Gen. Wroński: Niemcy i Francuzi nie przyjdą nam z pomocą w sytuacji rosyjskiej agresji

- Mimo nałożonych na Rosję sankcji do Europy Zachodniej nadal płyną rosyjskie węglowodory.
- Zdaniem gen. Wrońskiego, jeżeli Rosja zechce przetestować NATO, to zaatakuje Estonię.
- Granica Estonii jest słabo broniona.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wraz z Ministerstwem Obrony Narodowej przygotowują plan ewakuacji ludności cywilnej na wypadek inwazji, tylko że to już dawno powinno być zrobione. Jestem bardzo zdziwiona tym, że państwo polskie do tej pory nie miało takich planów.
Gen. Dariusz Wroński: Bardziej bym to wiązał ze zbliżającym się ćwiczeniem „Kraj”, w którym będą rozważane różne warianty i między innymi prawdopodobnie taki wariant zaczął krążyć. Z przecieków wynika, że jako najbardziej ostry i najbardziej wyraźny, czy najbardziej groźny scenariusz zaczął żyć własnym życiem. Stąd wynika raczej przygotowywanie takiego wariantu. Ale jeżeli mielibyśmy go faktycznie rozpatrzeć na bardzo poważnie, bo nie jestem przekonany do takiego rozwoju wydarzeń, aby oto wydarzyła się inwazja w najbliższych miesiącach, czy w najbliższym roku. Nie chodzi już tu o to, czy Polska jest gotowa, czy niegotowa, czy Rosja jest gotowa czy niegotowa. Bardziej trzeba by było spojrzeć na ten problem z danych wywiadowczych i danych z różnych źródeł, a nie tylko ukraińskich, nie tylko polskich, natowskich, że Rosji w tej chwili bardziej nie zależałoby na nadgryzieniu w jakikolwiek Polski, a raczej słabszych sojuszników NATO.
Zdaje się, że nie jest wyartykułowane, który kraj podlegałby takiej inwazji, nawet w mniejszej skali, a nie całkowitego zaboru terytorium. Jest taka strefa, gdzie uzurpuje sobie prawo do tego Rosja – od granicy około 100 km w głąb terytorium Estonii, do Püssi – to jest wschodnia Estonia. Oni bardzo gdzieś w swoich strategicznych planach uważają, że należałoby wyprostować granicę, która wiedzie w kierunku od Narwy do Püssi. Ten trójkąt w jakimś sensie wyprostowałby pewne granice – na północy granica Finlandii i Rosji. I to jest teren, co do którego od wielu lat Rosjanie uzurpują sobie jakieś tam prawa, a jednocześnie uważają, że dla Estonii nie ma to wielkiego znaczenia, w związku z czym na dobrą sprawę mogliby oddać ten kawałek swojego kraju. I być może, że właśnie ta inwazja mogłaby wydarzyć się w tamtym rejonie o ten kawałek ziemi estońskiej.
Na dobrą sprawę teren Estonii jest słabo broniony, słabe wyposażenie, uwikłanie Stanów Zjednoczonych oraz innych krajów na Bliskim Wschodzie oraz w rejonie wojny rosyjsko-ukraińskiej mogłoby spowodować otwarcie okna inwazyjnego na dowolny odcinek, na dowolny skrawek ziemi, ale nie po to, żeby zająć konkretne państwo, ale żeby sprawdzić NATO, czy będzie w ogóle odpowiadało, czy będzie reagowało i czy będzie zdolne do wysłania w ramach art. 5, co prawdopodobnie będzie trudne do określenia, ponieważ Rosja zbuduje takie warunki, w których ciężko będzie zinterpretować art. 5 jako bezpośrednie zagrożenie dla NATO.
To jest moje typowanie. Polska nie jest tu zagrożona. Cóż, musimy jak najszybciej rozwijać, na wczoraj, nasze siły zbrojne, nasze struktury, i przede wszystkim sam fakt zmobilizowania wreszcie naszego społeczeństwa poprzez obronę powszechną do działań w bardzo trudnych warunkach, w czasie, kiedy nie będzie prądu, nie będzie światła, nie będzie systemów ogrzewania i nie będzie działał Internet, ludzie będą mieli w domach zimno, nie będzie dostarczany towar, do tych warunków należy przygotować społeczeństwo polskie. Jeśli ten scenariusz nigdy nie wydarzy się, na zasadzie powiedzmy cyberataków, to społeczeństwo musi przećwiczyć, musi przetrenować sprawność działania, zachowanie, przetrwanie w tych trudnych warunkach, ponieważ dzisiaj tkwimy w systemie komfortu, w strefie komfortu, i nic nie wskazuje na to, że nasze społeczeństwo wierzy w to, że Polskę mógłby dotknąć scenariusz Ukrainy. Może nie w takim wymiarze, ale w wymiarze wojny hybrydowej, której już jesteśmy poddani, ale w jeszcze bardziej ostrym, być może nawet kinetycznym scenariuszu. W mniejszym zakresie, ale jednak trzeba być przygotowanym.
Przede wszystkim koordynacja wszystkich sił i środków jeśli chodzi o administrację, o zarządzanie kryzysowe i decydowanie – jak to się mówi – przez jednego wodza i przez odpowiednią osobę, przez naczelnego dowódcę, który jest stanowiskowo wyznaczony do podejmowania decyzji obronnych i do podejmowania decyzji, w których będą padały zadania. Będą zapadały konkretne decyzje, które będą dotyczyły całości wszelkich służb mundurowych, ale również od starszych dorosłych, młodzieży, dzieci – wszyscy będą musieli brać udział w tym procederze, bo to będzie proceder, który rzeczywiście będzie miał za zadanie po pierwsze obronić teren naszej Ojczyzny, a po drugie – przetrwać i zachować najcenniejszą substancję, czyli społeczeństwo, przed zagładą lub krytycznymi zdarzeniami, gdzie mogłoby zginąć wielu naszych obywateli.
Si vis pacem para bellum
Będę tu bardzo brutalna, ale mam wrażenie, że ani politycy, ani większość wojskowych w zasadzie nie wierzy w tę możliwość rosyjskiej inwazji na terytorium Polski...
Niestety właśnie to, co teraz pani powiedziała, to prawda – nikt nie wierzy w taką inwazję. Ja też w to nie wierzę. I gdyby takowa się miała zdarzyć, to wszyscy będziemy w szoku.
Jest taka łacińska zasada: jeśli chcesz mieć pokój, gotuj się do wojny. A tak naprawdę Wojsko Polskie nie jest w stanie przyjąć ochotników w czasie wojny, już nie mówiąc o ich wyszkoleniu, nie ma broni, ani mundurów. Cały czas była mowa o tym, że ta armia ma być armią zawodową i pytanie, czy ta armia zawodowa jest w stanie obronić państwo polskie?
Może będzie pani trochę zaskoczona, ale te siły i środki, które w tej chwili są dedykowane do obrony granicy w przypadku napaści na Polskę, one są zdolne wytrzymać – oceniam – że do 72 godzin.
To nie jest dużo.
To jest bardzo mało. Dlaczego te 72 godziny? Bo to jest taki krytyczny moment, w którym rozwija się sytuacja. Musimy wręcz liczyć na to, że przyjdą nam z pomocą, i tym swoim wojskom, które już stacjonują tutaj, na terenie, czyli Stany Zjednoczone. Że przyjdą ze wsparciem. Tylko na to możemy liczyć. Na walkę w dłuższej perspektywie raczej będzie bardzo ciężko.
Jest to tym bardziej skomplikowane, że po pierwsze art. 5. Traktatu Waszyngtońskiego jest sformułowany w ten sposób, że to państwa sojusznicze decydują, jaka pomoc dla napadniętego państwa będzie adekwatną pomocą, a po drugie mamy ten nieszczęsny art. 3., który mówi o tym, że państwa członkowskie przyjdą z pomocą państwom, które są zdolne do obrony własnej.
Obawiam się najbardziej tego, że oto ugrzęźniemy w labiryncie uzgodnień i dogadywania, co robić, ponieważ kraj został napadnięty i kto i w jaki sposób przyjdzie nam z pomocą, i to może potrwać o wiele dłużej niż dzisiaj rozmowy toczą się na szczeblach przyjacielskich, nawet w samym NATO.
Rosja ma pełną świadomość, że nie było takiego sprawdzenia w NATO, w związku z czym oni też zakładają, że biurokracja tej administracyjnej części NATO ugrzęźnie na wiele dni, na wiele tygodni. Obawiam się niestety takiego scenariusza.
Jeżeli dzisiaj widzę, jak Niemcy puszczają oko do Rosji, jak zwiększa się ilość gazu przesyłanego z Rosji do Unii Europejskiej – z 8 mld m3 do 14,6 mld m3, jak w dniu wczorajszym podały media niemieckie, za co Niemcy płacą Rosji, a Rosja prowadzi z tych pieniędzy zbrojenia i ma stabilizację gospodarki, to ja nie wierzę w to, że oto Niemcy i Francuzi i jeszcze inni przyjdą nam z pomocą, bo będą się bali, że popsują im się własne relacje i zamknie się kurek gazowy, a w związku z tym będą mieli własne problemy. I tu należy popatrzeć na to w ten sposób od strony ekonomiczno-biznesowej, a nie układów na gębę. Przepraszam, niestety dla mnie te układy, które są, to są układy na śmiesznym papierze – one tak na dobrą sprawę są tylko na gębę. I widzę powtórkę z rozrywki, czyli 1939 rok – mieli przyjść, nie przyszli, mieli walczyć, nie walczyli. Dopiero wszystko rozgrywało się miesiące, lata, post factum, kiedy sami doznali uszczerbku i kraje zostały zajęte przez Niemców.
Jedynym w tej chwili sojusznikiem, który jeszcze nigdy nie pokazał nam pleców to są Stany Zjednoczone i stąd jest mój gorący apel o to, aby jak najwięcej wojsk, jak najwięcej sił i środków jednak było w Polsce amerykańskich, bo na nasze europejskie nie liczę.
Na kogo możemy liczyć?
Jest jeszcze jeden sojusznik, który nie pokazał nam nigdy pleców, a mianowicie Węgry.
Węgry i Turcja. To są fantastyczne państwa, a szczególnie ludzie, bo czasami władza się zmieniała, ale jeżeli chodzi o ludzi zarówno w Turcji, jak i na Węgrzech, również i w Stanach mam wielu znajomych i przyjaciół, to rozmawiamy na zupełnie innym poziomie. Oni również głęboko wierzą w to, że Polska może stać się ofiarą totalitarnych reżimów, w tym wypadku Rosji, w związku z czym mają wielkie parcie i chęć pomocy Polsce. Mamy tutaj trzy państwa, na które moglibyśmy liczyć.
Szef belgijskigo MON: „Sami podłożyliśmy bombę pod sojusz NATO”
Chiny wykonały egzekucję na obywatelu Francji skazanym za handel narkotykami
Kontrole na granicach z Niemcami i Litwą przedłużone do 1 października
Izrael szykuje kolejny atak. "Czeka na zgodę USA"

Niemcy szturmują polskie stacje przy granicy. Taniej nawet 2 zł na litrze









