„Kiedy demokracja zacznie się odwracać od klimatystów, walka może pójść na noże, rewolwery i bomby”

Zielona bańka spekulacyjna miała się wziąć z politycznych działań Unii Europejskiej narzucającej coraz wyższe restrykcje, które "mają pomóc klimatowi" (Unia Europejska, co jest zresztą jedna z miar jej gospodarczego upadku w stosunku do reszty świata, generuje niewielką i coraz mniejszą część generowanego przez światowe gospodarki CO2), oraz działań takich państw, jak Niemcy, odchodzące zarówno od energii atomowej, jak i podobno gazu (przy jednoczesnym panicznym powrocie do spalania węgla brunatnego i budowie niespecjalnie wspierającego ten cel Nord Stream 2), czy też zapowiedzi Stanów Zjednoczonych, mających do 2035 roku produkować jedynie energię w 100% wolną od emisji CO2. Działania polityczne zaczęły się w końcu przekładać na działania inwestorów.
Problem polega na tym, że - jak to często bywa w przypadku baniek inwestycyjnych - sprzedawano raczej wizję przyszłości niż realne możliwości zaspokojenia potrzeb konsumentów. W przypadku zielonej energii chodziło głównie o obietnice technologii, których często w ogóle nie ma, jak np. tzw. zimnej fuzji, lub też są nadal za mało efektywne, jak elektrownie wiatrowe i słoneczne.
(…)
Jako politolog mogę natomiast powiedzieć, że zwykli mieszkańcy globalnej wioski zostali uderzeni po kieszeni tu i teraz, a więc potrzebują rozwiązań natychmiast, inaczej czekają nas wszystkich bardzo niewesołe czasy. Oczywiście klimatyczni progresywiści z zachodniej Europy mogą się w tym kontekście pocieszać, że fala niezadowolenia związana z energetyczną deprywacją zmiecie nielubiane przez nich rządy w krajach bardzo w tej chwili zależnych od "brudnych" źródeł energii, takich jak Polska czy Węgry. Byłaby to jednak bardzo niemądra i krótkowzroczna Schadenfreude. Przeszacowanie obecnych możliwości zielonej energetyki doprowadzi bowiem do radykalizacji nastrojów społecznych we wszystkich krajach rozwiniętych i umocni rządy autorytarne. Na koniec zniweczy zaś zapewne cel o który od początku walczono i jeszcze bardziej przyspieszy zmiany klimatyczne
- pisze Michał Kuź, który zauważa, że spadek zaufania do "liberalnych" liderów widać już w notowaniach Bidena i Macrona.
Politolog przewiduje, że jako pierwsi zaczną protestować uderzeni po kieszeni przedstawiciele klasy średniej. Miałby to jednak być dopiero początek radykalizacji społeczeństw.
W momencie, kiedy demokracja zacznie się odwracać od klimatystów, oni - jestem co do tego przekonany - zaczną się też odwracać od demokracji. Od już praktykowanych w Niemczech strajków głodowych tylko krok do dalszych działań. Walka o klimat w wieku dwudziestym pierwszym może w efekcie pójść w podobnym kierunku, co walka o równość klasową w wieku dziewiętnastym i dwudziestym; może pójść na noże, rewolwery i bomby, a potem nawet na systemowy terror
- pisze Kuź, który konkluduje, że jako pokolenie egzamin z diagnozy i próby rozwiązania problemów oblewamy.
Dominik Kolorz, Solidarność Śląsko-Dąbrowska: Musimy wymóc referendum w sprawie Zielonego Ładu

Dramat pracowników. Przemysł płaci najwyższą cenę

"Nadszedł czas walki". Solidarność protestowała we Wrocławiu przeciwko Zielonemu Ładowi, ETS i umowie z Mercosur
Trwa protest Solidarności we Wrocławiu. Maciej Kłosiński: Decyzje podejmuje się ponad naszymi głowami. Nie ma na to naszej zgody
Minister Energii USA: Nie można zubażać społeczeństw w imię dekarbonizacji

