PiS i Rozwój Plus: Separacja bez orzekania o winie

- Zdaniem autora rozłam w PiS jest sam w sobie faktem ważniejszym niż większość zarzutów wobec Mateusza Morawieckiego.
- Autor uważa, że Morawiecki i jego grupa odrzucili strategię PiS polegającą na coraz mocniejszym skręcie w prawo.
- Zaznacza, że rozłam nie musi oznaczać trwałego podziału.
Zarzuty dla premiera Mateusza Morawieckiego ze strony „starego” PiS niekiedy są śmieszne, inne straszne, a merytorycznym jest sam fakt rozłamu. Do najśmieszniejszych zaliczę zarzut, że odejście jego grupy było zaplanowane wcześniej i dobrze przygotowane. Jednak skoro tak dobrze sobie poradzili, należałoby raczej docenić ich sprawność. Fatalnie by to świadczyło o stanie umysłów w partii, gdyby po stracie 40 posłów przyjęli z satysfakcją ich niepowodzenie.
Zarzut spowodowania rozłamu „akurat teraz” jest nieco śmieszny, bo wyraża bezradność. W każdym czasie można znaleźć powody do zachowania jedności, która zawsze jest wartością, ale nie unieważnia wartości własnych przekonań. Przewrotnym przykładem pożytku z rozłamu jest obecny premier, który dawno temu „rozłamał” Unię Wolności, czym zgrzeszył straszliwie przeciwko śp. Bronisławowi Geremkowi oraz „Gazecie Wyborczej”, a dzisiaj jest przez to środowisko wielbiony jako Drogi Przywódca i Słońce Unii Europejskiej.
Nie jest poważnym grzechem przypisywane Morawieckiemu jedynowładztwo, ponieważ wodzowski styl przywództwa jest w każdej partii, która liczy się na polskiej scenie politycznej i dotyczy również PiS. Choć prezes Jarosław Kaczyński nie może się równać z Donaldem Tuskiem, którego zamordyzm i napady wściekłości są już przysłowiowe. Kto uczestniczył w zebraniu jakiejkolwiek partii w III RP i słuchał postulatów wyrażanych przez tzw. doły partyjne, ten w duchu dziękował Opatrzności, że na czele stoi ktoś, kto może te krwawe brednie zdusić w zarodku.
Walenie głową w mur
Do strasznych należy zarzut zdrady obozu prawicy, po prawdzie częściej zdradzanej niż jednoczonej. Jeśli bowiem nazwiemy zdrajcami Morawieckiego i jego kolegów, to jak nazwać Ziobrę, Bielana, Kowala, Gowina, Kamińskiego, Kurskiego, Sikorskiego, Giertycha czy Poncyliusza i wielu innych? Wieszaliśmy psy na tych rzekomych judaszach, a potem witaliśmy niektórych ponownie i naprędce majstrowaliśmy dla ich zdrady szlachetne intencje.
Jest coś na rzeczy w barwnym określeniu na strategię PiS: panaceum na spadki poparcia jest walenie głową w mur, a brak powodzenia wynika ze zbyt krótkiego rozbiegu. Rozłamowcy nie godzą się zatem na wyścigi z Grzegorzem Braunem w antyukraińskiej furii ani ze Sławomirem Mentzenem na prawicowość. Samo PiS zaniedbało narrację ambitną i – nomen omen – prorozwojową, która w przeszłości generowała wyborcze sukcesy. To jest dla mnie przypadek z kart Sekretnego Pamiętnika Prezesa.
Mimo wszystko kończę optymistycznie, bo jak napisał klasyk: jeśli zwalniają, to znaczy, że będą przyjmować. Zatem skoro się dzielą, to pewnie będą się łączyć. Dla PiS to analogia uzasadniona, były precedensy. Nawet wrogie sondażownie prorokują, że dojdzie do zjednoczenia obu rozstających się stron. Dlatego Rozwój Plus nie powinien palić mostów, a PiS insynuować zdrady. Separacja, ale bez orzekania o winie...
[Śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Jedna z pierwszych decyzji PiS? Bocheński: Deportacja części Ukraińców
Sąd zdecydował ws. subwencji dla PiS. Błyskawiczny komunikat Tuska
Jak PiS zgubiło własny przepis na sukces

Rafał Woś: Rozłam w PiS nie musi osłabić prawicy









