Zdradzona Europa. Jak centroprawica stała się koniem trojańskim lewicy

- Autor twierdzi, że europejska lewica porzuciła tradycyjny elektorat pracowniczy na rzecz polityki tożsamościowej, migracyjnej i klimatycznej, co doprowadziło do spadku jej społecznego poparcia.
- Według tekstu Europejska Partia Ludowa i część ugrupowań centroprawicowych przejęły wiele postulatów lewicy, tracąc własną chrześcijańsko-demokratyczną i konserwatywną tożsamość.
- Autor uważa, że rosnące znaczenie partii suwerenistycznych jest reakcją na ten proces i może doprowadzić do odbudowy Europy jako wspólnoty współpracujących, suwerennych państw.
Lewica na krawędzi upadku
Obecna sytuacja polityczna w Europie odzwierciedla głęboki kryzys lewicy, która znalazła się na skraju załamania: przeżywa frustrację, ponieważ jej dotychczasowy model „rozwoju” definitywnie się wyczerpał, a na horyzoncie nie widać jeszcze żadnej nowej wizji. Istota problemu polega jednak na tym, że jej działania były i nadal są – sprzeczne z naturą człowieka oraz społeczeństwa.
Przypomnijmy: w ostatnich dziesięcioleciach europejskie i światowe „siły postępowe” ogromne wysiłki poświęciły na ustanowienie prymatu mniejszości nad większością. Wyrazem tego były agresywne kampanie środowisk LGBT+, uprzywilejowanie migrantów względem ludności miejscowej oraz realizacja zielonej agendy kosztem rozwoju głównych gałęzi przemysłu, począwszy od przemysłu motoryzacyjnego. Są to jednak kwestie, z którymi zwykły człowiek niewiele może zrobić, a najmniej zyskuje na nich przeciętny pracownik.
Wiele z tych tez nie zostało również jednoznacznie potwierdzonych naukowo, jak choćby twierdzenie, że to właśnie działalność człowieka jest główną przyczyną globalnego ocieplenia. Media, które w dużej mierze dostosowały się do tej ideologicznej degeneracji, stały się tubą tych – w swojej istocie błędnych – idei, nie zdając sobie sprawy, że kopią grób nie tylko politykom lewicy, lecz także samym sobie. Już w 2016 roku stało się jasne, że ludzie po prostu przestali traktować je poważnie.
Pierwsze wielkie porażki lewicy
Pierwsze rezultaty tego procesu pojawiły się dziesięć lat temu, podczas kampanii prezydenckiej Hillary Clinton przeciwko Donaldowi Trumpowi. Clinton przejęła elementy klasycznej retoryki dawnej lewicy, która wcześniej odwróciła się od swojego tradycyjnego elektoratu – ludzi pracy. Dlatego też opowiadała się za "prawami" społeczności LGBTQ+, a w kwestii imigracji popierała kompleksową reformę systemu, obejmującą możliwość uzyskania obywatelstwa przez nieudokumentowanych imigrantów.
W polityce klimatycznej i energetycznej wspierała porozumienie paryskie, transformację w kierunku odnawialnych źródeł energii oraz działania mające ograniczyć emisję gazów cieplarnianych w celu przeciwdziałania zmianom klimatu. Finał tej historii znamy. Reszta jest już historią.
Lewica nie jest więc już tym, czym była dawniej. Jeśli chodzi o Europę, proces jej ideowego obumierania rozpoczął się już w latach 80. XX wieku. Wtedy bowiem zaczęła odchodzić od swojego tradycyjnego elektoratu. Szczególną rolę odegrał w tym francuski socjalista François Mitterrand, który jako jeden z pierwszych zaczął opowiadać się za liberalnymi wartościami coraz bardziej złożonego społeczeństwa konsumpcyjnego. Inni podążali za nim mniej lub bardziej konsekwentnie.
Klasa robotnicza, która wcześniej była domeną partii socjalistycznych, komunistycznych i socjaldemokratycznych, została pozostawiona na marginesie przez nowo ukształtowaną politykę lewicy.
Wzrost znaczenia prawicy i przykład Polski
Konsekwencją tego procesu jest rosnące poparcie dla partii centroprawicowych, które staje się dominującym nastrojem politycznym na Starym Kontynencie. Tendencja ta, widoczna podczas ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2024 roku, nadal się umacnia.
Obecnie szczególnie wyróżnia się austriacka Partia Wolności (FPÖ), której sondaże dają nawet około 40 procent poparcia – więcej niż Alternatywie dla Niemiec (AfD), jednej z najbardziej znanych i największych partii opozycyjnych w Europie. Również we Francji przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku może dojść do dużej niespodzianki.
Podobny proces zachodzi dziś w Polsce, gdzie doświadczenie ruchu „Solidarność” najlepiej ukazało siłę myśli suwerennościowej. Nie trwało to jednak wiecznie. Po zmianie władzy i objęciu rządów przez Donalda Tuska widać, jak szybko elity centroprawicowe, ulegające presji lewicy, oddalają się od własnych wyborców – dokładnie tak, jak stało się to wcześniej z Europejską Partią Ludową na poziomie europejskim.
Jak centroprawica zdradziła własne wartości
Nie mogło być inaczej, ponieważ proces ten ma swoją wewnętrzną logikę. Na Starym Kontynencie kształtuje się bowiem równowaga, która została zachwiana wiele dekad temu, a głównym sprawcą tego procesu były właśnie partie lewicowe.
Poprzez swój program, wspomniany wcześniej, a przede wszystkim poprzez jego często agresywne narzucanie, partie lewicowe osłabiły również ugrupowania tradycyjnie stojące na straży konserwatywnych wartości – takie jak partie chrześcijańsko-demokratyczne i ludowe.
Presja ideologiczna zawsze przynosi rezultaty: w krótkiej perspektywie korzystne dla tych, którzy ją wywierają, lecz w dłuższej – szkodliwe również dla nich samych. Wystarczy przypomnieć, co spotykało osoby publicznie sprzeciwiające się tym ideologicznym programom. Ilu profesorów, dziennikarzy, publicystów i innych osób straciło pracę tylko dlatego, że twierdzili, iż istnieją dwie płcie?
Europejska Partia Ludowa jako koń trojański
Dziś można zasadnie stwierdzić, że niemiecka Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) od czasów Angeli Merkel coraz trudniej realizuje znaczenie zawarte w swojej nazwie. Podobny proces objął Europejską Partię Ludową (EPL) – międzynarodową organizację zrzeszającą w Parlamencie Europejskim partie centroprawicowe – która przez dziesięciolecia była politycznym filarem europejskiej chrześcijańskiej demokracji.
Formalnie zachowała ona tożsamość konserwatywnej i ludowej rodziny politycznej, jednak w praktyce na wielu obszarach przyjęła ideologiczne założenia, które wcześniej były charakterystyczne przede wszystkim dla lewicy. Zamiast wyraźnego rozróżnienia wartości zwyciężyła polityka kompromisu, której głównym celem stało się utrzymanie władzy za wszelką cenę.
Aby w pełni zrozumieć ten proces, trzeba cofnąć się kilka lat wstecz. Choć Komisja Europejska formalnie kierowana była przez chrześcijańską demokratkę Ursulę von der Leyen, kluczowy obszar związany z równością powierzono maltańskiej komisarz Helenie Dalli z Partii Pracy.
W ten sposób EPL zachowała polityczną równowagę z partnerami centrolewicowymi w Parlamencie Europejskim, jednocześnie pozwalając, aby najbardziej radykalne elementy progresywnej agendy były realizowane pod jej politycznym patronatem.
Nie było to odstępstwo od polityki Komisji, lecz jej integralna część. Była to decyzja o dalekosiężnych konsekwencjach dla przyszłości Europy. Do dziś, mutatis mutandis, pozostajemy jej zakładnikami.
Wytyczne przeciwko Bożemu Narodzeniu
Najbardziej wyrazisty przykład takiego działania miał miejsce pod koniec 2021 roku, kiedy opublikowano wewnętrzne wytyczne dotyczące komunikacji inkluzywnej. Dokument przygotowany w gabinecie Heleny Dalli i wydany pod auspicjami Komisji Europejskiej kierowanej przez Ursulę von der Leyen zalecał urzędnikom unikanie takich określeń jak „Boże Narodzenie” oraz tradycyjnych chrześcijańskich imion, takich jak Maria czy Jan, ponieważ miały one rzekomo nie być wystarczająco inkluzywne.
Taki dokument nie wyglądał jak przypadkowy biurokratyczny błąd, lecz jak systematyczna próba przesuwania granic tego, co jest akceptowalne w debacie publicznej. Pod hasłem inkluzywności testowano, jak daleko można ingerować w europejską tożsamość kulturową i religijną, zanim pojawi się zdecydowany sprzeciw polityczny. Właśnie tutaj ujawniła się również podstawowa sprzeczność Europejskiej Partii Ludowej. Partia, która przedstawia się jako obrończyni europejskiej cywilizacji chrześcijańskiej i tradycyjnych wartości, dopuściła do powstania dokumentu, który symbolicznie podważał właśnie te same fundamenty kulturowe.
Przykład ten nie ma jednak znaczenia wyłącznie ze względu na Helenę Dalli. Jest on symptomem szerszego procesu, w którym Europejska Partia Ludowa zrezygnowała z części własnej tożsamości, aby utrzymać szeroką koalicję polityczną. W ten sposób umożliwiła realizację pod swoim przywództwem projektów, które jeszcze kilka dekad temu sama zdecydowanie by odrzuciła.
Właśnie dlatego dzisiejsze polityczne wstrząsy w Europie nie są wyłącznie buntem przeciwko lewicy, lecz także przeciwko elitom centroprawicy, które przez wiele lat dostosowywały się do lewicowych ram ideologicznych i tym samym pomagały je utrwalać.
Prawdziwi spadkobiercy chrześcijańskiej demokracji
To jednak nie wszystko. Logiczną konsekwencją tych procesów jest fakt, że pierwotnej politycznej tożsamości europejskiej chrześcijańskiej demokracji nie reprezentuje już dziś Europejska Partia Ludowa (EPL), lecz coraz częściej ugrupowania suwerenistyczne.
To właśnie te partie bronią obecnie zasad, na których po II wojnie światowej powstawała europejska wspólnota: poszanowania państw narodowych, europejskiej cywilizacji, chrześcijańskiego dziedzictwa kulturowego, demokratycznej legitymacji oraz zasady pomocniczości.
Są to wartości, które głosili ojcowie założyciele integracji europejskiej, a później także wielu przywódców europejskiej centroprawicy.
De Gaulle i tradycja suwerenistyczna
Wymownym przykładem jest Charles de Gaulle, jedna z najwybitniejszych postaci politycznych powojennej Europy. De Gaulle był zdecydowanym zwolennikiem suwerenności państw narodowych i postrzegał Europejską Wspólnotę Gospodarczą jako wspólnotę współpracujących narodów, a nie zalążek europejskiego superpaństwa.
Jego słynna idea „Europy ojczyzn” pozostawała w bezpośredniej sprzeczności z dzisiejszymi tendencjami federalistycznymi. Jego polityka nie ograniczała się jednak do słów. W 1966 roku wycofał Francję ze zintegrowanej struktury wojskowej NATO, ponieważ uważał, że państwo musi zachować pełną kontrolę nad własną polityką bezpieczeństwa i obrony.
Nikt nie określał go wówczas mianem politycznego radykała. Wręcz przeciwnie – dziś uznawany jest za jednego z największych europejskich mężów stanu XX wieku.
Dlatego współczesne używanie określenia „skrajna prawica” wobec wielu partii suwerenistycznych jest często bardziej polityczną etykietą niż kategorią analityczną.
Współpraca suwerennych państw
Sama suwerenność państwa nie może być uznana za skrajne stanowisko polityczne.
Jeżeli obrona państwa narodowego była jeszcze kilka dekad temu uznawana za całkowicie legitymowaną podstawę europejskiej chrześcijańskiej demokracji, trudno zrozumieć, dlaczego dziś te same zasady miałyby być dowodem politycznego ekstremizmu.
Europa, którą znamy do dziś, nie powstała z idei likwidacji narodów, lecz ze współpracy suwerennych państw. Fundamentem powojennego projektu europejskiego nie było zniesienie narodowych tożsamości, ale ich pojednanie.
Dlatego historycznym paradoksem jest fakt, że dziś zasady, na których zbudowano Europę – demokratyczna legitymacja, odpowiedzialność narodów, ciągłość kulturowa i prawo do własnej drogi politycznej – często przedstawiane są jako przestarzałe.
Myśl suwerenistyczna odegrała również kluczową rolę w upadku systemu komunistycznego.
Komunizm był w swojej istocie ideologią uniwersalistyczną, która podporządkowywała poszczególne narody ponadnarodowemu projektowi walki klas: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”. W opozycji do tego stała świadomość narodów, że mają one prawo samodzielnie decydować o swojej przyszłości.
Wyraźnie pokazał to papież Jan Paweł II. Jego wizyta w Polsce w 1979 roku nie była programem politycznym, lecz moralnym wezwaniem do tego, aby naród na nowo odkrył swoją godność, tożsamość i kulturowe korzenie. Jego wsparcie dla ruchu „Solidarność” wzmocniło przekonanie, że naród nie jest jedynie jednostką administracyjną, lecz wspólnotą ludzi posiadających prawo do wolności.
Wolność narodów
Podobnie działał niemiecki kanclerz Helmut Kohl. Zjednoczenie Niemiec w 1990 roku rozumiał jako prawo narodu niemieckiego do pokojowego odzyskania jedności państwowej, ale w ramach Europy współpracujących państw. Bronił zasady pomocniczości: decyzje powinny być podejmowane jak najbliżej obywateli, a wspólne instytucje europejskie nie mogą zastępować demokratycznej woli narodów.
Również Ronald Reagan budował swoją politykę na przekonaniu, że narody mają prawo do wolności i własnego wyboru politycznego. Jego sprzeciw wobec systemu sowieckiego nie wynikał wyłącznie z konfliktu geopolitycznego, lecz z odrzucenia świata, w którym wielkie struktury ideologiczne decydowałyby za ludzi i narody.
Jego wezwanie do zburzenia Muru Berlińskiego stało się symbolem wyzwolenia Europy spod totalitarnej dominacji.
Wspólnym elementem myśli Jana Pawła II, Kohla i Reagana było przekonanie, że wolność opiera się na odpowiedzialności konkretnych wspólnot, narodów i obywateli. Nie sprzeciwiali się współpracy między narodami, lecz systemom, które odrywałyby człowieka od jego historii, kultury i politycznej wspólnoty.
Przyszłość Europy
Dzisiejszy europejski spór nie jest więc jedynie konfliktem między lewicą a prawicą, lecz pytaniem o przyszły kształt Europy. Czy Europa pozostanie wspólnotą suwerennych narodów współpracujących na podstawie wspólnych wartości, czy też stanie się strukturą, w której demokratyczne decyzje będą coraz bardziej oddalać się od obywateli?
Historia Europy końca XX wieku pokazuje, że wolność jest fundamentalnie związana z suwerennością. Upadek komunizmu i zakończenie podziału Europy były możliwe dlatego, że narody ponownie stały się podmiotami własnego losu.
Europa, którą dziś znamy, jest więc w dużej mierze rezultatem myśli suwerenistycznej.
Kiedy brukselski globalizm upadnie?
Pytanie nie brzmi, czy brukselski globalizm upadnie, ponieważ upadnie – podobnie jak wszystko, co pozostaje sprzeczne z ludzką naturą. Pytanie brzmi: kiedy to nastąpi i jakie będą ostateczne konsekwencje.
Nie zapominajmy, że również totalitarne systemy wywodzące się z ideologii socjalistycznych i globalistycznych poniosły klęskę. Najpierw były to nazizm i faszyzm – ideologie, które w imię własnych doktryn dążyły do panowania nad światem i dlatego doprowadziły do wybuchu II wojny światowej.
Po nich nadszedł komunizm, który również miał ambicje ustanowienia globalnego systemu władzy. Dziś nie ma już żadnego z tych systemów. Jednak szkody wyrządzone przez narodowy i międzynarodowy socjalizm były katastrofalne, a ich konsekwencje odczuwamy do dziś.
Dlatego im szybciej zostanie przywrócona właściwa równowaga, tym mniejsze będą skutki współczesnych politycznych błędów.
[Boštjan Marko Turk, profesor uniwersytecki, dziekan I klasy (nauk humanistycznych) Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk]
[Sekcja "Co musisz wiedzieć" i niektóre śródtytuły od Redakcji]
Tagi
Komentarze
Rząd Niemiec chce zmienić zasady, zanim AfD przejmie władzę

Chrześcijanie w Europie - między islamistami a lewicą

Merz w kłopotach. Rekordowe poparcie dla AfD


