Szukaj
Konto

Kalkulacje i iluzje nowej Trzeciej Drogi

Kalkulacje i iluzje nowej Trzeciej Drogi
Źródło: YouTube | Autor: YouTube | Licencja: YouTube | Szymon Hołownia, mikrofony
Czy w kolejnych wyborach elektorat rozczarowany Donaldem Tuskiem, ale mniej lub bardziej obawiający się rządów prawicy uwierzy po raz kolejny w „nowe otwarcie” oferowane przez ten sam duet? Czy Szymon Hołownia po kilku latach w roli marszałka Sejmu i współodpowiedzialności za rządy obecnej koalicji będzie w stanie skutecznie przedstawić się jako „świeża twarz” i antysystemowy reformator? A Władysław Kosiniak-Kamysz, dziś wicepremier milczący wobec brutalizacji polityki napędzanej przez obecny rząd, zdoła przekonać wyborców, że jako polityk jest „bezpiecznym wyborem”? Obaj liderzy zdają się wierzyć, że wspólnie im się uda. Pytanie tylko, czy ta wiara wystarczy, by zrekompensować zimną kalkulację i brak autentycznych emocji, na których nowa Trzecia Droga jest budowana?
Co musisz wiedzieć:
  • Szymon Hołownia i Władysław Kosiniak-Kamysz rozważają reaktywację Trzeciej Drogi.
  • PSL od lat traci własną tożsamość i elektorat, dlatego szuka politycznych sojuszników.
  • Autor uważa, że Trzecia Droga 2.0 może mieć trudność z powtórzeniem sukcesu z 2023 roku.


Czy w kolejnych wyborach elektorat rozczarowany Donaldem Tuskiem, ale mniej lub bardziej obawiający się rządów prawicy uwierzy po raz kolejny w „nowe otwarcie” oferowane przez ten sam duet? Czy Szymon Hołownia po kilku latach w roli marszałka Sejmu i współodpowiedzialności za rządy obecnej koalicji będzie w stanie skutecznie przedstawić się jako „świeża twarz” i antysystemowy reformator? A Władysław Kosiniak-Kamysz, dziś wicepremier milczący wobec brutalizacji polityki napędzanej przez obecny rząd, zdoła przekonać wyborców, że jako polityk jest „bezpiecznym wyborem”? Obaj liderzy zdają się wierzyć, że wspólnie im się uda. Pytanie tylko, czy ta wiara wystarczy, by zrekompensować zimną kalkulację i brak autentycznych emocji, na których nowa Trzecia Droga jest budowana?

W ostatnich tygodniach w mediach coraz częściej pojawiają się informacje o zakulisowych rozmowach Władysława Kosiniaka-Kamysza i Szymona Hołowni, którzy stoją przed kluczowym dylematem dotyczącym swojej politycznej przyszłości. Obaj politycy, analizując topniejące słupki poparcia przez pryzmat bezwzględnej matematyki wyborczej, doszli do pragmatycznego wniosku, że idąc do wyborów samodzielnie, nie mają szans na znalezienie się w przyszłym parlamencie. Jednak idąc razem, połączeni wspólnym interesem politycznym, zyskują szansę, by powtórzyć scenariusz z 2023 roku i w przyszłym parlamencie zyskać status języczka u wagi.

 

Czy to się może udać?

Według medialnych doniesień nowy polityczny twór, będący swoistą reaktywacją Trzeciej Drogi, ma być uszyty na miarę konkretnej, dynamicznie rosnącej grupy obywateli – byłych wyborców obecnej koalicji głęboko rozczarowanych jakością aktualnej władzy, a jednocześnie obawiających się zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości oraz perspektywy gwałtownego zwrotu w prawo, symbolizowanego przez rosnącą w siłę Konfederację Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena, czy skrajnego ugrupowania radykalnego demagoga Grzegorza Brauna. Nadchodzący projekt Kosiniaka-Kamysza i Hołowni ma stać się bezpieczną przystanią dla takich wyborców, co według politycznych kalkulacji obu liderów powinno wystarczyć na przekroczenie pięcioprocentowego progu poparcia. Pytanie, czy te kalkulacje są słuszne? Nad tą kwestią zastanawiali się niedawno Robert Mazurek w swoim komentarzu na Kanale Zero oraz Andrzej Gajcy na naszych łamach.

Obaj doświadczeni analitycy polityczni doszli jednak do odmiennych wniosków. Mazurek wyraża daleko posunięty sceptycyzm w kwestii potencjalnych wyborczych szans reaktywowanej Trzeciej Drogi, podczas gdy Gajcy dochodzi do wniosku, że „to się może udać”. Oczywiście polska polityka bywa nieprzewidywalna, a jej rozstrzygnięcia potrafią zaskoczyć, niemniej w tej konkretnej kwestii bliżej mi do sceptycyzmu komunikowanego przez Roberta Mazurka. W dalszej części tekstu postaram się wyjaśnić, dlaczego.

 

W kierunku nieistotności

Zanim jednak przejdziemy do analizy wyborczych szans połączonych sił PSL i Polski 2050, warto postawić pytanie, dlaczego ludowcom efemeryczne ugrupowanie Hołowni w ogóle jest potrzebne? Innymi słowy, dlaczego najstarsza partia w Polsce od kilku już wyborów musi urządzać polityczne przebieranki, by przeskoczyć nad progiem wyborczym? W 2019 roku mieliśmy wyborcze porozumienie z Pawłem Kukizem, do którego doproszono przedstawicieli mniejszych ugrupowań o marginalnym poparciu, takich jak Unia Europejskich Demokratów. W ten sposób powstała Koalicja Polska. Cztery lata później wspólny start z formacją Szymona Hołowni – w ramach koalicji Trzeciej Drogi.

Liderzy PSL-u wyraźnie od dłuższego czasu nie wierzą, że zdołaliby pod własnym szyldem przekroczyć próg wyborczy. Skąd ten pesymizm? Prawdopodobnie zdają sobie sprawę, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat zawodzili swoich wyborców. Dawniej PSL pełniło potrzebną systemową funkcję stabilizatora instytucji. Dzięki swojej, unikalnej na polskiej scenie politycznej tożsamości, pozbawionej politycznej ideologii i posiadającej jedynie minimalny rys utopijny - mógł odgrywać taką rolę bez podbijania stawek. Tak funkcjonujące PSL odegrało istotną, pozytywną rolę w czasie poprzednich rządów Donalda Tuska, blokując bardzo szkodliwą społecznie reformę sądownictwa autorstwa Jarosława Gowina, która zakładała zniesienie 79 małych sądów rejonowych i przekształcenie ich w wydziały zamiejscowe większych jednostek w celu optymalizacji kosztów.

Zmiana funkcjonowania PSL na scenie politycznej następowała stopniowo, lecz gwałtownie przyspieszyła wraz z przejęciem w ugrupowaniu władzy przez Władysława Kosiniaka-Kamysza w 2015 roku. Wcześniej lider PSL-u pełnił funkcję ministra pracy i polityki społecznej w drugim rządzie Donalda Tuska oraz w rządzie Ewy Kopacz. Firmował swoim nazwiskiem najbardziej antyspołeczne projekty tamtej ekipy – z niesławną „ustawą 67” mechanicznie wydłużającą wiek emerytalny mężczyznom o 2, a kobietom aż o 7 lat. Wiele środowisk nazywało go wówczas „ministrem do spraw symulowania dialogu społecznego”.

 

PSL na manowcach

W rezultacie coraz więcej naturalnego elektoratu PSL zaczęło odwracać się od tej formacji. Wraz z rządami PiS-u i zupełnie innym stosunkiem tej partii do polityki społecznej, a także zarówno symbolicznym, jak i strukturalnym dowartościowaniem polskiej wsi, ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego zaczęło stopniowo „odbijać wieś z rąk PSL-u”. Kosiniak-Kamysz jako lider ludowców nie miał ani pomysłu, ani być może nawet chęci, by o elektorat wiejski spróbować z PiS-em jakoś zawalczyć. Zamiast tego postawił na próbę pozyskania nowych wyborców poprzez liberalny populizm. Dziwaczna, niepasująca do PSL-u, iście leseferystyczna w swoim duchu, propozycja dobrowolnego ZUS-u dla przedsiębiorców jest dobrym przykładem nowego politycznego kursu. W rezultacie doprowadził on zarówno lidera ludowców, jak i całe ugrupowanie na manowce. Jako przedstawiciel libertariańskich nurtów w polskiej polityce dużo bardziej wiarygodny jest zarówno Janusz Korwin-Mikke, jak i Sławomir Mentzen.

W efekcie PSL straciło duszę, ale nie zyskało nowych wyborców. Zostało z solidną strukturą terenową i pustym ideowo szyldem. Aby przetrwać kolejne kadencje, ludowcy musieli zacząć szukać partnerów, na których plecach mogli wchodzić do kolejnych parlamentów.

 

Pożyczone emocje

Na swoich wyborczych partnerów ludowcy wybierali ugrupowania wyrażające obietnice zreformowania politycznego systemu. Na pierwszy rzut oka wydaje się to bardzo dziwne. Formacja będąca do tej pory w każdym Sejmie po 1989 roku, najdłużej ze wszystkich aktualnie obecnych w Sejmie uczestnicząca w sprawowaniu władzy, sprzymierza się z politykami ustawiającymi się mniej lub bardziej, ale jednak w kontrze do aktualnego modelu uprawiania polityki?

Kwintesencja systemu startuje razem z mniej lub bardziej twardym antysystemem? Brzmi absurdalnie, ale na poziomie chłodnej politycznej rachuby wszystko się zgadza. Reformatorskie ugrupowania protestu, jakim były w różnym stopniu zarówno Kukiz’15, jak i Polska 2050, wyrastają z realnej społecznej potrzeby, jednak ze względu na ich specyficzny charakter, częściej skupiony na emocji i charyzmie lidera niż na konkretnym programie, są strukturalnie bardzo słabe. PSL z kolei przestało wyrażać jakiekolwiek społeczne emocje, ale pod względem struktur jest formacją ciągle, jak na polskie warunki, imponującą. Można więc powiedzieć, że w pewnym stopniu w tym sojuszu partnerzy uzupełniali swoje największe słabości. PSL pożyczało „idee i polityczne emocje” od koalicjanta, podczas gdy on pożyczał „struktury i zdolności organizacyjne” od PSL-u. Jakie więc „pożyczone emocje” zapewniły przetrwanie ludowcom?

 

Obietnica merytokratyczności

Zaznaczę na początku, że podzielam tezę autorstwa socjologa, dr. Adama Ostolskiego z UW, że w sytuacji ugrupowań wyrosłych z chęci mniej lub dalej idącej korekty systemu zawsze mamy do czynienia z odnoszeniem się przez nie do zasobów legitymacyjnych całego systemu politycznego. Paweł Kukiz wprost odnosił się do niezrealizowanej przez III RP obietnicy merytokratyczności nowego systemu. W ten sposób odwoływał się do realnych emocji wielu ludzi, którzy w tę obietnicę uwierzyli. Pokończyli dobre szkoły, wierząc, że nowy system premiuje wiedzę i kompetencje, a nie znajomości czy też partyjną przynależność, i w wielu miejscach natknęli się na szklany sufit. Kukiz dawał bardzo czytelną diagnozę: ten system jest zły i dopóki nie przeprowadzimy strukturalnych reform ordynacji wyborczej, wymiaru sprawiedliwości czy też wzmocnienia demokracji bezpośredniej, wszystko pozostanie po staremu. Był w tym pewien polityczny magnetyzm, nawet jeśli w uzdrowicielską moc proponowanych rozwiązań typu wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych można było wątpić.

Paradoksalnie Szymon Hołownia odwoływał się do tych samych emocji, proponując jeszcze prostsze niż Kukiz rozwiązania. W snutej przez ówczesnego lidera Polski 2050 opowieści problemem nie był sam system, ale zarządzający nim ludzie. Politycy skupieni na wzajemnych konfliktach, niepotrafiący załatwiać spraw zwykłych ludzi. Wystarczy pogonić tych „polityków” i zastąpić ich „ekspertami”, a system ulegnie uzdrowieniu. Obietnica merytokratyczności zostanie spełniona. Oczywiście Polska 2050 nie była klasyczną partią protestu, jak Kukiz’15, lecz źródło dawnej politycznej siły tej formacji i samego Hołowni tkwiło w zagospodarowaniu emocji stricte antysystemowej. Stąd w 2023 roku mieliśmy duże przepływy między Konfederacją i Trzecią Drogą. Pytanie, czy da się dzisiaj tę emocję powtórzyć?

 

Czy to ma sens?

Sam pomysł politycznej reaktywacji Trzeciej Drogi wydaje się objawem desperacji. Z pozytywnych emocji, jakie stały za tym politycznym projektem w 2023 roku, nic już dziś nie zostało. Dziś wydaje się on propozycją, na którą bardzo trudno będzie znaleźć chętnych. Koalicją zbyt skompromitowaną udziałem we władzy, by być w stanie autentycznie mobilizować protest i emocje antysystemowe, a jednocześnie zbyt słabą politycznie i programowo, by przyciągnąć tych, którzy chcą stabilizacji. Lider PSL-u próbuje przedstawić siebie jako politycznego pragmatyka pragnącego pogodzić zwaśnione strony, ale czy społeczeństwo nie odbiera go głównie jako postaci słabej i spolegliwej?

Poprzedni liderzy PSL-u potrafili stawiać się swoim większym koalicjantom, z PO czy wcześniej z SLD, w sprawach, które uznawali za ważne dla swoich wyborców. Obecny lider tego nie potrafi, a co gorsza, naprawdę bardzo trudno ustalić, jakie postulaty obecne PSL uznaje za ważne dla swoich wyborców. Nie bardzo również wiadomo, w jaki sposób reaktywacja Trzeciej Drogi miałaby stanowić odpowiedź na głęboki kryzys tożsamości ludowców. Z kolei Szymon Hołownia coraz bardziej przypomina mi Ryszarda Petru – polityka, z którym kiedyś duża część społeczeństwa wiązała pewne nadzieje, lecz dawny lider Nowoczesnej je zawiódł. Dziś próbuje po raz kolejny wrócić do politycznej pierwszej ligi, nie rozumiejąc, gdzie się podziało dawne poparcie. Hołownia zdaje się podążać tą samą drogą.

Jaka więc przyszłość czeka reaktywowany sojusz Kosiniaka i Hołowni? W mojej ocenie sceptycyzm Roberta Mazurka w tej sprawie wydaje się mocno uzasadniony. Trzecia Droga 2.0 bardziej jawi się jako polityczny relikt niż poważna siła zdolna decydować o kształcie kolejnej kadencji. Oczywiście do wyborów pozostał jeszcze rok, więc jest wciąż czas, by obaj liderzy zadali sobie fundamentalne pytania. W przypadku Hołowni jest to pytanie o przyczynę utraty poparcia, a w przypadku lidera PSL-u o to, jak długo można budować koalicje w oparciu o pożyczone emocje? Od jakości odpowiedzi na te pytania zależy polityczna przyszłość obu formacji.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 24.07.2026 14:45
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 29/2026, oprac. Ludwik Pęzioł