Robert Bąkiewicz już w Polsce: "Nie potrzebuję pozwolenia żeby jeździć do Niemiec"

-
Robert Bąkiewicz i inni działacze Ruchu Obrony Granic podczas próby upamiętnienia polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie zostali poszkodowani podczas interwencji niemieckiej policji.
-
Według lidera Ruchu Obrony Granic uczestnicy zgromadzenia nie otrzymali jasnej podstawy prawnej ograniczenia marszu.
- Sprawa wywołała dyskusję o prawie Polaków do organizowania pokojowych zgromadzeń na terenie Niemiec.
Stan zdrowia Roberta Bąkiewicza
Jak pan się teraz czuje?
Jestem otłuczony. Wymioty i zawroty głowy już za mną. Bolą mnie żebra. Mam leżeć w łóżku, ale ogólnie czuję się już nieźle. Tylko wyskoczył mi z boku jakiś guz wielkości jabłka, dlatego jadę teraz do lekarza.
"Głaz leży poza strefą"
W przestrzeni medialnej, zarówno niemieckiej jak i polskiej, pojawia się zarzut, jakobyście mieli w Berlinie przekroczyć granice specjalnej strefy wokół budynków niemieckiej administracji federalnej w Berlinie, tzw. "Befriedeter Bezirk", co miałoby mieć związek z atakiem niemieckiej policji.
To nieprawda. Głaz leży poza strefą. Policja nie podawała informacji, że przekraczamy strefę. Nie podano nam również podstawy prawnej podejmowanych przez niemieckich policjantów działań.
"Wtedy zaczęli nas bić"
Jak to dokładnie wyglądało?
Ruszamy z krzyżem, absolutnie spokojnie, po prostu idziemy. Nagle wjeżdża policja, siedem radiowozów. Nas kilkanaście osób, policja nas dopada i od razu szarpie, szarpie krzyż. Ale nie daliśmy go sobie wyszarpać.
Zatrzymali nas i mówią, że nie wolno nam dalej iść, i że musimy zgłosić zgromadzenie. No więc na miejscu zgłaszamy spontaniczne zgromadzenie, co nawiasem mówiąc nie wymaga niczyjego pozwolenia, tylko zgłoszenia. Niemieccy policjanci kontaktują się, jak twierdzą, z jakimś ministrem. Czekamy pół godziny, czterdzieści minut. W końcu zostaliśmy poinformowani, że jest zgoda na zgromadzenie, ale ma być tutaj gdzie stoimy. My nie przyjechaliśmy, że by sobie postać w parku, my chcemy pod ten "kamień pogardy", my chcemy tam. W końcu pozwolili nam przejść może ze 100 metrów, czym potwierdzają istnienie zgromadzenia, ale nie pod kamień,
Mówimy, że w takim razie, jeśli zgromadzenie w Niemczech jest od dwóch osób, to pójdziemy parami, ale nie, też nie wolno. Mamy zdjąć kamizelki, wyrzucić tabliczki i krzyż. Nie pozwalali nam stamtąd wyjść nawet pojedynczo. Z tego co wiem, kamizelki odblaskowe nie są w Niemczech zakazane. Staraliśmy się skontaktować z polską ambasada, nie mogliśmy się dobić. W końcu Niemcy nas okrążyli, nie wiedzieliśmy co robić, odśpiewaliśmy Rotę, spróbowaliśmy wyjść i wtedy zaczęli nas bić.
"Nie potrzebuję pozwolenia żeby pojechać do Niemiec"
Niektórzy twierdzą, że to była z waszej strony prowokacja.
Dla Niemców wszystko jest prowokacją, odwiedzanie obozów, w których zabijali Polaków, jak w Dachau, też jest prowokacją, a tymczasem, to ten zakłamany "kamień pogardy" jest prowokacją.
TVP napisało na "X": "Bez uzyskania pozwoleń, bez zaproszenia, pojechali narodowcy od pana Bąkiewicza do Berlina".
Media lewicowo - liberalne dehumanizują mnie od lat. Mam mieć pozwolenie wyjazdu za granicę? A może szczególnie do Niemiec? Jako Bąkiewicz? A może jako Polak? Podobno mamy w Unii Europejskiej swobodę poruszania się. To tak jakbym podlegał innemu prawu niż inni obywatele państw UE. Nie potrzebuję pozwolenia żeby pojechać do Niemiec. Nie potrzebuję nawet przy wjeździe do europejskich państw poza strefą Schengen, wystarczy mi paszport.
"Polak powinien dostawać wsparcie od Polaków"
Co powiedziałby pan Polakom, którzy pana atakują na zasadzie "Bąkiewicz dostał to co mu się należało"?
Staram się zwalczać zakłamywanie historii, które uderza we wszystkich Polaków. Byliśmy w Berlinie rok temu na odsłonięciu tego "kamienia pogardy". Obiecaliśmy sobie wtedy, że wrócimy za rok. A tutaj, okazuje się, że Polakom nie wolno upamiętnić polskich ofiar przy podobno "pomniku upamiętniającym polskie ofiary". Podobnie dzieje się przecież w Polsce, gdzie w muzeach w byłych niemieckich obozach koncentracyjnych, zakłamuje się prawdę historyczną.
Wie pan, ja się wychowałem na podwórku, różnie tam bywało, ale kiedy pojawiało się zagrożenie, jeden stawał za drugim. I tak każdy zaatakowany Polak powinien dostawać wsparcie od innych Polaków.
Co wydarzyło się w Berlinie?
Do incydentu doszło podczas organizowanego przez działaczy Ruchu Obrony Granic zgromadzenia w stolicy Niemiec. Według relacji ROG uczestnicy chcieli przejść pod pomnik polskich ofiar Niemców z krzyżem oraz tablicami upamiętniającymi polskie ofiary II wojny światowej. Wcześniej niemieckie służby miały nie wyrazić zgody na przemarsz z częścią przygotowanych symboli i materiałów.
Powiedzieli, że mamy prawo przemaszerować, ale bez krzyża i bez plakatów. Absolutnie na to się nie zgadzamy. To jest bezprawie
– mówił przed rozpoczęciem marszu Robert Bąkiewicz.
Doszło do interwencji niemieckiej policji
Po rozpoczęciu marszu niemiecka policja podjęła brutalną interwencję. Do mediów społecznościowych trafiły nagrania pokazujące, że działacze Ruchu Obrony Granic zostali pobici, obezwładnieni i skuci kajdankami na skutek policyjnej akcji.
Dlaczego sprawa budzi emocje?
- Dotyczy pamięci o polskich ofiarach II wojny światowej.
- W centrum sporu znalazły się działania niemieckiej policji wobec polskich uczestników zgromadzenia.
- Wydarzenie wywołało debatę o wolności zgromadzeń i traktowaniu Polaków za granicą.
- Nagrania z interwencji szybko rozprzestrzeniły się w mediach społecznościowych.
Pobicie działaczy ROG w Berlinie. Niemiecka policja wydała oświadczenie
Brutalna interwencja policji w Berlinie. Czy Polak ma prawo protestować w Niemczech?
Komentarze
Bąkiewicz i działacze ROG brutalnie pobici i skuci kajdankami przez niemiecką policję

Ziobro ostro o sędzi, która skazała Bąkiewicza. „Ślepy lewicowy aktywizm”

Bąkiewicz skazany za obronę Kościoła

Samuel Pereira: Razem dla Polski i Polaków


