Szukaj
Konto

Marcin Bąk: Mamy z tym problem

18.04.2026 18:16
Marcin Bąk: Mamy z tym problem
Źródło: PAP | Autor: ROBERT HEGEDUS | Licencja: PAP/EPA | Nowo wybrany premier Węgier Peter Magyar rozmawia z mediami
Komentarzy: 0
Działaniami pojedynczego człowieka, tak jak i poruszeniami nawy państwowej, winny kierować mądrość i rozum a nie wichry chwiejnych emocji. W każdym razie działaniami człowieka dojrzałego i działaniami mądrze rządzonego kraju. Czy kierują? To już odpowiedzmy sobie w niniejszym tekście.

Szał nad Dunajem

W ostatnią niedzielę na Węgrzech odbyły się wybory parlamentarne, które zmieniły w znaczący sposób tamtejszy układ polityczny. Rządząca nieprzerwanie od 16 lat partia FIDESZ (wraz z koalicjantem) kierowana przez premiera Viktora Orbana, utraciła władzę na rzecz nowej siły politycznej, partii TISZA. Było to bez wątpienia ważne wydarzenie na skale lokalną ale bardziej istotne dla nas jest to, by przyjrzeć się reakcjom, w samych Węgrzech, w Europie i w Polsce. To, że Węgrzy głosujący na TISZA po zwycięstwie swoich kandydatów okazywali żywiołowy entuzjazm – nie powinno nikogo dziwić. U naszych bratanków narastały, szczególnie w ostatnich latach, nastroje coraz silniejszej niechęci w stosunku do rządzącego nieprzerwanie Orbana i w końcu po odniesionym spektakularnym sukcesie, mieli jak najbardziej prawo zamanifestować radość ze swojego zwycięstwa. To jest trochę porównywalne do okazywanej żywiołowo radości kibiców piłkarskich po wygranej swojego ukochanego klubu. Fani pilki potrafią również długo wiecować, hałasować a i ekscesy związane z niszczeniem mienia czy naruszeniem nietykalności cielesnej obywateli mogą się zdarzyć. Coś podobnego miało miejsce w Budapeszcie nocą z niedzieli na poniedziałek, gdy znajdujący się w stanie euforii młodzi wyborcy TISZY zrywali ze ścian plakaty Orbana i niszczyli je, lub paradowali niczym ze zdobytym na przeciwniku trofeum. Jednak minęło kilkanaście godzin i emocje uległy uspokojeniu. Co będzie dalej z Węgrami, jak nowy premier zamierza kierować państwem, mającym mnóstwo wewnętrznych problemów i będącym w stanie zależności energetycznej od Rosji – pokaże czas.

 

Szał nad Wisłą

Na wynik wyborów oczekiwali również uczestnicy polskiej debaty politycznej. Sympatycy strony lewicowo – lberalnej z nieukrywaną nadzieją, przedstawiciele szeroko rozumianej prawicy z mieszanymi uczuciami, bo z jednej strony Orban to prawica ale z drugiej kwestie stosunku do Rosji, do Ukrainy, do USA nie dla wszystkich były jasne i czytelne. Wynik wyborów wywołał nad Wisłą wybuch nieopisanej euforii po stronie lewicowo liberalnej, tak jakby to niemalże Koalicja Obywatelska do spółki z Lewicą odniosła sukces a przy okazji każdy z jej sympatyków dostał gotówką tysiąc dolarów. Po drugiej stronie barykady – nastroje minorowe, nosy zwieszone na kwintę, takjakby to prawicy polskiej coś ubyło. Gdy na spokojnie, na chłodno przyjrzymy się całej sytuacji, to bez trudu znajdziemy dowody na to, że nie ma ani powodów do nadmiernej euforii ani do nastrojów wisielczych. Zmiana władzy na Węgrzech nie zmieniła wiele w układzie sił w Europie. Jej wpływ na sytuację nad Wisłą jest również niewielki, żeby nie powiedzieć żaden. Jednak emocje zaciemniają nam w większości prawidłowy obraz sytuacji. Nie inaczej było jeszcze całkiem niedawno w Polsce, gdy po bardzo brutalnej, bazującej na potężnych emocjach kampanii wyborczej, Karol Nawrocki wygrał z Rafałem Trzaskowskim wyścig do pałacu prezydenckiego. Prawicowa strona sceny politycznej została ogarnięta falą nieopisanej euforii, tak jakby już znokautowała politycznych przeciwników i objęła w Polsce samodzielne rządy. Krążyły pogłoski, nie wiem czy prawdziwe, że politycy partii opozycyjnej już rozdzielali między siebie ministerialne teki i stanowiska w radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Z drugiej strony zapanowała mieszanina złości, niedowierzania i ciężkiej depresji w związku z porażką ich kandydata. Tak euforia jak i depresja były całkowicie nieuzasadnione. Wygrana Karola Nawrockiego nie oznaczała żadnego przejęcia władzy przez Prawicę, powinna być traktowana co najwyżej jako usypanie szańca obronnego wobec ofensywy lewicowo – liberalnej. Szańca solidnego, dobrze ufortyfikowanego i zdolnego jak się okazuje, do czynienia wypadów ale zarazem szańca ostatniego. Nie ma już w chyba innych trwałych bezpieczników instytucjonalnych wobec toczącego się i miażdżącego na swej drodze opór walca Uśmiechniętej Polski.

Mamy problem

Emocje są ważne, stanowią cześć naszego życia, niemniej nie one powinny mieć decydujący głos przy podejmowaniu kluczowych rozstrzygnięć, tak w kwestiach osobistych jak i w sprawach państwowych. W tych drugich nawet jeszcze bardziej. Polska nie posiada dobrej szkoły uprawiania polityki. W czasach, gdy mocarstwa toczyły swoją grę gabinetową a średnie państwa uczyły się zawierać korzystne sojusze, elita naszego narodu uczyła się konspirować, podkładać bomby i szykować spiski. Tradycja insurekcyjna, mocno osadzona w romantyzmie, nie była najlepszą szkołą uprawiania realnej polityki, opartej na rachunku zysków i strat a nie na emocjach. Mają z tym problem politycy, którzy powinni mądrze kierować państwem, mają problem dziennikarze i publicyści nie potrafiący często odróżnić spraw nieistotnych od naprawdę ważnych. Mamy z tym wszyscy problem.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 18.04.2026 18:16
Źródło: tysol.pl