Donald Tusk zadaje niewłaściwe pytanie

- Donald Tusk w wywiadzie dla „Financial Times” zakwestionował lojalność USA wobec NATO, co autor artykułu uznaje za błędne i odwracające właściwą perspektywę debaty.
- Tekst argumentuje, że to Europa przez lata nie wywiązywała się ze zobowiązań sojuszniczych (m.in. wydatków na obronność), korzystając z ochrony zapewnianej przez Stany Zjednoczone.
- Autor tekstu ostrzega, że słowa Tuska mogą mieć swoje konsekwencje.
Jazda na gapę
Dlaczego to pytanie byłyby logiczne, a to, które zadał Tusk, jest błędne?
Z prostej przyczyny: Stany broniły Europy Zachodniej przed komunistyczną Rosją przez cały okres po II wojnie światowej, wydając na tę obronę i na militarną obecność na starym kontynencie kilkanaście bilionów dolarów. A w tym samym czasie państwa europejskie zaciekle oszczędzały na wydatkach militarnych, choć ich gospodarka była porównywalna z potencjałem USA. Nawet w ostatniej dekadzie większość państw europejskich nie była lojalna wobec USA i wymigiwała się bezczelnie od wydawania na obronę takiej części PKB (2%), do jakiej się sama zobowiązała w 2014 roku. Wielu Europejczyków jechało w NATO "na gapę".
Nawet jeżeli teraz wydają więcej lub obiecują, że będą więcej wydawać (5%), to tylko dlatego, że Trump razem z Putinem ich do tego zmusili. Putin agresją na Ukrainę, a Trump groźbami, że nie będzie bronił tych, którzy chcą, żeby Amerykanie za nich ginęli, ale pieniędzy na uzbrojenie żałują.
I kto tu jest nielojalny?
Ostatnio, już za prezydentury Trumpa, USA odebrały kolejną mocną lekcję europejskiej nielojalności. Najpierw, Europa tupała nogami ze złości, zarzekając się, że nie odda Grenlandii - gigantycznej bryły lodu, która jest potrzebna Danii jak umarłemu kadzidło. Mimo że w amerykańskich rękach byłaby przecież strategiczną twierdzą broniącą Arktykę w imię interesów całego Zachodu. To był żałosny spektakl.
Jednak to nie koniec nielojalności. Wkrótce po tym, gdy Trump zaatakował Iran, nie spotkał się z poparciem ze strony europejskich członków NATO i państw neutralnych. Ogólne nastawienie było i jest nadal negatywne. Odmawiano korzystania z baz i blokowano trasy przelotowe (Hiszpania, Włochy, Francja, Portugalia, Austria, Szwajcaria). Argumentem było twierdzenie - słuszne skądinąd - że artykuł nr 5 Traktatu Północnoatlantyckiego nie obowiązuje, gdy członek NATO atakuje, a jedynie, gdy jest atakowany. Tylko że to jest zasłanianie się tym, co literalnie w dokumencie, gdy sytuacja wymaga bezwzględnie, aby myśleć szerzej. Europejscy politycy najwyraźniej zapomnieli, że lojalność wobec najważniejszego partnera - i ich jedynego rzeczywistego obrońcy - powinna wykraczać poza sztywne reguły traktatowe. USA już trzy razy w XX wieku ocaliły Europę przed jej własnymi potworami - militaryzmem cesarskich Niemiec, nazizmem Hitlera, i sowieckim komunizmem. Europejczycy nie pamiętają, że amerykańscy żołnierze lądowali w Normandii i ginęli za wolność Francji i całej Europy nie wczytując się w żadne traktaty, bo ich po prostu wtedy nie było.
Europejska wrogość wobec Trumpa - wśród polityków i w mediach - jest tak duża i destrukcyjna, że mnoży w tych środowiskach głupców, którzy nie dostrzegają, jakim zagrożeniem byłby teokratyczny reżim irański z bronią nuklearną. I jaką hekatombę mógłby spowodować nie tylko w Izraelu, ale także w krajach arabskich. Wymyślili sobie fałszywą wymówkę, że ta wojna jest wyłącznie w interesie Izraela. W związku z tym, skoro to o Izrael chodzi, umywają ręce. Dlatego Tusk powinien pytać o lojalność europejską, a nie amerykańską. Bo to ona zawodzi.
Tusk jest politykiem skompromitowanym
Ponadto, istnieje jeszcze dodatkowy - personalny - problem z pytaniem postawionym przez Tuska. Zadawanie takiego prowokacyjnego, defetystycznego pytania, jest błędem szczególnie ze strony polskiego premiera. Przecież ten polityk jest dla władz amerykańskich napiętnowany nieodpowiedzialnymi wyskokami z przeszłości. Można nawet powiedzieć: to polityk skompromitowany.
Mam na myśli pamiętne, publiczne twierdzenie przez Tuska, że Donald Trump jest rosyjskim agentem. Jeżeli Tusk twierdził, że Trump działa dla Rosji, po czym nigdy tego nie odwołał, to dlaczego teraz pyta o lojalność USA, którymi ten "agent" rządzi? Przecież to absurd i chucpa. Dlaczego "rosyjski agent" miałby bronić kogokolwiek przed Rosją?
Tusk jest więc ostatnim z europejskich polityków, który powinien zadawać pytania na temat roli i znaczenia USA, dopóki prezydentem jest Donald Trump. Słowa mają konsekwencje. Często bardzo kłopotliwe. Nawet - jak w tym przypadku - całkowicie dyskwalifikujące.
Komentarze
Nowe informacje ws. strzelaniny w USA. Sprawca wskazał cel działania

Strzały w Waszyngtonie. Trump ewakuowany z kolacji

Czarzasty Superstar

Głośny wywiad Tuska. Ekspert: Czyżby chodziło o to, aby nie było wyborów w 2027 r.?

Rezygnacja Sławomira Cenckiewicza to niebezpieczny precedens
