Szukaj
Konto

Czy wyborcy dadzą się oszukać po raz drugi?

Donald Tusk. Pinokio
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT. Ilustracja wygenerowana przez AI. Nie przedstawia prawdziwego wydarzenia | Licencja: ChatGPT | Donald Tusk. Pinokio
We wrześniu 2023 roku, Donald Tusk tak zachwalał główną obietnicę wyborczą Koalicji Obywatelskiej, czyli kwotę 60 tysięcy złotych wolną od podatku: "Ten konkret, który przeprowadzimy w ciągu pierwszych stu dni, oznacza - i teraz bardzo proszę wszystkich o uwagę, bo to jest zmiana absolutnie zasadnicza! - że w Polsce każda emerytka, każdy emeryt, który ma emeryturę do pięciu tysięcy złotych, nie będzie już płacił podatku dochodowego".
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przypomina, że Koalicja Obywatelska obiecywała podniesienie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł w ciągu pierwszych 100 dni rządów, ale do tej pory obietnica nie została zrealizowana.
  • Według tekstu rząd tłumaczy opóźnienie analizą finansów publicznych i koniecznością uzgodnień, natomiast autor uznaje te wyjaśnienia za próbę odsuwania realizacji zapowiedzi.
  • Autor twierdzi, że ponowne zapowiedzi wprowadzenia kwoty wolnej do końca kadencji są związane ze zbliżającymi się wyborami i mogą być kolejną próbą przekonania tych samych wyborców.

 

To było cyniczne kłamstwo

Teraz, gdy KO rządzi już nie sto dni, ale ponad dwa i pół roku, nie można mieć żadnych wątpliwości: obietnica podwyższenia kwoty wolnej od podatku do 60 tysięcy była bezczelnym i cynicznym oszustwem. Była kupieniem głosów wyborczych za obietnicę, która nigdy nie miała być dotrzymana. Dowodem na to jest - z jednej strony - propagandowe wpisanie tej obietnicy na listę najpilniejszych spraw do załatwienia, czyli słynnych "100 konkretów na pierwsze 100 dni", a - z drugiej strony - już prawie trzyletnie rzekome "analizowanie sytuacji ekonomicznej", które ma poprzedzić realizację obietnicy. Na stronie internetowej KO od ponad 2 lat wciąż widnieje wciąż ta sama informacja, "wyjaśniająca", dlaczego kwota wolna od podatku wciąż nie jest podniesiona: "Ministerstwo Finansów prowadzi audyt finansów publicznych oraz uzgadnia zmiany z samorządami".  Ten rzekomy audyt i uzgadnianie trwają więc nieprzerwanie już od grudnia 2023, co dowodzi, że jest to grubymi nićmi szyty przekręt i oczywiste mydlenie oczu wyborcom.

 

"Siad" i "daj głos!"

Wiadomo, że kampanie wyborcze rządzą się swoimi niezmiennymi prawami. Jednym z nich jest prawo do przesady w składanych wyborcom obietnicach. Jednak w tym przypadku politycy Koalicji, na czele z Donaldem Tuskiem, posunęli się za daleko. Z podwyższenia sumy nieopodatkowanej do 60 tysięcy złotych zrobili flagową obietnicę Koalicji Obywatelskiej. Wymachiwali wyborcom przed nosem tą obietnicą, tą wyborczą kiełbasą, a ci - grzecznie siedząc na tylnych łapkach - czekali na klasyczną komendę tresera, czyli "daj głos". I dali te głosy w dzień wyborów - 15 października 2023 roku. Nagrodą miał być smakołyk, finansowy konkret, który trafiał do wyobraźni każdego wyborcy - wymierna ulga dla portfeli. Była to przekonująca i jasna wizja: zarabiasz do 5 tysięcy brutto miesięcznie i państwo nie zabiera ci ani grosza w podatku dochodowym. Zarabiasz więcej, a wtedy część twoich zarobków do 60 tysięcy rocznie nie podlega opodatkowaniu. To oznacza dodatkowe kilkaset złotych miesięcznie pozostające w kieszeniach podatników. Idealne na pokrycie astronomicznych rachunków za prąd i gaz, czy rosnących kosztów benzyny. 

Nic takiego nie nastąpiło! Sprawa jest jasna: Polacy zostali oszukani w prostacki, ordynarny sposób. To zarazem zdradza, co politycy Koalicji tak naprawdę myślą o wyborcach: uważają ich za frajerów. I, niestety, jak dotąd mają rację, bo wyborcy, którzy uwierzyli w tę obietnicę, dali się ograć jak dzieci.

 

Zaskoczenie i szok

Gdy tylko opadły wyborcze emocje, a rządowe limuzyny i gabinety ministerialne zostały poprzydzielane, nadeszła pora na spektakl, czyli wielkie zaskoczenie pod hasłem „Ojej, my nie mieliśmy pojęcia, że w budżecie jest aż taka wielka dziura!”. Partia pełna starych wyjadaczy polityki, wytrawnych ekspertów, dostojnych profesorów i finansowych mędrców doznała nagle głębokiego szoku stanem finansów publicznych. Ci wszyscy fachowcy nic o tym nie wiedzieli. Jednak chwilę wcześniej niewiedza ta nie przeszkadzała im w złożeniu uroczystej obietnicy, którą zaraz po wyborach uznali za całkiem nierealistyczną, wręcz szaloną i szkodliwą. Byli tak napaleni na zdobycie władzy, że nie mieli oporów przed żadnym kłamstwem. Bo do tej z gruntu fałszywej obietnicy dorzucili jeszcze drugie kłamliwe zobowiązanie: że zniosą tzw. "podatek Belki". A on też trwa w najlepsze do dziś.

 

Zrobiliśmy was w balona

Było to kupowanie głosów wyborczych pieniędzmi, których wyborcy nigdy nie mieli zobaczyć. Hasło "głosujcie na nas, to pozwolimy wam zatrzymać wasze własne pieniądze" zadziałało. Świadoma, przebiegła manipulacja. Doskonałe oszustwo. Doskonałe co najmniej do dziś. Gdy tylko Koalicja objęła rządy, od premiera Tuska i z ministerialnych gabinetów usłyszeliśmy wzruszające opowieści o „odpowiedzialności za państwo” i „trudnych uwarunkowaniach makroekonomicznych”. Przekładając to z języka kłamstw polityków na ludzki język: „Zrobiliśmy was w balona, daliście nam głosy za frajer, więc teraz płaćcie. I szykujcie się na powtórkę”.

 

Skąd wiemy, że będzie powtórka?

Przed kilkoma dniami media poinformowały, że wicepremier Kosiniak-Kamysz zadeklarował, że rząd jednak zrealizuje obietnicę podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł jeszcze w obecnej kadencji. Jak podkreślił, nad propozycją pracuje minister finansów Andrzej Domański. 

Pytanie narzuca się samo: dlaczego politycy, którzy solennie obiecywali realizację obietnicy w pierwsze sto dni i nie zrobili nic, nagle udają, że ocknęli się, gdy za moment będzie tych dni aż tysiąc? 

Odpowiedź jest oczywista: kolejne wybory są coraz bliżej. Politycy Koalicji najwyraźniej kierują się zasadą: "Jeśli już raz się udało oszukać wyborców, to dlaczego ma się nie udać drugi raz?" 

 

Po czym da się poznać, że to kolejny przekręt?

Przede wszystkim po tym, że koalicjanci mówią nadal o 60 tysiącach. Już samo to pokazuje dobitnie, że nie są uczciwi. Przecież dzisiejsze 60 tysięcy to o wiele mniej niż ta suma w roku 2023. Ekwiwalentem 60 tysięcy z roku 2023 byłaby więc - w wyniku inflacji - suma w okolicy 75 tysięcy. Zwłaszcza, że mowa jest o roku 2029 (bo najwcześniej wtedy pełna zmiana mogłaby wejść w życie). I politycy Koalicji dobrze o tym wiedzą. Wiedzą, ale udają, że nie wiedzą. Podobnie jak poprzednio udawali, że zaskoczył ich stan finansów państwa.

Po drugie, wprowadzanie kwoty wolnej od podatku miałoby następować etapami rozłożonymi na lata (do 2029 roku). Czyli - w najlepszym przypadku - szłoby za inflacją, a - w gorszym - dreptało daleko za nią. 

Co to oznacza? Że po prostu obserwujemy kolejne odsłony pogardy polityków wobec wyborców. 

Pozostaje więc już tylko jedno, najważniejsze pytanie: czy ci wyborcy dadzą się oszukać po raz drugi?

Komentarzy: 0
Data publikacji: 27.07.2026 21:38
Źródło: tysol.pl