Szukaj
Konto

Edukacja seksualna w ramach edukacji zdrowotnej jednak obowiązkowa?

12.04.2026 06:26
Edukacja seksualna w ramach edukacji zdrowotnej jednak obowiązkowa?
Komentarzy: 0
Polska, przyjmując agendę zrównoważonego rozwoju, zobowiązała się do wprowadzenia aborcji na życzenie i deprawacji dzieci poprzez permisywną edukację seksualną. To oznacza, że minister Barbara Nowacka delikatnie mówiąc mija się z prawdą twierdząc, że permisywna edukacja seksualna będzie nieobowiązkowa. Polska bowiem zobowiązała się do tego dokumentami międzynarodowymi i dokładnie ich zapisy realizuje obecny rząd.
Co musisz wiedzieć:
  • Polska, przyjmując agendę zrównoważonego rozwoju, zobowiązała się do wprowadzenia aborcji na życzenie i deprawacji dzieci poprzez permisywną edukację seksualną.
  • To oznacza, że minister Barbara Nowacka delikatnie mówiąc mija się z prawdą twierdząc, że permisywna edukacja seksualna będzie nieobowiązkowa.
  • Polska bowiem zobowiązała się do tego dokumentami międzynarodowymi i dokładnie ich zapisy realizuje obecny rząd.

Prawa seksualne

 

Prawa seksualne stanowią integralną część praw człowieka i opierają się na zasadach wolności, godności i równości wszystkich osób. Ponieważ zdrowie jest podstawowym prawem człowieka, obejmuje ono również prawo do zdrowia seksualnego, rozumianego jako możliwość doświadczania seksualności w sposób bezpieczny, świadomy i wolny od przemocy oraz dyskryminacji

 

- czytamy w podręczniku dla nauczycieli.

 

Problem w tym, że tzw. prawo do zdrowia seksualnego – zgodnie z obowiązującymi standardami WHO i UE - nie ma nic wspólnego z deklarowaną zasadą wolności, godności i równości wszystkich osób, ponieważ zawiera w sobie aborcję będącą de facto brutalnym pozbawieniem życia dziecka poczętego przy totalnym zdeptaniu wymienionych w podręczniku wartości. Zawiera również antykoncepcję – tę niewielką pigułkę, która doprowadziła do uprzedmiotowienia tak wielu kobiet, które od czasu jej wynalezienia przestały być postrzegane przez wielu mężczyzn jako potencjalne towarzyszki życia i matki, a stały się obiektem pożądania i wykorzystania seksualnego, czy to za ich zgodą, czy bez.

 

Podręcznik zakłada, że nauczyciele będą wpajać młodym ludziom właśnie ową aborcję i antykoncepcję, ponieważ mają za zadanie „udzielić rzetelnej informacji” na ten temat i w tym temacie „edukować”. Na nauczycielu będzie zatem spoczywał obowiązek wskazywania, jak i gdzie dziecko może skorzystać z usług aborcyjnych, i jak zdobyć różnego rodzaju środki antykoncepcyjne.

 

Antykoncepcja

 

Idealna metoda antykoncepcji powinna spełniać następujące warunki:

• być pewna i niezawodna,

• być nieszkodliwa i wolna od działań niepożądanych,

• być korzystna cenowo,

• umożliwić szybki powrót płodności po zaprzestaniu jej stosowania,

• być w pełni odwracalna w przypadku pojawienia się potrzeby posiadania

dziecka,

• być łatwa w stosowaniu,

• nie wpływać na doznania seksualne,

• być możliwa do zastosowania niezależnie od wieku (czyli małe dziewczynki też mają po nią sięgać? - red.) i światopoglądu

 

- stwierdzają autorzy podręcznika.

 

Nie dodają jednak, że idealna antykoncepcja zwyczajnie nie istnieje. Po pierwsze, nie ma niezawodnych metod antykoncepcji za wyjątkiem zachowania wstrzemięźliwości seksualnej, ale o tym w podręczniku nie ma ani słowa. Nie zawsze umożliwia ona również szybki powrót do płodności po zaprzestaniu jej stosowania, czy jest w pełni odwracalna. Czasami niestety – o czym promotorzy sztucznej regulacji urodzeń nie wspominają – powoduje ona chemiczną sterylizację kobiety. Nie jest też możliwa do zastosowania niezależnie od wieku czy światopoglądu, ponieważ wiara katolicka wyklucza antykoncepcję, a promuje wstrzemięźliwość seksualną.

 

Co więcej podręcznik nazywa „antykoncepcją” tabletkę „dzień po”, która jest de facto tabletką aborcyjną w sytuacji, gdy doszłoby do zapłodnienia.

 

Podręcznik promuje fałszywą narrację, że zdrowie reprodukcyjne – w tym automatycznie aborcja i antykoncepcja – należą do praw człowieka.

 

Prób wprowadzenia aborcji na listę praw człowieka było w ostatnich latach podejmowanych bardzo wiele. Mimo, iż żadna z nich nie zakończyła się powodzeniem, top Komitety i eksperci ONZ, w tym Komitet CEDAW, uznają dostęp do bezpiecznej aborcji za prawo człowieka, wynikające z prawa do zdrowia, prywatności i równości, rekomendując państwom członkowskim jej dekryminalizację i legalizację. Stanowisko to jest oparte na interpretacji traktatów międzynarodowych „jak lewica je rozumie”.

 

Warto przypomnieć, że Instytut Ordo Iuris, zaangażowany w obronę rzeczywistych praw człowieka, przedstawił opinię w ramach konsultacji do raportu niezależnego eksperta ONZ ds. praw człowieka i solidarności międzynarodowej. W dokumencie kompleksowo odnieśli się do zagadnienia solidarności międzynarodowej w kontekście praw kobiet, wskazując na konieczność oparcia tej koncepcji na obowiązujących normach prawa konstytucyjnego i międzynarodowego, a nie na postulatach ideologicznych. Eksperci podkreślili, że próby przedstawiania tzw. praw reprodukcyjnych i seksualnych jako elementu prawa międzynarodowego są bezpodstawne. W opinii wskazano, że aborcja narusza podstawowe prawa człowieka, w szczególności prawo do życia, oraz może stanowić formę dyskryminacji. Instytut przypomniał także, że Europejski Trybunał Praw Człowieka nie uznał aborcji za prawo chronione Konwencją, pozostawiając państwom swobodę regulacyjną w tym zakresie.

 

Masturbacja

 

U części młodych ludzi jednym z normatywnych sposobów poznawania reakcji własnego ciała i regulowania napięcia może być masturbacja, której znaczenie rozwojowe zależy od kontekstu, prywatności i postaw środowiskowych

 

- stwierdzają autorzy podręcznika.

 

Promocja masturbacji wśród uczniów musi mieć negatywne skutki, ponieważ po pierwsze przedwcześnie rozbudza popęd seksualny. Po drugie – przed czym ostrzega wielu psychologów – może pojawić się problem uzależnienia od masturbacji, jako sposobu radzenia sobie ze stresem, czy rozładowania emocji.

 

Dokładnie tak samo rozbudzać popęd seksualny u młodzieży może omawianie różnych modeli satysfakcji seksualnej.

 

Tożsamość płciowa

 

Tożsamość płciowa odnosi się do wewnętrznego, subiektywnego poczucia przynależności do określonej płci, takiej jak kobieca, męska lub niebinarna, i nie musi być zgodna z płcią przypisaną przy urodzeniu ani z biologicznymi cechami płciowymi. Proces jej kształtowania ma charakter wieloetapowy i złożony oraz przebiega pod wpływem czynników biologicznych, psychologicznych, społecznych i kulturowych

 

- stwierdzają autorzy podręcznika.

 

Osoby, których tożsamość płciowa nie jest zgodna z płcią przypisaną przy urodzeniu, określane są zbiorczym terminem osób transpłciowych

 

- stwierdzają i zaraz potem wyjaśniają:

 

Transpłciowa kobieta to osoba o tożsamości żeńskiej, której przy urodzeniu przypisano płeć męską, natomiast transpłciowy mężczyzna to osoba o tożsamości męskiej, której przy urodzeniu przypisano płeć żeńską.

 

Zaburzenia tożsamości płciowej, niegdyś kwalifikujące się jako zaburzenie psychiczne i poddawane terapii, obecnie jest traktowane jako „tożsamość płciowa”. Takie są zresztą zalecenia zideologizowanej Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która w klasyfikacji ICD-11 (obowiązującej od 2022 r.) wykreśliła transseksualizm z listy zaburzeń psychicznych.

Oznacza to, iż cierpiącym na różnego rodzaju dysforie płciowe młodym ludziom zamiast terapeuty, który odpowiednio dobraną terapią poprawiłby ich komfort życia, szkoła ma zapewnić nie psychologiczne wsparcie, ale tranzycję, o której mowa jest w dalszej części podręcznika.

 

Warto dodać, że dzieci po tranzycji – takie były doświadczenia krajów Zachodu – często popełniały samobójstwa. Jak napisał prestiżowy magazyn medyczny „The Lancet Diabetes & Endocrinology”, osoby transpłciowe – jak wykazała retrospektywna analiza danych zebranych od ponad 4,5 tys. mieszkańców Holandii, przeprowadzona w latach 1972–2018 - mają dwukrotnie większe ryzyko zgonu (z przyczyn naturalnych i nienaturalnych) w porównaniu z cismężczyznami i cis kobietami, czyli osobami, których tożsamość płciowa jest zgodna z płcią przypisaną przy urodzeniu na podstawie budowy ciała. Naukowcy wyliczyli w nim, że ryzyko samobójstwa u „transpłciowych kobiet” jest prawie 7 razy wyższe niż u biologicznych kobiet.

 

Warto podkreślić, że transpłciowość nie jest zaburzeniem psychicznym. W klasyfikacji ICD-11 (2019) termin „transseksualizm” został zastąpiony pojęciem inkongruencji płciowej i przeniesiony do rozdziału dotyczącego zdrowia seksualnego, co odzwierciedla współczesne podejście uznające różnorodność tożsamości płciowych za naturalny element ludzkiego funkcjonowania, a nie patologię

- stwierdzają autorzy podręcznika.

Tranzycja płciowa

 

Tranzycja płciowa jest wieloaspektowym procesem, którego celem jest umożliwienie osobie transpłciowej funkcjonowania w sposób zgodny z jej tożsamością płciową w codziennym życiu. Może ona obejmować różne obszary funkcjonowania i mieć charakter społeczny, prawny, psychologiczny i medyczny,przy czym zakres i kolejność tych działań są indywidualne i zależą od potrzeb, sytuacji życiowej oraz decyzji danej osoby

 

- czytamy w podręczniku.

 

Autorzy doprecyzowują, że „tranzycja społeczna może obejmować zmianę imienia, zaimków, wyglądu, ekspresji płciowej oraz sposobu funkcjonowania w relacjach i przestrzeni publicznej”.

 

Tranzycja prawna dotyczy zmiany danych osobowych w dokumentach, natomiast tranzycja medyczna – jeśli osoba jej pragnie – może obejmować wsparcie hormonalne i (lub) zabiegi chirurgiczne. Istotnym elementem procesu tranzycji może być także wsparcie psychologiczne, które pomaga w radzeniu sobie ze stresem mniejszościowym, relacjami społecznymi oraz wyzwaniami adaptacyjnymi

 

- wyjaśniają.

 

 

Warto w tym momencie zwrócić uwagę, że dzieci najczęściej mają bardzo rozwiniętą wyobraźnię i potrafią się utożsamić z przyjmowanymi treściami. Takie „nauczanie” może mieć taki skutek, że będzie pchało nieświadome konsekwencji podejmowanych decyzji dzieci do tranzycji, później zaś do gorzkich refleksji w życiu dorosłym, które mogą w skrajnych przypadkach zakończyć się samobójstwem.

 

Homoseksualizm

 

Pojęcie normy seksualnej ma charakter zmienny kulturowo i historycznie, a wiele form ekspresji seksualnej, które w przeszłości uznawano za nienormatywne, jest obecnie traktowanych jako mieszczące się w granicach normy psychologicznej i społecznej. Przykładem jest homoseksualność, która przez wiele lat była klasyfikowana jako zaburzenie, a obecnie – zgodnie z aktualnym stanem wiedzy – uznawana jest za naturalną odmianę ludzkiej seksualności

 

- informuje podręcznik.

 

Nie informuje jednak, w jaki sposób homoseksualizm zniknął z listy chorób psychicznych, a zaczęło się to wszystko w 1974 roku w Stanach Zjednoczonych. Wówczas to Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne drogą demokratycznego głosowania przegłosowało zgodną z lewicową ideologią wersję, iż homoseksualizm to nie zaburzenie, ale orientacja seksualna i zdjęło go z listy chorób, które należy leczyć. Stosunkowo szybko ideologiczna machina doprowadziła do sytuacji, w której osoby homoseksualne, które cierpiały z powodu swojego stanu, były pozbawione realnej pomocy medycznej, ponieważ rolą psychologów była afirmacja homoseksualizmu, a nie leczenie przy pomocy terapii. O tym, jak prężna była ta ideologiczna machina przekonał się dr Paul Cameron, który wbrew zaleceniom ideologów udzielał osobom homoseksualnym realnej pomocy.

 

Podręcznik stwierdza za to:

 

Współczesna seksuologia jednoznacznie uznaje, że inne orientacje niż heteroseksualna nie są zaburzeniami ani wyborem, lecz naturalnymi i trwałymi wariantami ludzkiej orientacji seksualnej. Zostały one usunięte z klasyfikacji zaburzeń psychicznych (DSM i ICD), a ich patologizowanie nie znajduje uzasadnienia naukowego.

 

„Stereotypy płciowe”

 

Od najmłodszych lat dzieci uczą się, kim „powinien być” chłopiec, a kim „powinna być” dziewczynka – zarówno poprzez wychowanie domowe, przekazy medialne, jak i system edukacji. Te powtarzalne, uproszczone przekonania dotyczące cech, ról społecznych i zachowań „typowych” dla kobiet i mężczyzn określamy mianem stereotypów płciowych (ang. gender stereotypes)

 

- czytamy w podręczniku dla nauczycieli.

 

Zrozumienie mechanizmów funkcjonowania stereotypów płciowych oraz ich konsekwencji jest niezbędne do prowadzenia skutecznej edukacji zdrowotnej. Wiedza ta pozwala bowiem nie tylko rozpoznawać szkodliwe schematy, ale także przeciwdziałać im poprzez rozwijanie refleksyjności, empatii i krytycznego myślenia

 

- dodają autorzy.

 

Co to oznacza w praktyce? Rozłożenie całego społeczeństwa i sposobu jego funkcjonowania poprzez zastąpienie rodziny, życia w której uczymy się od małego dziecka, jako stereotypu (patrz też: Konwencja Stambulska, postrzegająca rodzinę i role mężczyzny i kobiety w społeczeństwie jako stereotypy, które należy zwalczać), któremu należy przeciwdziałać, ponieważ „jest szkodliwym schematem”. Czy może być coś bardziej destrukcyjnego dla młodego człowieka, któremu to właśnie rodzina zapewnia poczucie bezpieczeństwa i stabilność (nie mam tu na myśli wyjątków w postaci patologii)?

 

Wykorzystywanie seksualne

 

Należy przyznać, że podręcznik dla nauczycieli do edukacji zdrowotnej porusza bardzo ważną kwestię molestowania seksualnego i jego skutków. Edukuje, jak rozpoznać, czy dziecko padło ofiarą pedofila, nie podaje jednak, jak skutecznie udzielić takiemu dziecku pomocy. Są jedynie podane telefony do instytucji pomocowych. Porusza również kwestię chorób, nie tylko tych przenoszonych drogą płciową.

 

Powtarzalny schemat

 

Jeżeli przyjrzymy się międzynarodowym dokumentom implementującym lewicową ideologię do systemów poszczególnych państw, zauważymy pewien schemat, według którego wszystkie one są napisane – czy to ONZ, WHO, czy UE. Otóż nigdy nie jest tak, że trzonem danego dokumentu jest obszar związany z lewicową ideologią, który ma być wdrożony w państwach przynależących do tych organizacji. Zawsze głównym nośnikiem są bardzo poważne problemy, przy okazji odpowiedzi na które realizuje się lewicową agendę.

 

Sztandarowym przykładem może być zrównoważony rozwój, który forsują wszystkie trzy wymienione wyżej przeze mnie instytucje. Jeżeli szczegółowo zapoznamy się z założeniami tej agendy, zauważymy, iż w szerokim spektrum ma ona odpowiadać na problemy, które rzeczywiście istnieją i są mocno dotkliwe, jak handel ludźmi, obrzezanie kobiet, głód, czy powszechny dostęp do opieki zdrowotnej. Pułapka zrównoważonego rozwoju polega jednak na tym, że warunkiem sine qua non wprowadzenia wartościowych zapisów agendy jest przyjęcie mrocznej jej części w postaci tzw. zdrowia reprodukcyjnego czyli m.in. aborcji i antykoncepcji oraz permisywnej edukacji seksualnej, dokładnie takiej samej, jak ta, którą wymusza na polskich szkołach Barbara Nowacka, a która w rzeczy samej stanowi nic innego, jak tylko deprawację młodych ludzi. Wystarczy zauważyć, że w kontekście edukacji seksualnej ani razu nie padło słowo małżeństwo, ani razu też nie była mowa o prokreacji w rodzinie. Zawarty został taki przekaz, jakoby pożycie seksualne było „prawem”, bez zobowiązań, bez konsekwencji, bez poniesienia odpowiedzialności za nowo poczęte życie.

 

„Zaściankowa” Polska

 

Presja na seksualizację dzieci w Polsce istnieje od wielu lat. Wulgarne teledyski czy inne formy rozrywki, gry, reklama, filmy – to wszystko w większości ociera się pornografię. Problemem lewicowej międzynarodówki jest jednak to, że Polacy nadal wierzą w małżeństwo. To, co udało się z powodzeniem zrealizować w Niemczech, w Polsce – mimo wszystko – poniosło sromotną klęskę. Dowodem tego jest ponad 3 mln uczniów, którzy wypisali się z zajęć edukacji zdrowotnej. I co zrobiła Barbara Nowacka – podobnie jak zdecydowana większość polskich polityków związana agendą zrównoważonego rozwoju? Postanowiła, że zajęcia z edukacji zdrowotnej mają być obowiązkowe. Kiedy podniósł się sprzeciw społeczny, zapowiedziała, że przewidziana w ramach tych zajęć edukacja seksualna, obowiązkowa nie będzie. Ale czy rzeczywiście?

 

Spójrzmy na fakty

 

Po pierwsze, w podręczniku dla nauczycieli nie ma adnotacji, że ta część tematyczna dotycząca edukacji seksualnej będzie nieobowiązkowa. Na ogół, jeżeli nauczyciel otrzymuje materiały dydaktyczne – a takim materiałem jest ów podręcznik – to ma wyspecyfikowane, co ma być obowiązkowe, co ponadprogramowe, a co dodatkowe i nieobligatoryjne. W przypadku tego podręcznika takiego wyszczególnienia nie ma.

 

Po drugie, Barbara Nowacka, jako Minister Edukacji Narodowej, w swoich działaniach i wypowiedziach wielokrotnie kładła nacisk na zrównoważony rozwój w kontekście edukacji, co zresztą znalazło swój wyraz w omawianym podręczniku dla nauczycieli do edukacji zdrowotnej.

 

Polska zobowiązała się do implementacji zrównoważonego rozwoju w 2015 roku, po tym, jak na konferencji ONZ w Nowym Jorku zostały doprecyzowane szczegółowe cele tej agendy. To, co jest obecnie realizowane w postaci prób deprawacji dzieci, stanowi pokłosie tego zobowiązania. Mówiąc wprost: Polska, przyjmując agendę zrównoważonego rozwoju, zobowiązała się do wprowadzenia aborcji na życzenie i deprawacji dzieci poprzez permisywną edukację seksualną.

 

Wszystko to oznacza, że minister Barbara Nowacka delikatnie mówiąc mija się z prawdą twierdząc, że permisywna edukacja seksualna będzie nieobowiązkowa. Polska bowiem zobowiązała się do tego dokumentami międzynarodowymi i dokładnie ich zapisy realizuje obecny rząd.

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.04.2026 06:26
Źródło: Tysol.pl