Szukaj
Konto

KPO. Pułapka na śląskie szpitale

Szpital. Korytarz
Źródło: Grok | Autor: Grok | Licencja: Grok | Szpital. Korytarz
Śląsk stał się placem budowy nowoczesnej infrastruktury opiekuńczej. Dzięki strumieniowi pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) w regionie powstaje lub rozwija się kilka kluczowych Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych (ZOL). Jest jednak pewien problem.
Co musisz wiedzieć:
  • Śląskie szpitale budują nowe Zakłady Opiekuńczo-Lecznicze dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy, ale wiele inwestycji wciąż nie ma zapewnionego finansowania świadczeń przez NFZ.
  • Uruchomienie nowych placówek utrudniają niedobory personelu medycznego oraz problemy samorządów z pokryciem wkładu własnego i dodatkowych kosztów inwestycji.
  • Eksperci ostrzegają, że bez szybkich decyzji NFZ i Ministerstwa Zdrowia część nowej infrastruktury może przez długi czas pozostać niewykorzystana.

 

Inwestycje w Mysłowicach, Bytomiu czy Siemianowicach Śląskich miały być odpowiedzią na dramatyczne wyzwania demograficzne starzejącego się województwa. W rzeczywistości stają się jednak podręcznikowym przykładem pułapki strukturalnej. Choć mury rosną, nie można oprzeć się wrażeniu, że nad projektami wisi widmo finansowej katastrofy. Szpitale mają problemy z pozyskaniem kontraktów na finansowanie świadczeń, gminy z zabezpieczeniem środków na wkład własny i podatek VAT, a rygorystyczne unijne przepisy odcinają ścieżkę do komercjalizacji usług.

 

Wyścig z czasem i widmo niedokończonych inwestycji

Harmonogramy realizacji projektów finansowanych z KPO od samego początku były napięte. Pierwotne założenia zakładały, że kluczowe inwestycje w szpitalach zostaną sfinalizowane i rozliczone do czerwca tego roku. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany. Część placówek – widząc nierealność dotrzymania terminu – rzutem na taśmę wywalczyła zgodę na przesunięcie terminu rozliczenia o trzy miesiące. To chwilowy oddech, który nie rozwiązuje jednak fundamentalnego problemu: skąd samorządy mają wziąć brakujące miliony na dokończenie inwestycji?

Najbardziej jaskrawym przykładem kryzysu realizacyjnego są Mysłowice. Tamtejszy Szpital nr 2 z dużym prawdopodobieństwem otrzyma dodatkowe środki na tzw. roboty dodatkowe w wysokości około 6 milionów złotych. W normalnych warunkach rynkowych oznaczałoby to zastrzyk gotówki pozwalający na podniesienie standardu lub rozwiązanie nieprzewidzianych problemów technicznych. W realiach samorządowych to jednak potężny cios. Dodatkowe 6 milionów złotych drastycznie zwiększa bowiem wymóg pokrycia wkładu własnego przez i tak już skrajnie napięty budżet gminy.
Kontraktowy czarny scenariusz: Nowe łóżka bez finansowania NFZ.

Brak umów z NFZ

Najbardziej alarmujący jest jednak fakt, że w obliczu zbliżających się terminów otwarcia obiektów żaden ze wspomnianych wyżej szpitali [NO1.1] budujących lub rozbudowujących ZOL-e ze środków KPO nie posiada podpisanej umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia na finansowanie świadczeń zdrowotnych w tych nowych strukturach.

Budowa infrastruktury to zaledwie pierwszy krok. ZOL to placówka generująca gigantyczne koszty bieżące. Aby mogła funkcjonować, potrzebuje personelu medycznego, opiekuńczego, leków, wyżywienia i energii. Bez kontraktu z NFZ nowe, lśniące oddziały pozostaną jedynie pustymi pomnikami unijnych dotacji. To pułapka KPO. Prawnicy wskazują bowiem, że przepisy regulujące wydatkowanie środków z Krajowego Planu Odbudowy zabraniają wykorzystywania nowo powstałej infrastruktury medycznej do świadczenia usług komercyjnych (płatnych przez pacjenta).

 

Kadrowa czarna dziura. Skąd wziąć ludzi i pieniądze?

Uruchomienie nowych łóżek opiekuńczo-leczniczych wiąże się z koniecznością spełnienia rygorystycznych norm zatrudnienia nakładanych przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ. Chodzi o lekarzy specjalistów, pielęgniarki, fizjoterapeutów oraz opiekunów medycznych. Na śląskim rynku, borykającym się z głębokim deficytem kadr medycznych, oznacza to konieczność drapieżnej licytacji płacowej z innymi placówkami.

Szpitale powiatowe i miejskie, realizujące te inwestycje, nie mają w swoich budżetach ani złotówki na pokrycie kosztów nowego zatrudnienia przed uruchomieniem faktycznego finansowania z NFZ. Koło się zamyka. Brak personelu uniemożliwia aplikowanie o kontrakt do NFZ. Brak kontraktu uniemożliwia pozyskanie środków na zatrudnienie personelu.

Wszyscy mówią o betonie i przetargach, a nikt nie pyta, kto przy tych łóżkach stanie. Uruchomienie ZOL-u w Bytomiu czy Siemianowicach wymaga natychmiastowego zatrudnienia kilkudziesięciu pielęgniarek, opiekunów medycznych i fizjoterapeutów. Na Śląsku tych ludzi po prostu nie ma, a szpitale realizujące projekty KPO nie mają zabezpieczonych budżetów na fundusz płac. Żeby ściągnąć personel, musiałyby podkupić go z sąsiednich placówek, oferując stawki z kosmosu. Bez wcześniejszej gwarancji umowy z NFZ to jest prosta droga do natychmiastowej utraty płynności – wyznaje szczerze dyrektor jednego ze śląskich szpitali.

 

Samorządowy klincz finansowy: Brak wkładu własnego i podatku VAT

Problem nie ogranicza się wyłącznie do zarządzania samymi szpitalami – uderza bezpośrednio w strukturę finansów publicznych śląskich gmin. Lokalne samorządy w Mysłowicach, Bytomiu czy Siemianowicach Śląskich w większości nie zabezpieczyły w swoich wieloletnich prognozach finansowych realnych środków na pokrycie wkładu własnego oraz podatku VAT od realizowanych inwestycji.

Menedżer jednego ze śląskich szpitali powiatowych objętych projektami KPO mówi wprost:

Budujemy nowoczesne sale, montujemy instalacje tlenowe, ale prawda jest taka, że na ten moment otwieramy te oddziały dla nikogo. Narodowy Fundusz Zdrowia milczy w sprawie nowych kontraktów, zasłaniając się własnymi procedurami i brakiem ryczałtu na nowe łóżka długoterminowe. Jesteśmy w pułapce. Unijne rygory KPO bezwzględnie zakazują nam komercyjnego przyjmowania pacjentów w okresie tzw. trwałości projektu. Nie mogę wziąć od rodziny pacjenta ani grosza, żeby opłacić prąd czy pielęgniarki, a z własnych środków nie mam z czego dokładać. Zostaliśmy sami z pięknymi murami i zerowym finansowaniem.

Przy wielomilionowych projektach infrastrukturalnych kwoty te idą w miliony złotych. Gminy, obciążone wcześniejszymi zadaniami i drastycznym wzrostem kosztów bieżących, stoją przed ścianą. Sytuację ekstremalnie komplikuje długofalowy problem rozliczania strat Samodzielnych Publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej (SPZOZ) przez ich organy założycielskie.

 

Systemowy paraliż: pokłosie wyroku Trybunału Konstytucyjnego

Obecna katastrofa finansowa wokół śląskich ZOL-ów nakłada się na głęboki, systemowy kryzys relacji między gminami a szpitalami publicznymi. Przez lata mechanizm funkcjonował w oparciu o art. 59 ustawy o działalności leczniczej, który wprost nakładał na gminy bezwzględny obowiązek pokrycia strat netto podległych im SPZOZ-ów w sytuacji, gdy szpital sam nie był w stanie tego zrobić, a alternatywą była jego likwidacja.

Wszystko zmieniło się po przełomowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego. TK uznał przepis art. 59 ustawy o działalności leczniczej za niezgodny z Konstytucją RP w zakresie, w jakim nakładał on na jednostki samorządu terytorialnego obowiązek pokrycia straty netto szpitala bez zapewnienia im adekwatnych środków finansowych z budżetu państwa na realizację tego zadania. W odpowiedzi na wyrok TK ustawodawca znowelizował przepisy, zmieniając kluczowe słowo w ustawie.

Widmo utraty płynności

Czas, kiedy gminy były bezwarunkowym bankomatem dla szpitali, skończył się wraz z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Zmiana art. 59 ustawy o działalności leczniczej dała gminom prawne alibi – teraz mogą, a nie muszą pokrywać strat netto SPZOZ-ów. I brutalna prawda jest taka, że z tego alibi gminy korzystają, bo wydatki budżetowe pękają w szwach i budżety „nie spinają się”. Straty szpitali pokrywane z kilkuletnim poślizgiem, bo pierwszeństwo mają szkoły, drogi i transport publiczny. Dokładanie milionów do bieżącego utrzymania ZOL-u, który nie ma kontraktu z NFZ, budzi obawy przedstawicieli gmin z perspektywy dyscypliny finansów publicznych. Nasuwa się więc jeden wniosek: to nie jest kraj dla starych ludzi.

Widmo utraty płynności finansowej krąży nad szpitalami na Śląsku, które zdecydowały się na inwestycje z KPO. Szpitale zostają same z narastającym zadłużeniem wobec dostawców leków, energii i sprzętu medycznego. Gminy, zasłaniając się brakiem ustawowego przymusu oraz własnymi deficytami, odsuwają decyzje o dokapitalizowaniu placówek medycznych na bliżej nieokreśloną przyszłość.

 

Diagnoza ryzyka

Jeśli na szczeblu centralnym (Ministerstwo Zdrowia, NFZ) oraz regionalnym nie dojdzie do natychmiastowego, awaryjnego skoordynowania procesów inwestycyjnych z procesem kontraktowania świadczeń, jesienią tego roku Śląsk obudzi się z nowoczesnymi, pustymi budynkami medycznymi, w których wyłączone ogrzewanie będzie symbolem systemowej niemocy.

Gminy zostaną z długami, szpitale z nieobsadzonymi etatami, a pacjenci wymagający opieki długoterminowej – jak dotychczas – w wielomiesięcznych kolejkach.

 

Dlaczego problem ZOL-ów jest tak istotny?

  • województwo śląskie należy do najszybciej starzejących się regionów Polski,
  • liczba osób wymagających opieki długoterminowej rośnie,
  • kolejki do zakładów opiekuńczo-leczniczych liczone są często w miesiącach,
  • brak uruchomienia nowych placówek może pogłębić kryzys opieki nad seniorami.
Komentarzy: 0
Data publikacji: 20.06.2026 18:21
Źródło: Tysol.pl