Stracone ukraińskie złudzenia

- Autor twierdzi, że działania władz Ukrainy wobec Polski świadczą o odejściu od dotychczasowego partnerstwa.
- W tekście przedstawiono tezę, że Ukraina buduje swoją przyszłą pozycję w Europie przede wszystkim we współpracy z Niemcami.
- Autor postuluje zmianę polskiej strategii wobec Ukrainy.
Po swojej haniebnej decyzji związanej z UPA miał czas na refleksję i na wypracowanie kompromisu, ale z niego nie skorzystał. Kolokwialnie trzeba rzec – olał starania polskiej strony i wypiął się na swojego sojusznika jak na najgorszego wroga. Zresztą wiele wskazuje na to (i to jest bardzo niepokojące), że dziś poznajemy po prostu prawdziwą twarz Ukrainy – banderowską, co gorsza – odwetową i antypolską. A na dodatek w Polsce mamy całkiem liczną V Kolumnę, która opowiedziała się otwarcie po stronie Kijowa w sporze o zbrodniczą bandę UPA, stawiając wyżej racje Zełenskiego od pamięci o ludobójstwie wołyńskim. Paradoksalnie jednak bardzo dobrze się stało, że właśnie teraz dowiadujemy się, jakie są prawdziwe cele Kijowa wobec Polski i Polaków, a wraz z tym poznajmy w kraju po prostu pospolitych zdrajców.
Nie czas tu oczywiście na dalsze eskalowanie emocji, bo to jest akurat ostatni moment na chłodną analizę geopolitycznego położenia Polski i wytyczenie sobie nowej strategii i nowego pomysłu na rolę naszej ojczyzny w Środkowej Europie. Nie jest przypadkiem, że dla ukraińskich służb nasz kraj jest drugim celem po Rosji, i nie jest przypadkiem, że służby te starają się werbować Ukraińców mieszkających w Polsce do swoich własnych celów wywiadowczych. Nie jest też to, że antypolski zwrot Zełenskiego nastąpił po zbliżeniu z Niemcami. Chce on bowiem budować nową architekturę europejską po zakończeniu wojny właśnie z Berlinem i w mniejszym już stopniu z Paryżem oraz Londynem. Co więcej, Zełenski jest przekonany, że Polska jest słaba, podzielona i nie ma żadnego przełożenia na najważniejsze stolice europejskie. Po części ma rację, w końcu to na jego życzenie Donalda Tuska umieszczono w „karnym” wagonie.
Czas próby
Dziś porażające jest to, że premier rządu, nawet po tej ukraińskiej hańbie na polskiej pamięci i historii, nie przebudził się z letargu, siedzi w oślej ławce i udaje orędownika mitycznego kompromisu z Ukrainą. Tymczasem Kijów dał jasno do zrozumienia, że Polska dla niego nie jest żadnym pomostem do Zachodu, tylko przeszkodą w jej mocarstwowych wręcz ambicjach. Niestety, wygląda to dokładnie tak, jakby Zełenski wszedł dziś w buty Putina i najchętniej ubezwłasnowolniłby geopolitycznie Polskę w sojuszu z Niemcami.
W tej dramatycznej sytuacji naszego państwa jedynym wyjściem, wręcz dziejową koniecznością, jest odsunięcie Donalda Tuska od władzy w przyszłorocznych wyborach. Aż żal bierze, że nie są one już za miesiąc, bo tak naprawdę liczy się każdy dzień. Jawne wspieranie Zełenskiego przeciwko polskim interesom się przecież dzieje i dotyczy znaczącej części elit polskich władz i mediów głównego nurtu. Ta dezercja i serwilizm są wręcz porażające. Nie chodzi jednak też o to, by w momencie odsunięcia Tuska od władzy zrywać wszelkie kontakty z Ukrainą. Z pewnością jednak nie należy już Ukraińców o cokolwiek prosić. Musimy uznać, że nadszedł czas próby, w którym najpierw (co potrwa dekadę) trzeba znacząco wzmocnić się gospodarczo i militarnie, a potem po prostu zmusić Ukraińców do pokuty. Sami dali niezbity dowód na to, że rozmowy z nimi o UPA, o ludobójstwie na Wołyniu prowadzą donikąd.
Dziś pycha odjęła Zełenskiemu i jego elitom rozum. A w takiej sytuacji rozum szybko nie wraca.
[Śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]
Komentarze
Byłem ukrainofilem

Doradca prezydenta: Odcięcie się Kijowa od UPA powinno stać się warunkiem akcesji do UE

Tȟašúŋke Witkó: Polityczna przepaść postpeerelowskich liberałów

Adam Bielan zwraca ukraiński order „Za zasługi”
Dlaczego Ukraina nie zwróciła Polsce tysięcy dzieł sztuki?







