani skomentowała fakt, szczególnie w kontekście tego, że w Chełmie powstaje muzeum poświęcone Rzezi Wołyńskiej, że Ukraina, pan Wołodymyr Zełenski stara się teraz stworzyć panteon ukraińskich rezunów?
Anna Dąbrowska-Banaszek: Robi to, myślę, z dużą świadomością tego, co się wydarzyło w 1943 roku na Wołyniu. Otrzymał wiele materiałów. Zna to, natomiast realizuje swoją politykę nie wiem czego. Myślę, że taką politykę władzy za wszelką cenę. Dla Ukraińców Bandera jest bohaterem. Tam jest może niedobór edukacji, czy w ogóle przedstawienie tych wszystkich faktów w takiej formie, że nie widzą tego okrucieństwa, z jakim byli mordowani Polacy. Nie widzą tej czystki etnicznej – te 100 tys. osób właściwie nie ma dla nich znaczenia. Myślę, że to wszystko jest wynikiem przemyślanego działania. To nie jest nieświadome. To nie jest pod wpływem chwili, tylko Ukraina, czy ten nurt nacjonalistyczny właściwie jest już od dawna i realizują kolejne swoje założenia nie patrząc na prawdziwe oblicze, prawdziwe wydarzenia. Dla mnie jako osoby, która stara się być obiektywna, to jest coś nie do pomyślenia, że można dojść aż tak daleko w walce o władzę.
Nie ma sprawiedliwych?
- A w Pani ocenie, dlaczego Ukraińcy nie stawiają na bohaterów, którzy giną w wojnie z Rosją? Dlaczego nie stawiają na tych Ukraińców, którzy okazali się sprawiedliwymi, których lista jest dostępna w IPN i którzy ratowali Polaków z rąk rezunów?
Chyba nie ma takiego przełożenia rzeczywistej wartości tego, co się teraz dzieje na to, co robią w stosunku do tego, co było w 1943 roku, czy wcześniej. Też i dotarcie z pewnymi informacjami jest tutaj zbyt małe. Tak moim zdaniem. Edukacja jest postawiona na gloryfikowanie tych, którzy byli wcześniej. Akurat tak się złożyło, że jeszcze niedawno Bandera był popierany przez ok. 20 proc. społeczeństwa ukraińskiego, natomiast teraz znaczna część narodu mówi o nim jako o kimś wyjątkowym, który zbudował tą Ukrainę i walczył o nią, więc myślę, że tutaj są nierówne siły, być może i pieniądze też. Docieranie z pewnymi informacjami wymaga pewnych funduszy. Tutaj jest cały mechanizm docierania czy przekonywania ludzi o wielkości Bandery.
Systemowy banderyzm
- Z tym systemowym banderyzmem i banderyzacją mamy do czynienia w zasadzie od 2014 roku...
Chyba jeszcze wcześniej. Na świecie jest bardzo duża siatka małych grup, które działają w tym celu budowania wielkości nacjonalizmu ukraińskiego. I w Kanadzie przecież jest ta wielka grupa i to jest jak gdyby przyzwolenie na działanie wszelkimi sposobami, żeby kult Bandery rozszerzał się.
Poza tym my pozwoliliśmy na to, bo wiadomo, że w pierwszym momencie, kiedy rozpoczęła się pełnoskalowa wojna, otworzyliśmy swoje domy, granice, a jednocześnie nie wymagaliśmy, żeby uszanowali naszą kulturę, naszą historię i spojrzeli prawdziwie na te wydarzenia. Nie było tej edukacji.
Teraz też obserwuję, że wiele osób z Ukrainy mieszka u nas, pracuje. Tworzą grupy i nie szanują nas, Polaków. I praktycznie dbają o swoją kulturę, o siebie nawzajem, pomagają sobie, natomiast tworzą zamknięte grupy. Być może to jest kwestia wychowania, kwestia przekazywania pewnych wzorców, ale że swoje bardzo cenią, właściwie wszystko, od ubrania przez historię przekazywaną, jak jest ona przekazywana. Natomiast mimo że tyle od nas otrzymali pomocy – i nie mówię tylko o materialnej, tylko w ogóle – to uważają, że to im się należało. Nie szanują nas, nas jako Polaków.
A na ile w Pani ocenie wynika to z tego, na co zwrócił uwagę Feliks Koneczny? Że ta ludność ukraińska wywodzi się z cywilizacji turańskiej, która jest stricte wroga cywilizacji łacińskiej, z której wywodzi się ludność polska? Być może tutaj należy szukać podstawy tego antagonizmu?
Edukacja, czy w ogóle informacje, jakie zbieramy w życiu, otrzymujemy, to też nas kształtują, prawda? Z jednej strony dostajemy pewne predyspozycje – tak to trzeba by ująć – ale wychowujemy się w jakiejś tradycji i budujemy swoją wiedzę, swoje zachowania.
Ukraina jest narodem bardzo silnym i myślę, że silnym przez to wielkie poczucie własnej wartości. Podczas gdy my, jako Polacy czyli akurat jako naród właściwie typowo europejski, rzeczywiście jesteśmy bardziej nastawieni na też i słuchanie, na tolerancję, natomiast tam dominują całkiem inne cechy. Tak obserwuję.
Mamy wiele spotkań w grupie osób z rodzin kresowych, które systematycznie jeżdżą na Ukrainę, a i też porządkują różne miejsca. Często też tam się spotykają z osobami bardzo różnymi. Niektóre są właściwie życzliwe nam, pomagają, ale tam nie ma nic za darmo, a my dajemy wiele za darmo.
Ja nie mówię, że chodzi o finanse, ale coś za coś. To po prostu jest w ich kulturze, także będzie nam trudno to wszystko jakoś poustalać. Wiem, że pewne rzeczy już poszły daleko, ale jedyną z takich dobrych rzeczy, to w trzecim dniu obrad Sejmu mamy czytanie prezydenckiego projektu ustawy, co przez prawie rok było zamrożone. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Tagi
Komentarze
Zimna eskalacja Wołodymyra Zełenskiego
Zełenski brnie dalej: "Nikt nie będzie nam mówił, jakich bohaterów szanować"

Drony SBU atakują rosyjską stację pomp naftowych zaopatrującą Moskwę
Byłem ukrainofilem

Doradca prezydenta: Odcięcie się Kijowa od UPA powinno stać się warunkiem akcesji do UE









