Szukaj
Konto

Nie będzie kontrasygnaty Tuska do odtajnienia Aneksu WSI. Nawrocki nie składa broni

Nie będzie kontrasygnaty Tuska do odtajnienia Aneksu WSI. Nawrocki nie składa broni
Źródło: tysol.pl | Autor: Proj. L. P. | Licencja: Tygodnik Solidarność | Sejf, teczka z napisem ANEKS
Miał być wielki krok w stronę rozliczenia III RP. Choć mityczny „Święty Graal prawicy”, jakim jest aneks do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, miał w końcu ujrzeć światło dzienne, to twarde realia prawne zmusiły prezydenta Karola Nawrockiego do odwrotu. Tę rozgrywkę najwyraźniej przegrał, choć ostatnie słowo w tej sprawie jeszcze z pewnością nie padło.
Co musisz wiedzieć:
  • Prezydent Karol Nawrocki zapowiadał ujawnienie aneksu do raportu z likwidacji WSI, ale brak wymaganej kontrasygnaty premiera Donalda Tuska zablokował całą procedurę.
  • Wokół aneksu od lat narosły legendy o jego rzekomo przełomowej zawartości.
  • Kancelaria Prezydenta nie wyklucza dalszych działań zmierzających do jego ujawnienia.

 

(Nie)chciany aneks WSI znów trafi do sejfu

Dotychczas żaden prezydent III RP nie zdecydował się na odtajnienie tych materiałów, które prawie dwie dekady przeleżały w kancelarii tajnej Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Aneksu nie chcieli pokazać opinii publicznej ani Lech Kaczyński, ani Bronisław Komorowski, ani Andrzej Duda. Powód? Wszyscy trzej prezydenci widzieli w tej decyzji znacznie więcej problemów i politycznych min niż korzyści.

W sposób najbardziej jednoznaczny wypowiedział się na ten temat prezydent Lech Kaczyński.

– Antoni Macierewicz ma jedną przypadłość: nie odróżnia swoich interpretacji od faktów, a tez publicystycznych od twardych dowodów. Aneks nie ujrzy światła dziennego dopóty, dopóki będę prezydentem

– tak w 2007 roku w wywiadzie dla „Wprost” ocenił aneks ówczesny prezydent RP.

Niedawno do jego słów nawiązał prezes PiS Jarosław Kaczyński, który przyznał swemu tragicznie zmarłemu bratu pełną rację.

– Nie uważam, żeby to upublicznienie było jakimś szczególnie ważnym aktem. Przyłączam się do tego, co kiedyś powiedział mój świętej pamięci brat, że tam jest wiele tez o charakterze publicystycznym, a nie takim, które powinny być w tego rodzaju dokumencie

– mówił w kwietniu tego roku Jarosław Kaczyński, dodając jeszcze, że ujawnienie aneksu byłoby „ryzykowne”.

 

Nawrocki obudził demony przeszłości?

Dlaczego więc jego odtajnienia chce prezydent Karol Nawrocki? To pytanie wciąż się przewija i chyba najprostszą odpowiedzią jest ta, że jako były szef IPN doskonale zdaje sobie sprawę, że konieczne jest rozliczenie się z przeszłością i zamykanie pewnych niedopowiedzianych rozdziałów. Pewne jest, że prezydent Nawrocki zapoznał się z całą treścią tego aneksu, podobnie jak trzej prezydenci przed nim. Do tej pory niewiele osób miało taką możliwość, ale dopiero Nawrocki podjął decyzję, że ten dokument trzeba ujawnić.

Tą zapowiedzią obudził uśpione demony przeszłości. I rację mają ci, którzy wskazują na ogromne poruszenie wśród kręgów dzisiejszej władzy, które dość nerwowo za każdym razem zaczęły reagować na kolejne doniesienia w sprawie odtajnienia aneksu. Z jednej strony pojawiały się głosy, że aneks to właściwie nic ciekawego, nic niewart dokument i czysta historia, którą można całkowicie zlekceważyć. Z drugiej strony widoczna jest wręcz paniczna reakcja środowiska politycznego związanego z dawnym WSI – zwłaszcza wśród posłów dzisiejszej Nowej Lewicy, na czele której stoi Włodzimierz Czarzasty.

Blokada publikacji

Warto przypomnieć, że to posłowie ówczesnego SLD głosowali przeciwko likwidacji WSI w 2006 roku. Za likwidacją WSI była wtedy także niemal cała Platforma Obywatelska z Donaldem Tuskiem na czele. Co ciekawe, jedynym politykiem PO, który wówczas się wyłamał i zagłosował przeciw likwidacji WSI, był Bronisław Komorowski.

To środowisko polityczne i medialne bardzo wyraźnie zwarło teraz szyki i podjęło ofensywę w postaci zablokowania wszelkiej możliwości procedowania tego dokumentu. Czy ta reakcja pozwala postawić tezę, że aneks, który przeleżał 18 lat w prezydenckim sejfie, musi być ciągle aktualny? A w nim muszą być rzeczy, które w jakiś sposób na nowo naświetlą nam polską rzeczywistość, a informacje w nim zawarte są dla tego środowiska po prostu niewygodne?

 

Co kryje „Święty Graal” prawicy?

Narosłe wokół aneksu legendy uczyniły z niego kluczowy element prawicowej tożsamości politycznej. Stał się on fundamentem położonym pod budowę narracji o układzie postkomunistycznym, trzymającym władzę w III RP, w którym przenikają się interesy ludzi biznesu, świata mediów, ludzi dawnej nomenklatury komunistycznej i służb specjalnych. Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego to właśnie przy tym „brydżowym stoliku” narodziła się III RP, a powstałe przy nim formalne i nieformalne struktury władzy rządzą Polską do dzisiaj i są jej największym przekleństwem.

Co dokładnie ma zawierać sam aneks? Nieoficjalne przecieki dotychczas sugerowały, że zawiera on liczne załączniki oraz opis spraw nieporuszonych w jawnym raporcie. A nawet „listę nazwisk” osób ze świata polityki, biznesu czy mediów, które współpracowały z WSI, a dziś wciąż zajmują ważne stanowiska. Prawdopodobnie mogą tam być także opisane nieprawidłowości przy strategicznych prywatyzacjach wielkich spółek Skarbu Państwa z lat 90. oraz kulisy takich afer jak choćby FOZZ. Jeśli choć część z tych domysłów jest prawdziwa, odpowiedzi na wiele pytań nasuwają się same.

 

Blokada marszałków i brak kontrasygnaty

Od samego początku prezydenckiej kadencji w BBN trwały prace nad dostosowaniem dokumentu i anonimizacją zgodną z wyrokami sądowymi i orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego. Jednak cała procedura odtajnienia mocno się skomplikowała. Nie chodzi bynajmniej o zwłokę marszałków Sejmu i Senatu, którzy mogli wydać swoją opinię w tej sprawie lub tego nie zrobić. Nie są one i tak wiążące, ale etap ten był koniecznym wymogiem w całej procedurze dotyczącej odtajnienia dokumentu.

Kluczowym problemem stała się zapowiedź braku kontrasygnaty premiera Donalda Tuska pod wnioskiem o odtajnienie aneksu do raportu WSI. A bez jego zgody – jak się okazuje – dokument nie może zostać upubliczniony. W Pałacu Prezydenckim takiego scenariusza nikt miał jednak nie przewidzieć wcześniej. Jeszcze do niedawna analizy prawne, które miał otrzymać prezydent Nawrocki, wskazywać miały, że taka kontrasygnata nie jest konieczna. Choć w ustawie o likwidacji WSI nie ma mowy o wymogu kontrasygnaty szefa rządu, to jej konieczność wynika wprost z art. 144 ust. 3 konstytucji. Czy zatem prezydenta ktoś z jego własnej kancelarii wprowadził w błąd? Bardzo możliwe, że ktoś zwyczajnie nie doczytał przepisów. Brak kontrasygnaty to spory problem, który skazuje prezydenta Nawrockiego de facto na porażkę w tym politycznym starciu.

 

Czy Kancelaria Prezydenta ominie przepisy?

Oczywiście fakt odmowy udzielenia kontrasygnaty przez premiera Tuska będzie można politycznie wykorzystać, stawiając publicznie pytania: czego boją się rządzący i czy mają coś do ukrycia? Na pewno też podjęto próby znalezienia innej formuły, by aneks można było ujawnić, lecz dotychczas bez sukcesu. W kancelarii nikt nie chce wsadzić prezydenta na minę – odtajnienie aneksu bez podpisu premiera naraziłoby go na zarzut złamania prawa.

Jaki plan ma teraz Kancelaria Prezydenta? Oficjalnie trwają kolejne analizy, sprawa ma nie być dla prezydenta Nawrockiego zamknięta. Jednak w zakulisowych rozmowach prezydenccy ministrowie przyznają, że o ewentualnych terminach ogłoszenia dalszych kroków i możliwego ujawnienia aneksu nie ma teraz mowy. Sprawa wraca więc do punktu wyjścia, a mityczny dokument – przynajmniej na razie – ponownie ląduje na dnie prezydenckiego sejfu.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 16.06.2026 15:18
Źródło: Tygodnik Solidarność 24/2026, oprac. Ludwik Pęzioł