Braun i jego partia zombie: prorosyjska zbieranina w drodze do Sejmu

- Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna wchodzi w fazę budowy list wyborczych, co w oczach autora ujawnia jej słabość.
- Wśród jej potencjalnych członków dominują osoby o prorosyjskich sympatiach lub politycznej marginalności, co nadaje formacji wyraźnie antyzachodni charakter.
- Autor wyraża przekonanie, że ugrupowanie to nie jest klasyczną prawicą, lecz polityczną „galerią osobliwości” bez realnych sukcesów i spójnej ideologii.
Partia osobliwości
To musiało nastąpić prędzej czy później. Pospolite ruszenie niezadowolonych i sfrustrowanych, aby nie zniknąć, zaczyna się przekształcać w partię polityczną, która ma być w stanie wystawić listy w wyborach do Sejmu. Jedyną twarzą nie może być już pirackie oblicze Grzegorza Brauna, bo on wystartuje tylko w jednym okręgu. Nawet jeśli pobije wszystkich rywali, to ciągle nie wystarczy, by przekroczyć próg wyborczy. Wizerunek Brauna, kontrowersyjny, stanowiący połączenie groteski, kabotynizmu, happeningu i buntu, mógł być dla wielu przyciągający i dać mu dobry wynik w wyborach prezydenckich. Głosowanie do parlamentu to jednak coś całkiem innego. W maju i czerwcu zeszłego roku wybieraliśmy konkretnego człowieka. Za półtora roku listy trzeba będzie zapełnić ludźmi, którzy nie tylko będą mieć gaśnicę w klapie, ale przyciągną wyborców czekających na coś więcej niż tylko polityczny performance.
Dlatego teraz Konfederacja Korony Polskiej stanęła przed największym wyzwaniem w swojej historii. Stworzyć ekipę, która będzie miała przynajmniej kilkanaście osobowości na tyle wyrazistych i wiarygodnych, by obywatele chcieli oddać na nich głos. To już nie będzie zabawa jak w wyborach prezydenckich, gdy krzyżyk przy nazwisku Grzegorza Brauna można było postawić dla beki. Wiadomo było przecież, że do drugiej tury nie przejdzie, więc niebezpieczeństwo postawienia człowieka nieprzewidywalnego na szczycie władzy było żadne. To także nie traktowane przez Polaków po macoszemu wybory do Parlamentu Europejskiego, gdzie niewielka mobilizacja dała Braunowi mandat. Teraz gra jest na poważnie. Prawdziwą politykę robi się w Sejmie, wszyscy to wiedzą, więc o głosy będzie znacznie trudniej.
Plejada upiorów
To są właśnie chwile prawdy dla każdej nowej formacji. Szymon Hołownia, który po dobrym wyniku w wyborach prezydenckich w 2020 roku zgłaszał wielkie ambicje, w 2023 roku wprowadził swoich ludzi do Sejmu tylko dzięki sojuszowi z PSL. Do tego – jak szybko mogliśmy się przekonać – była to ekipa tyleż mierna, co napędzana przez lobbystów. Grzegorz Braun na wsparcie lobby odnawialnych źródeł energii, ekologów czy innych szaleńców klimatycznych liczyć nie może. Musi znaleźć zupełnie inną tożsamość i całkiem już wyraźnie widać, że ma ona zdecydowanie prorosyjski charakter. Oczywistym dowodem na to jest zapowiedź wzięcia na listy Mateusza Piskorskiego. To były polityk Samoobrony, a następnie lider prokremlowskiej partii „Zmiana”. W 2016 roku został zatrzymany przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji i Chin. Jego proces ciągle trwa, a on przebywa na wolności jedynie dzięki wpłaconemu poręczeniu majątkowemu.
O ile Piskorski to postać wyjątkowo odrażająca, to wyciagnięcie z czeluści niebytu Stanisława Tymińskiego jest raczej przejawem desperacji. Tymiński, który wszedł do drugiej tury wyborów prezydenckich w 1990 roku, ku zaskoczeniu środowiska „Gazety Wyborczej” pokonując Tadeusza Mazowieckiego, stał się raczej postacią śmieszną niż poważną. Chodził wówczas wszędzie ze swoją czarną teczką i w otoczce tajemnicy straszył, że ujawni kompromitujące materiały. Nic takiego się nie stało. Nie powiodło mu się także stworzenie Partii X, która w pierwszych latach po upadku komunizmu miała być czymś w rodzaju obecnej Konfederacji Korony Polskiej. Dziś Tymiński przyznaje, że w Rosji widzi przyjaciela.
Już sam fakt, że za męża stanu Tymińskiego uważa Wojciech Olszański, znany bardziej jako „Jaszczur”, świadczy o tym, że mamy do czynienia gabinetem osobliwości. Ten popularny patostreamer, który kiedyś był całkiem obiecującym aktorem występującym nawet w Teatrze Narodowym, wprost nawołuje do sojuszu z Rosją i Białorusią. Nomen omen jego ostatnim wcieleniem aktorskim była postać czerwonoarmisty w filmie „Bitwa Warszawska 1920”.
Na listach najpewniej znajdzie się także Tomasz Sommer, redaktor naczelny i współwłaściciel tygodnika „Najwyższy Czas!”. Sommer znany jest z wyjątkowo antyukraińskich poglądów, choć jeszcze nie tak dawno trudno byłoby mu przypisywać prorosyjskie sympatie. Jest autorem książki o „operacji polskiej”, czyli ludobójstwie, którego NKWD dokonało na Polakach, którzy po I wojnie światowej znaleźli się w granicach ZSRS.
Kolejnym zwolennikiem Rosji jest Sebastian Pitoń, góral, architekt, członek najbliższego kręgu Grzegorza Brauna. On wprost przyznaje, że wybiera „Ruski mir”, bo woli przywództwo Moskwy niż Waszyngtonu.
Coraz głośniej mówi się o tym, że z list Konfederacji Korony Polskiej do Sejmu ma wystartować także Monika Jaruzelska, córka autora stanu wojennego. Grzegorz Braun jest częstym gościem jej kanału na YouTubie i za każdym razem przyciąga setki tysięcy widzów. Widoczna jest między nimi sympatia, ale także zbieżność poglądów.
Polityka zombie
Oczywiście w tej rosyjskiej, politycznej nostalgii można by doszukiwać się dawnej tradycji narodowej. Takiej jeszcze sprzed I wojny światowej. Według niej Polakom zawsze będzie bliżej do Moskwy niż do Zachodu, gdyż wśród Słowian jesteśmy liderem, a Europa traktuje nas jak pariasów. Państwa zachodnie mają stanowić dla nas zagrożenie z powodu większej atrakcyjności kulturowej. Z kolei Rosja nie stwarza żadnego niebezpieczeństwa, gdyż jesteśmy na wyższym poziomie rozwoju. To jednak były miraże roztaczane przed narodem, który nie miał własnego państwa i usiłował je odbudować w oparciu o jednego z zaborców. Historia dowiodła aż nazbyt boleśnie, że imperium rosyjskie, bez znaczenia, jaką akurat wyznaje ideologię, nie zamierza cywilizować się za pomocą polskiej kultury, ale za wszelką cenę próbuje nas raczej pociągnąć w dół.
Drugim powodem, dla którego Wschód ma być dla nas lepszym kierunkiem, jest moralny upadek Zachodu. Zresztą nieco ponad dekadę temu dała się na to nabrać nawet część polskiej hierarchii kościelnej. W Moskwie widziała strażnika tradycyjnych wartości i siłę zdolną powstrzymać rewolucję seksualno-obyczajową spod tęczowej flagi. Tyle tylko, że Rosja jest jednym z najbardziej zniszczonych moralnie i zdegenerowanych krajów świata, gdzie alkoholizm, narkomania, korupcja, przemoc i wszelkie inne patologie są dniem codziennym. Tamtejsza religijność jest fasadowa, a Cerkiew całkowicie podporządkowana totalitarnemu państwu. Homoseksualistów bije się na ulicach, a reżim morduje swoich politycznych przeciwników. Przede wszystkim od czterech lat Rosja prowadzi ludobójczą wojnę na Ukrainie, masowo zabijając cywilów, porywając dzieci i grabiąc wszystko, co się da.
Nie ma więc żadnych rozsądnych przesłanek, by tęsknym wzrokiem patrzeć na Moskwę. Zresztą w polskim społeczeństwie Rosjanie są jedną z najbardziej nielubianych nacji, nie ma też żadnego sentymentu do czasów „braterskiej przyjaźni”. Wręcz przeciwnie – Polacy wspominają te czasy z odrazą.
Jedynym racjonalnym uzasadnieniem jest chęć uzyskania korzyści i wsparcia z zewnątrz. Reprezentowanie obcych interesów. Tego rodzaju formacje pojawiły się w kilku państwach Europy Środkowej, ale nigdzie nie uzyskały znaczącej przewagi. Istotny jest raczej ich wpływ na debatę publiczną niż realne możliwości walki o władzę. To jednak w rzeczywistości oznacza możliwość wywoływania kryzysów politycznych, a przecież to jedna z głównych metod działania Rosji.
To żadna prawica
Jeśli więc przyjrzymy się bliżej Konfederacji Korony Polskiej, to trudno ją w rzeczywistości nazwać prawicą. To raczej galeria osobliwości, które próbuje się na siłę zjednoczyć pod jednym szyldem. Z samego faktu, że Grzegorz Braun wita się „Szczęść Boże” nie wynika jeszcze, że jest przywiązany do polskiej tradycji narodowo-chrześcijańskiej. Bliski mu „Jaszczur” raz wrzeszczy, że „sra na Biblię”, a innym razem Kościół i św. Jana Pawła II wyzywa od zdrajców. Braun nie przerywa, ale słucha z teatralną powagą. Nie widać tam także przywiązania do suwerenności, gdyż nie można jej opierać na sojuszu z Rosją. No, chyba że uznamy Białoruś za państwo niepodległe. Istotne jest także, że formacja ta nie uznaje demokracji za jakąkolwiek wartość, ale raczej za swoistą uciążliwość. To również nie ma nic wspólnego z konserwatyzmem, ponieważ brak demokracji oznacza ograniczanie wolności. To zaś jest zaprzeczeniem idei prawicowych.
Jedyne, co łączy tych wszystkich ludzi, to gen porażki. Nie ma wśród nich zwycięzców. No, może z wyjątkiem samego Grzegorza Brauna, który był całkiem dobrym dokumentalistą i bardzo sprawnie organizuje zbiórki pieniędzy. Żaden z nich nie odniósł nigdy politycznego sukcesu. To raczej polityczne osobliwości niż osobowości.
Zresztą gdy słucha i ogląda to, co i jak mówią członkowie drużyny spod znaku gaśnicy, to właściwie trudno do końca uznać, czy oni to wszystko mówią na poważnie, czy tylko sobie z nas wszystkich jaja robią. Gdyby to były tylko żarty, to w sumie nawet można by się uśmiechnąć. Niestety jest jednak inaczej.
Proces, który miał ruszyć z hukiem, nagle wyhamował. Co dalej ze sprawą Grzegorza Brauna?
Prawica w stanie wojny domowej

Dlaczego program Grzegorza Brauna uderza w prawa pracownicze oraz związki zawodowe

KO wygrywa wybory, ale nie ma z kim rządzić, spadki największych. Zobacz najnowszy sondaż

Koalicja PiS z ugrupowaniem Grzegorza Brauna? Oto co sądzą Polacy [SONDAŻ]






