Tȟašúŋke Witkó: Tajemnicza kłótnia w rodzinie

- Autor zastanawia się, dlaczego Friedrich Merz zdecydował się publicznie oskarżyć Rosję o incydent z dronem, zamiast wyciszyć sprawę kanałami dyplomatycznymi.
- Jego zdaniem zamknięcie Rosyjskiego Domu Nauki i Kultury w Berlinie może świadczyć o znacznie poważniejszym konflikcie na linii Berlin–Moskwa.
- Jest możliwe, że incydent lotniczy mógł być jedynie pretekstem, a prawdziwe przyczyny niemiecko-rosyjskiego sporu pozostają ukryte?
Według doniesień agencyjnych, w nocy z 4 na 5 sierpnia, ów statek powietrzny miał zderzyć się z dronem, który – jak jednoznacznie stwierdził sam kanclerz Niemiec – znalazł się tam wyłącznie w niecnych zamiarach i za sprawą wrażego Kremla.
Naturalnie, cały cywilizowany świat zatrzasnął się z oburzenia, a Moskwa znów stała się sercem „imperium zła”. Dodajmy, że nic to nowego, czy odkrywczego, ale – jak zazwyczaj bywa podczas publicznego prania rodzinnych brudów – światło dzienne ujrzały różne familijne tajemnice, które stawiają Teutonów w bardzo niekorzystnym świetle. Szkoda tylko, że niewielu mamy w Polsce chętnych, by zadać Berlinowi serię trudnych pytań, bowiem całą sprawę należy i trzeba wyjaśnić.
Pytania o kłótnię w rodzinie
Zachodzę w głowę, po co Friedrich Merz pobiegł do mediów z informacją o rosyjskim zamachu na samolot? Nic mi się tutaj nie zgadza, bowiem – nawet ów słaby intelektualnie człek – musiał wiedzieć, że nagłośnienie podobnego zdarzenia spowoduje niebywałe zainteresowanie nim opinii publicznej na całym świecie i poważnie nadszarpnie dobrze działający układ porozumień na osi Berlin – Moskwa. Nie takie rzeczy już działy się między państwami, a ich przywódcy zachowywali zimne głowy i potrafili ze sobą współpracować. Podobne zajścia powinny być omawiane w zaciszu gabinetów ministerstw spraw zagranicznych i dźwiękoszczelnych komorach, będących na wyposażeniu siedzib szefów służb specjalnych, ale nie na pierwszych stronach przekaźników o zasięgu globalnym! Kanclerz jednak, ku memu zdumieniu, zdecydował się pójść na otwartą wojnę dyplomatyczno-informacyjną z Rosją, a przecież musiał wiedzieć, że pociągnie to za sobą określone reperkusje, nieprawdaż?
Tak też się stało, gdyż na początku września Siergiej Wiktorowicz Ławrow publicznie napiętnował Niemca, odrzucił jego oskarżenia i zagroził, że dalsze podobne zarzuty będą przez Rosję uważane za akt wypowiedzenia wojny. Oczywiście, szef kremlowskiego resortu spraw zagranicznych może opowiadać o konflikcie zbrojnym z Berlinem do woli, bowiem Bundeswehra czołga się w każdym obszarze i na pewno nie funkcjonuje, jak normalne wojsko, zaś dwa zwaśnione państwa rozdzielone są terytoriami innych krajów. Najpoważniejszym zarzutem Ławrowa było wyrzucenie z Bonn rosyjskiego konsulatu generalnego, jednak największe zainteresowanie winno budzić zamknięcie Rosyjskiego Domu Nauki i Kultury w Berlinie.
Wnioski po kłótni w rodzinie
Wszystkie rosyjskie placówki zagraniczne, mające w swej nazwie „kulturę”, „naukę”, „współpracę” czy „wymianę doświadczeń” są ośrodkami szpiegowskimi. Pracujący tam ludzie zajmują się głównie zbieraniem informacji o kraju swego pobytu i werbowaniem agentury, a ich działalność szyldowa jest faktycznie poboczną. Jeśli Merz zdecydował się na tak radykalny krok, jak zamknięcie owego berlińskiego przybytku wywiadowczego, to oznacza, że Rosjanie musieli wejść Niemcom w jakąś dużą paradę, co zmusiło Teutonów do odwetu, a ów incydent dronowy posłużył wyłącznie jako pretekst. Dlaczego uważam, że sprawa ma jakieś drugie albo i trzecie dno? Dlatego, że w Lipsku nikt nie zginął, transportowiec doznał jedynie drobnej usterki, a rzekomi sprawcy – Białorusin i Łotysz, ponoć powiązani z Moskwą – zostali zdemaskowani, więc są już całkowicie nieszkodliwi. Odpowiedź Rosjan też jest agresywna – strasząca walką zbrojną – więc tylko głupiec uwierzy, że chodzi o jakiś drobiazg.
Owa sprawa z czasem przyschnie, gdyż w Berlinie przyjdzie opamiętanie, którego powodem będzie marsz po władzę, jaki rozpoczęła Alternatywa dla Niemiec, wygrywając wybory w Saksonii-Anhalcie. Niemcy muszą mieć mocnego sojusznika – dlatego zamknęli ów szpiegowski przybytek dopiero w piątym roku wojny Moskwy z Kijowem – a jedynym takim pozostaje Rosja, więc jakieś porozumienie musi nastać. Być może kiedyś ktoś napisze wspomnienia i w nich ujawni, dlaczego Merz poszedł na niezapowiedzianą wojnę z Putinem, używając jako pretekst tak błahego wydarzenia. Ja ze swoje strony mogę jedynie napomknąć, że całą sprawę należałoby poddać głębokiej analizie na najwyższych szczeblach naszych służb specjalnych. Tylko, kto ma to zrobić, skoro obecnie nad Wisłą wszystko wisi wyłącznie na miernej propagandzie?
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 11 września 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]
Komentarze
Pentagon ostrzega Europę. "Rosja odbudowuje siły i musimy być przygotowani na długi konflikt"

Niemcy mają problem z Energiewende. Eksperci ostrzegają

Trump rozmawiał przez telefon z Putinem. Padła deklaracja w sprawie Europy

Wielki gracz OZE w tarapatach. Jest wniosek o upadłość
„Der Spiegel”: Niemcy wejdą w sezon grzewczy z historycznie niskimi zapasami gazu


