PSL i Polska 2050 rozważają powrót do „Trzeciej Drogi”

- PSL i Polska 2050, zagrożone wypadnięciem z Sejmu, rozważają powrót do projektu „Trzeciej Drogi”.
- Kolejne kryzysy wizerunkowe sprawiają, że mniejsi koalicjanci próbują odciąć się od odpowiedzialności za rządy
- Warunkiem nowego sojuszu Hołowni i Kosiniaka-Kamysza miałoby być odsunięcie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
Trzecia Droga 2.0, czyli jak tonące PSL Hołowni się trzyma
Niespełna półtora roku przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi nastroje w koalicji rządzącej uległy wyraźnemu pogorszeniu. Powiedzieć, że jest źle, to jakby nic nie powiedzieć. Słabe wyniki w sondażach i ryzyko nieprzekroczenia progu wyborczego zmuszają koalicjantów Donalda Tuska do ostrych rewizji wyborczych planów. Dawny optymizm ustąpił miejsca pragmatycznej kalkulacji i niepokojowi o przyszłość, a strach przed wyborczą porażką i oddaniem władzy zajrzał wielu po raz pierwszy tak głęboko w oczy.
Sygnał ostrzegawczy
Kluczowym momentem tego przesilenia stały się nieprawidłowości ujawnione przez media w Warszawskim Szpitalu Południowym. Porażająca skala patologii, informacje o handlu zwłokami w publicznym szpitalu czy nepotyzmie, który oplótł publiczne instytucje jak sycylijska ośmiornica, uderzyły przede wszystkim w wizerunek formacji Donalda Tuska. Jednak konsekwencje tej afery ponoszą również mniejsi koalicjanci. Choć nie są oni bezpośrednio powiązani z tą sprawą, to w oczach wyborców i opinii publicznej ponoszą współodpowiedzialność jako część obozu władzy. Dla wszystkich koalicjantów stało się jasne jedno: to poważny sygnał ostrzegawczy, który zlekceważony będzie ich bardzo dużo kosztował, a samego Tuska najwięcej, czyli oddanie władzy.
Narracyjny komfort, w którym dotychczas funkcjonował obóz rządzący, wspierany przez usłużne prorządowe media, bezpowrotnie minął. Nikt nie ma tu wątpliwości. Dzisiejsza rzeczywistość to codzienny, bezwzględny obstrzał medialny, obnażający patologie, których nie sposób już zrzucić na karb dziedzictwa poprzedników. Formuła „wina PiS-u” bezpowrotnie się zużyła, ustępując miejsca pytaniom o odpowiedzialność ekipy Donalda Tuska. Rządzenie krajem zaczęło przypominać zarządzanie spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, w której zyski płyną do nielicznych, a ryzyko i koszty ponoszą obywatele, co doskonale obrazuje katastrofalna sytuacja w służbie zdrowia.
Szorowanie po dnie
Dla mniejszych partii koalicyjnych stało się jasne, że jeśli natychmiast nie odetną się od toksycznych afer i nie narzucą tematu pilnych reform, to lider Koalicji Obywatelskiej pociągnie ich za sobą na dno. Strach ma wielkie oczy, zwłaszcza gdy poprze się go twardymi danymi sondażowymi.
A te są dla koalicjantów bezlitosne. Analizy trendów wyborczych z ostatnich tygodni rysują jasny, a zarazem ponury scenariusz. Nawet jeśli Koalicja Obywatelska wygra nadchodzące wybory, nie będzie w stanie samodzielnie ani nawet w obecnym układzie sformować większości rządowej. Powód? Katastrofalna polaryzacja i kanibalizm na własnym podwórku. Jedyną formacją po stronie dzisiejszej władzy, która stabilnie przekracza pięcioprocentowy próg wyborczy i melduje się w przyszłym Sejmie, jest Nowa Lewica pod wodzą Włodzimierza Czarzastego.
Dla kontrastu – ludowcy i Polska 2050 dryfują na granicy błędu statystycznego. Ostatnie badania opinii publicznej nie pozostawiają złudzeń: PSL może liczyć na skromne 3 do 4 procent poparcia, podczas gdy Polska 2050 szoruje po dnie z wynikiem rzędu 1–2 procent. Bez radykalnego zwrotu akcji ławy poselskie przy Wiejskiej bezpowrotnie zamkną się przed dotychczasowymi ministrami i liderami tych ugrupowań.
Śmiertelny uścisk Tuska
Taki obrót spraw – wbrew oficjalnym deklaracjom – wywołuje dyskretny uśmiech zadowolenia w gabinecie premiera. Donald Tusk od lat uchodzi za politycznego drapieżnika, który nie toleruje konkurencji po stronie umiarkowanego centrum. Eliminacja Polski 2050 z politycznej planszy, a w szczególności odsunięcie na boczny tor jej szefowej minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, pozwoliłoby Koalicji Obywatelskiej na bezkrwawe przejęcie osieroconego, wielkomiejskiego elektoratu po Polsce 2050.
Z kolei wobec Polskiego Stronnictwa Ludowego premier ma gotowy, sprawdzony w przeszłości plan: łaskawa propozycja wpuszczenia prominentnych działaczy na listy wyborcze KO. Cena za to koło ratunkowe byłaby jednak ogromna. Oznaczałaby ona ostateczną utratę podmiotowości przez najstarszą polską partię polityczną. Byłby to powolny, brutalny i zarazem nieuchronny koniec PSL, na co ludowcy pójść nie chcą i zwyczajnie nie mogą.
Plan awaryjny PSL
W tej przedwyborczej scenerii narodziła się oficjalna strategia obronna PSL. Dotychczas pytani o plany politycy z koniczynką w klapie solennie zapewniali, że do wyborów idą pod własnym szyldem. Doskonale rozumieją, że wspólna lista z KO czy Nową Lewicą w otwartej formule to polityczne samobójstwo. Postanowili więc postawić na budowę silnych, wyrazistych marek osobistych swoich liderów, którzy mają stać się lokomotywami nadchodzącej kampanii. Miłosz Motyka odpowiadający za energię, Stefan Krajewski w resorcie rolnictwa oraz Dariusz Klimczak sterujący infrastrukturą – to oni, ramię w ramię z szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, mają udowodnić wyborcom, że PSL posiada merytoryczne zaplecze do współrządzenia państwem.
Do tego grona dołączyła Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, nowa wiceminister obrony, która dzięki programowi SAFE wyrosła na jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy tej formacji, przymierzanych przez niektórych nawet do fotelu premiera. Ta ofensywa wizerunkowa, choć zauważalna, zaczyna jednak budzić coraz większą irytację i niepokój w szeregach Koalicji Obywatelskiej, w której interesie nie jest wzmacnianie się PSL-u.
Powrót do „Trzeciej Drogi” bez „szkodników”
Na tym jednak PSL nie poprzestaje. Od dawna partia ta rozgląda się za wyborczym sojusznikiem, którego można by się chwycić przed politycznym zatonięciem. Dla ludowców zresztą to nic nowego, robili tak już kilkukrotnie, startując czy to z Pawłem Kukizem, czy Szymonem Hołownią. W obu tych przypadkach chodziło o to samo: by na czyichś plecach wejść do kolejnego parlamentu, czyli o typowe wyborcze pasożytnictwo.
Teraz ma być nie inaczej. W ostatnich tygodniach media coraz częściej informują o zakulisowych rozmowach Władysława Kosiniaka-Kamysza z Szymonem Hołownią. Obaj liderzy mieli dojść do pragmatycznego wniosku, że osobno utoną, ale połączeni wspólnym interesem mają szansę powtórzyć manewr z 2023 roku. Tak urodzić się miała koncepcja Trzeciej Drogi 2.0, jednak pod nowym szyldem, w innej personalnej konfiguracji i z innymi pomysłami, uszytymi na miarę rozczarowanych obecną władzą wyborców. A tych nie brakuje i z każdym kolejnym tygodniem i z każdą kolejną aferą przybywa.
Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć: projekt ten nie ma i długo nie będzie miał oficjalnego charakteru. Co ważne, ten nowy-stary przedwyborczy mariaż nie bez powodu omija obecną liderkę Polski 2050 Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Wokół jej osoby urósł potężny mur niechęci. Władysław Kosiniak-Kamysz nie kryje, że uważa minister funduszy za największego szkodnika obecnego gabinetu, który systematycznie sypie piach w tryby rządowej machiny, destabilizując wspólne działania. Lider ludowców złośliwie rezerwuje dla niej miejsce bardziej na listach Partii Razem niż obok siebie. Co jednak najciekawsze, w tej opinii Kosiniak-Kamysz ma nie być odosobniony. Identycznie na temat swojej partyjnej koleżanki ma myśleć... sam Szymon Hołownia.
Come back Hołowni?
Hołownia, odsuwając wszelkie emocje na bok, miał bowiem dojść do wniosku, że pod obecnym przywództwem projekt Polski 2050 czeka nieuchronna katastrofa. Postanowił więc odzyskać to, co kiedyś należało do niego. Ten kurs miał zostać już podobno obrany. Nie bez powodu niedawno zrezygnował z formalnych funkcji w partii, tworząc wokół siebie nieformalną grupę lojalistów. To zalążek nowej rebelii, której pierwszym, strategicznym etapem ma być odbicie klubu parlamentarnego. Hołownia chciałby osobiście stanąć na jego czele, zastępując posła Pawła Śliza, który w Polsce 2050 uchodzi za jednego z jego największych sprzymierzeńców. I choć Śliz przegrał wybory na wiceprzewodniczącego OBWE, to niewykluczone, że znajdzie on sobie inny pretekst, by zrezygnować z kierowania klubem. Choćby start w wyborach na prezydenta Krakowa, przed którym dotychczas bronił się rękoma i nogami.
Fundamentem tego przyszłego wyborczego małżeństwa Hołowni z Kosiniakiem-Kamyszem, które na dzisiaj wydawać się może wręcz więcej niż pewne, ma być unikalna jak na świat polityki osobista przyjacielska relacja między oboma politykami. W mediach ani jeden, ani drugi nie szczędzi sobie wzajemnych komplementów, a Hołownia bez oporów nazywa lidera ludowców swoim prawdziwym przyjacielem. Choć w świecie bezwzględnej walki o wpływy i władzę taka deklaracja brzmi egzotycznie, to właśnie ta relacja ma spajać nowy wyborczy projekt.
Stawka o wszystko
Pytanie brzmi: czy wyborcy po raz kolejny uwierzą w tę samą opowieść, tylko w nowym opakowaniu? Odpowiedź brzmi: to może się udać. Hołownia i Kosiniak-Kamysz chcą bowiem pozycjonować się jako racjonalna alternatywa dla tych, którzy głęboko zawiedli się na niespełnionych obietnicach Donalda Tuska i jego gabinetu, ale jednocześnie odczuwają paniczny strach przed powrotem do władzy Prawa i Sprawiedliwości bądź radykalnym zwrotem w prawo pod znakiem Konfederacji Krzysztofa Bosaka, Sławomira Mentzena czy ugrupowania Grzegorza Brauna.
To polityczne małżeństwo z rozsądku – choć obaj liderzy samodzielnie utracili magnetyzm przyciągania mas – w duecie może wygenerować synergię niezbędną do przeskoczenia pięcioprocentowego progu. Dla nich to stawka o wszystko. Jeśli plan się powiedzie, ponownie staną się języczkiem u wagi w powyborczej układance, bez którego nikt nie będzie w stanie stworzyć rządowej większości. A to oznacza przy poparciu zaledwie 5-procentowym powrót do gry o najwyższe stanowiska, wpływy i intratne posady dla swoich ludzi. Mechanizm jest prosty, wręcz cyniczny. Czas pokaże, czy okaże się znowu skuteczny.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Ujawniono stan zdrowia Szymona Hołowni. Polityk reaguje na przeprosiny
Ujawniono stan zdrowia Szymona Hołowni. Prezydencki minister nie przebierał w słowach

Naczelna Izba Lekarska reaguje na publikację o Hołowni. Jest apel do państwa
"Rz" ujawniła stan zdrowia Szymona Hołowni. Jest oświadczenie
„Rzeczpospolita” ujawnia informacje nt. stanu zdrowia Szymona Hołowni. Jest oświadczenie byłego marszałka









