Rosemann: Kebab a sprawa polska

- Wizyta prezydenta Karola Nawrockiego w lokalu z kebabem, będąca spełnieniem wyborczej obietnicy, wywołała szeroką medialną i polityczną dyskusję.
- Krytycy prezydenta uznali jego gest za niegodny głowy państwa, przeciwstawiając "kebabową" prostotę prezydenta wizerunkowi Rafała Trzaskowskiego jako kulturalnego intelektualisty.
- Część komentatorów zaczęła jednak dostrzegać, że tego typu wizerunek - bliższy codzienności "zwykłych Polaków" - może być skuteczniejszy w budowaniu poparcia niż elitarna estetyka warszawskich salonów.
Kebab sprawcą oburzenia
Początkową reakcją przeciwników prezydenta było oburzenie, że my tutaj, w Warszawie, mamy Konkurs Chopinowski, a ten (czyli prezydent) jak ostatni prymityw "żre kebaba" i jeszcze się tym przechwala. Oczywistą ilustracją tego oburzenia było zestawienie fotki "prymitywa" z żarciem w garści z przepiękną fotografią Rafała Trzaskowskiego w pierwszym rzędzie loży pianistycznego konkursu.
Zaraz po tym posypały się deklaracje, jak w ogóle można jeść coś takiego jak kebab (okazało się, że można, a nawet da się go jeść ze smakiem, co pokazały archiwalne wpisy niektórych oburzonych takim kulinarnym gustem). W ogóle było jak w czasach, gdy zdawało się, że Rafał Trzaskowski na swoim języku niczym na drodze szybkiego ruchu wjedzie do Pałacu Prezydenckiego. Moimi ulubionymi były te komentarze, z których wynikało, że Trzaskowski, kiedy nie słucha akurat Chopina, to czyta Kanta, kontemplując Chagalla.
Przebłysk świadomości
I wówczas pojawił się - najpierw jeden - samotny wpis zwolennika Koalicji Obywatelskiej, przypominającego nieśmiało, że na języku, Morinie i "ą, ę" jednak do Pałacu nie udało się wjechać, a ten kebab to jest przemyślany i całkiem dobry kierunek budowania poparcia. No, a po nim następne zwracające uwagę, że prawdziwa Polska jest bardziej w tej "kebebowni" niż w warszawskich filharmoniach.
Powoli do świadomości części osób popierających w ostatnich wyborach prezydenckich kandydata, który ostatecznie przegrał, przebija się prawda o tym, że można zdobywać poparcie wizerunkiem bardziej pasującym do Ciechanowa, budki z hot dogami i stadionu niż Centrum Sztuki Współczesnej.
Nie wiem, czy ten przebłysk świadomości, że poza granicą Miasteczka Wilanów istnieje jeszcze jakaś Polska, wystarczy, by elektorat patrzący na świat i na ludzi z gigantycznej wysokości swojego ego zaakceptował innego kandydata niż taki, który mówi w stu językach, wygląda jak Ryan Gosling i mieści pod jedną pachą dwadzieścia tomów literatury pięknej.
Bez alternatywy
Nie wiem też, czy taki kandydat w ogóle w środowisku popieranym przez ten elektorat istnieje. Przypomnę, że kontrkandydatem Rafała Trzaskowskiego do reprezentowania "środowisk demokratycznych" był mówiący po angielsku najlepiej na świecie "oksfordczyk" z podbydgoskiego dworku, mający podobno kilkadziesiąt par pantofli do fraka i smokingu. Przypomnę też, że to właśnie ten sam "oksfordczyk" dzisiaj uważany jest za idealnego "kandydata" w przyszłym starciu z Karolem Nawrockim. I wcale nie dlatego, że potrafi "strącić z końca członka" czy rzucić podobnym, prymitywnym żarcikiem.
Może okazać się, że przyszła bitwa o Polskę zostanie stoczona w jakimś lokalu z kebabem, i będzie szalenie ciekawym, przynajmniej wizualnie, przejawem naszej kulawej demokracji.
[Sekcje "Co musisz wiedzieć", FAQ, oraz lead i śródtytuły od Redakcji]
Prezydent wyjaśnił dziennikarza TVN. "Pan się ogarnie i słucha"
Prezydent Nawrocki leci na Węgry. Zbigniew Bogucki zabiera głos

Przydacz do Tuska: Usuń twitta, a najlepiej konto
Media: Prezydent Nawrocki przyjedzie do Budapesztu, by poprzeć Orbana



