Czas na twardy realizm w relacjach z Ukrainą

-
Codzienna koegzystencja: Zwykli obywatele Ukrainy w Polsce szukają normalności i stabilizacji, odcinając się od patologii własnych elit politycznych.
-
Kluczowa pomoc na starcie: Bez natychmiastowego, masowego wsparcia sprzętowego ze strony Polski na początku wojny, Ukraina nie obroniłaby swojej niepodległości.
-
Polityczna niewdzięczność Kijowa: Władze w Kijowie próbują realizować interesy w Europie z pominięciem Warszawy, zapominając, że logistyczne serce pomocy bije w Polsce.
-
Czas na asertywność: Polska musi zacząć twardo dbać o własne interesy gospodarcze i suwerenność, nie pozwalając na marginalizowanie swojej roli.
Mit zachodniej pomocy i twarde fakty o polskim wsparciu
W debacie publicznej często operuje się miliardami euro i dolarów płynącymi z Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych. Jednak z perspektywy czasu widać wyraźnie, że to Rzeczpospolita Polska uratowała Ukrainę w najbardziej krytycznym momencie. Kiedy zachodni liderzy debatowali o procedurach, polski rząd i Wojsko Polskie działały natychmiastowo.
Polska przekazała na front gigantyczne zasoby:
-
318 czołgów (w tym sprawdzone T-72, polskie PT-91 Twardy oraz Leopardy),
-
586 wozów pancernych (głównie BWP),
-
137 wozów artyleryjskich (w tym nasze eksportowe hity – Armatohaubice Krab oraz moździerze Rak),
-
Ponad 10 samolotów MiG-29 oraz ponad 10 śmigłowców Mi-24,
-
Ponad 100 milionów sztuk amunicji.
Na papierze i w suchych wycenach giełdowych jeden nowoczesny myśliwiec F-16 z Holandii może przewyższać wartością stare postsowieckie maszyny. Ale to właśnie ten „nisko wyceniany” sprzęt od Polski pozwolił ukraińskim żołnierzom natychmiast wejść do walki bez wielomiesięcznych szkoleń. Gdyby nie ta bezprecedensowa i błyskawiczna pomoc, front załamałby się na samym początku, a ukraińska państwowość przestałaby istnieć.
Przypominanie o tym to nie kwestia narodowej pychy, ale elementarnego szacunku dla faktów i polskiego podatnika, który ten wysiłek sfinansował.
Kijów omija Rzeszów. Czy czas na test logistyczny?
Mimo tak potężnego długu wdzięczności, władze w Kijowie coraz częściej działają w głębokim, niemal aroganckim przekonaniu, że mogą realizować swoje interesy w Europie Zachodniej z całkowitym pominięciem Polski. Ostentacyjne gesty, takie jak wybór trasy przelotu prezydenta Zełenskiego do Londynu z Kiszyniowa, a nie przez Port Lotniczy Rzeszów-Jasionka, to czytelne sygnały dyplomatyczne. Kijów próbuje pokazać, że Polska jest mu zbędna.
To rażąca krótkowzroczność. Od samego początku konfliktu to właśnie przez terytorium Polski przeszło około 90% całkowitej pomocy militarnej i humanitarnej dla Ukrainy. Jesteśmy kluczowym, niezastąpionym hubem logistycznym. Skoro ukraińskie elity uważają, że poradzą sobie bez Warszawy, to może warto postawić sprawę asertywnie? Może czas pokazać partnerom z Kijowa, jak wyglądałby transport i dyplomacja, gdyby wszystko – od amunicji po pomoc medyczną – musiało być transportowane przez Mołdawię i Kiszyniów? Taki sprawdzian z twardej geografii politycznej mógłby szybko przywrócić realizm w ukraińskich gabinetach rządowych.
Historyczne błędy Kijowa
Obecna, konfrontacyjna polityka ukraińskich władz wobec Warszawy poraża swoją skrajną krótkowzrocznością. Kijowskie elity, ślepo zapatrzone w Berlin i Paryż, zdają się nie dostrzegać dziejowej prawidłowości, która uderzy w nie z pełną siłą tuż po podpisaniu traktatów pokojowych. Gdy tylko umilkną działa, Republika Federalna Niemiec oraz zachodnioeuropejskie salony bez mrugnięcia okiem powrócą do polityki business as usual z Federacją Rosyjską. Dla oszołomionego ukraińskiego społeczeństwa będzie to potężny błąd systemu i cywilizacyjny szok. Przecież przez lata powtarzano im – i oni sami w to głęboko wierzyli – że przelewają krew w obronie całej wolnej Europy przed barbarzyństwem ze Wschodu. Tymczasem rzeczywistość brutalnie obnaży zachodni cynizm. Pozostawiona sama sobie, zrujnowana wojną Ukraina będzie trawiona przez gigantyczną biedę i strukturalne, wewnętrzne problemy. Owszem, wielkie zachodnie korporacje wjadą tam w blasku fleszy pod hasłami „szumnie zapowiadanej odbudowy”, ale ich cel będzie czysto merkantylny: bezwzględne wykorzystanie skrajnie niskich kosztów produkcji oraz taniej siły roboczej. Wybudują autostrady, ale tylko po to, by sprawnie wywozić zyski ze swoich nowych fabryk. Droga do pełnoprawnego członkostwa w Unii Europejskiej pozostanie dla przeżartego korupcją kraju zamknięta na dekady. Dopiero wtedy, w obliczu geopolitycznej pustki, ukraińscy politycy zaczną nerwowo rozglądać się za prawdziwymi sprzymierzeńcami. Będzie już jednak za późno. Wszyscy najbliżsi sąsiedzi w regionie będą już do nich trwale zrażeni – na czele z Polakami, na których w przełomowym 2022 roku Ukraińcy mogli bezgranicznie liczyć, a na których, w imię chwiejnych sojuszy z Berlinem, postanowili się tak bezczelnie wypiąć.
Oddzielić ludzi od skorumpowanej klasy politycznej
Jako Polacy musimy jednak zachować chłodną głowę i nie ulegać ślepym emocjom. Kluczowe jest potężne rozróżnienie: nie możemy patrzeć na miliony ukraińskich obywateli żyjących i pracujących w Polsce przez pryzmat ich egoistycznej i często skorumpowanej klasy politycznej.
Ukraińskie elity od lat toczą wewnętrzne wojny, tolerują oligarchiczne patologie i odpychają swój kraj od zachodnich standardów prawnych i gospodarczych. To smutne, ale realne zagrożenie – jeśli tamtejsza polityka się nie zmieni, nawet po wojnie Ukraina może pozostać państwem dysfunkcyjnym, co w dłuższej perspektywie i tak grozi ponownym wpadnięciem w strefę wpływów Federacji Rosyjskiej.
Właśnie dlatego tak wielu Ukraińców zdecyduje się pozostać w Polsce na stałe. Chcą żyć w kraju bezpiecznym, stabilnym, opartym na chrześcijańskich i tradycyjnych wartościach, gdzie praca rąk jest szanowana, a gospodarka rozwija się dzięki udziałowi w zachodnim ekosystemie ekonomicznym. I na tym polu musimy dyktować własne warunki. W Polsce urządzamy wszystko po swojemu, dbając o interesy naszych pracowników, rolników i przedsiębiorców. Nie musimy oglądać się na humory Kijowa. Tamtejsza klasa polityczna wyraźnie pokazuje, że nie chce naszej pomocy i partnerskiego traktowania – czas więc, aby Polska w relacjach zewnętrznych zaczęła kierować się wyłącznie własnym, twardym interesem narodowym.
Komentarze
Zełenski proponuje Putinowi zakończenie wojny. „Ukraina jest gotowa”

Koniec ochrony dla części Ukraińców. Polska poparła propozycję UE

Biejat nazwała Rzeź Wołyńską "atakami na ludność cywilną". Burza w sieci
Ukraiński zwrot akcji



