Szukaj
Konto

Nie usprawiedliwiamy łatwo Amerykanów. Co Kościół mówi o wojnie?

04.04.2026 07:05
Nie usprawiedliwiamy łatwo Amerykanów. Co Kościół mówi o wojnie?
Źródło: mage.space | Autor: Projekt L. P. | Licencja: Tygodnik Solidarność | Wojna, ajatollah, cywile, eksplozja
Komentarzy: 0
Atak Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran – choć spodziewany od dawna – nie stał się z tego powodu wcale bardziej oczywisty pod względem etycznym. Możemy patrzeć na niego z takiej czy innej perspektywy politycznej, sympatyzować z którąś ze stron konfliktu, ale ocena etyczna powinna dawać nam nieco szerszą perspektywę. Powiem nawet nienatarczywie, że jakkolwiek polityka nie jest etyką, to jej cele zawsze pozostają w pewnym związku z powinnościami państw i osób odpowiedzialnych za rządzenie. Zatem zrozumienie, co wojna oznacza dla ludzi i ludzkich wspólnot, nie może być w ocenie wojny pominięte.
Co musisz wiedzieć:
  • W opinii autora atak USA i Izraela na Iran nie jest etycznie oczywisty, bo każda wojna wymaga głębokiego moralnego uzasadnienia uwzględniającego jej skutki dla ludzi.
  • Nauczanie Kościoła katolickiego zasadniczo wyklucza agresję (zwłaszcza prewencyjną) i nakazuje spełnienie surowych warunków jej usprawiedliwienia.
  • Autor zwraca też uwagę, że współczesne konflikty często są usprawiedliwiane pozornymi argumentami, dlatego należy zachować krytycyzm wobec narracji polityków.

Wojna wymaga uzasadnienia

Papież Leon XIV w niedzielę, 1 marca br., w czasie rozważań przed modlitwą “Anioł Pański” odniósł się bezpośrednio do wydarzeń na Bliskim Wschodzie w dość ostrożny sposób. Wojna zaczęła się ledwie kilkanaście godzin wcześniej. W następnych swoich wypowiedziach zaczął już jednak bardziej sugestywnie wywierać presję na zakończenie tego konfliktu. Pytał, czy chrześcijanie, odpowiedzialni za wojny, mają odwagę, aby zrobić poważny rachunek sumienia ze swoich działań, i przestrzegał przed wykorzystywaniem Boga do usprawiedliwiania wojen i przemocy. Inne głosy mówiły jednak coś zgoła przeciwnego, przedstawiając szereg uzasadnień dla amerykańsko-izraelskiego ataku – konieczność obalenia religijnej tyranii, osłabienie nowej „osi zła”, w której Teheran zajmuje ważne miejsce junior partnera Pekinu i Moskwy, czy wreszcie pośrednia pomoc Ukrainie ostrzeliwanej przez irańskie drony.

Co jednak możemy my – zwykli chrześcijanie – myśleć o tym zbrojnym starciu? Czy nauczanie Kościoła wspiera nas we właściwej ocenie tragedii rozgrywającej się w odległym od Polski teatrze politycznym? Szczególnie że dziś coraz trudniej o jakimkolwiek zbrojnym konflikcie mówić, że to „nie nasza wojna”. Każdy konflikt przekłada się choćby na globalne procesy ekonomiczne, które rzutują nie tylko na życie bezpośrednich uczestników zmagań. Dzięki wojnom zwykle bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedni ubożeją.

Dlaczego jednak w ogóle mamy brać pod uwagę społeczne nauczanie Kościoła katolickiego, gdy chcemy zrozumieć coś z etycznego wymiaru toczących się wojen? Myślę, że podstawowe uzasadnienie będzie takie – nauka społeczna Kościoła jest jedną z niewielu spójnych doktryn etycznych o względnie szerokim oddziaływaniu, jedną z niewielu, która nie jest tylko akademicką teorią wąskiej szkoły badaczy oderwanych od działania, jedyną z niewielu, która stara się unikać stronniczej perspektywy wspierającej partykularne interesy. I być może ostatnią, która zbiera w całość elementy długotrwałego europejskiego doświadczenia etycznego. Także tego, które sięga czasów przednowoczesnych, gdy partykularyzm przynajmniej deklaratywnie nie był dominantą myślenia o polityce i etyce.

 

Papież Leon zabiera głos

Wróćmy na chwilę do papieża Leona.

– Z głębokim niepokojem śledzę to, co w tych dramatycznych godzinach dzieje się na Bliskim Wschodzie i w Iranie. Stabilności i pokoju nie buduje się wzajemnymi groźbami ani posługując się bronią, co sieje zniszczenie, ból i śmierć, ale jedynie poprzez rozsądny, autentyczny i odpowiedzialny dialog

– mówił Leon XIV w pierwszą niedzielę marca.

– Wobec groźby tragedii o ogromnych rozmiarach kieruję do zaangażowanych stron gorący apel, aby wzięły na siebie moralną odpowiedzialność za powstrzymanie spirali przemocy, zanim stanie się ona nieodwracalną przepaścią! Niech dyplomacja odzyska swoją rolę i niech będzie promowane dobro ludów, które pragną pokojowego współistnienia opartego na sprawiedliwości. I nadal módlmy się o pokój

– apelował biskup Rzymu.

Z tych słów wynikało, że Stolica Apostolska być może zamierza zachować sytuacyjny dystans wobec stron konfliktu. Nauczanie Kościoła w zakresie ram etycznych wojny zawarte w katechizmie – mam tu na myśli tę niebieską jego edycję redagowaną w latach pontyfikatu Jana Pawła II – jest jednak znacznie mniej dyplomatyczne. Wyraźnie też późniejsze wypowiedzi Leona XIV, choć nie wskazywały palcem na żadną z zaangażowanych stron, były już pod jego silniejszym wpływem. Jeszcze bardziej pod wpływem encykliki papieża Franciszka „Fratelli tutti”.

 

Obrona pokoju

Co na temat wojny znajdujemy w katechizmie? Po pierwsze tytuł rozdziału poświęconego tej kwestii nosi tytuł „Obrona pokoju”, co już wskazuje na intencje autorów, po drugie – przypomina on, że „piąte przykazanie zakazuje dobrowolnego niszczenia życia ludzkiego”, po trzecie mówi, że „każdy obywatel i wszyscy rządzący są zobowiązani do działania na rzecz unikania wojen”, po czwarte sygnalizuje, że „należy ściśle wziąć pod uwagę dokładne warunki usprawiedliwiające uprawnioną obronę z użyciem siły militarnej”. Zatem nawet w sytuacji defensywy przed wojną napastniczą katolicka nauka społeczna zaleca, by wziąć pod uwagę „uzasadnione warunki powodzenia”, a nie prowadzić obronę uporczywą, która kończy się jałowym przelewem krwi.

Teoria wojny sprawiedliwej głoszona przez katechizm w zasadzie nie przewiduje możliwości usprawiedliwienia wojny zaczepnej czy działań mających znamiona agresji. Tego rodzaju uzasadnienia bardziej byli skłonni podawać klasyczni autorzy pogańscy. Jednak w epoce chrześcijańskiej tę skłonność znacznie ograniczono. Rzecz jasna nie mówimy tu o poziomie taktycznym w czasie toczącego się już konfliktu, gdy kontratak czy właśnie działania zaczepne mogą mieć charakter aktywnej obrony, ale o wskazówki – kryteria – dla sumień ludzi podejmujących decyzje na poziomie strategicznym. Inna sprawa, że takie kryterium jak „uzasadnione warunki powodzenia” zawsze powinno być brane pod uwagę niezależnie od fazy konfliktu czy szczebla decyzyjnego.

 

Kto zaczyna wojnę?

Jednak w polityce, co oczywiste, nie wszystko zawsze daje się wymierzyć w sposób ścisły. Praca sumienia – w sensie racjonalnej kalkulacji znaczenia różnych czynników – musi być w takich okolicznościach szczególnie intensywna. Możemy przecież wyobrazić sobie sytuację, gdy jedno państwo podejmuje, choćby na podstawie informacji wywiadowczych, uprzedzający atak, który w doktrynie wojskowej może być uznany za formę skutecznej, uprawnionej obrony; przeniesienie działań na obszar przeciwnika ograniczający straty własne.

Niewątpliwie jednak tego rodzaju taktyczne podejście do sytuacji strategicznej i politycznej, którą jest decyzja o przekroczeniu progu wojny, traktuje jako drugorzędną informację podstawową – kto rzeczywiście zaatakował, czyje czołgi, żołnierze, rakiety, samoloty czy może cyfrowe środki napaści jako pierwsze naruszyły integralność terytorialną drugiego kraju. Nie ma tu prostych odpowiedzi, ale jednocześnie widzimy dobrze, że reguły wojny sprawiedliwej wznoszą sposób myślenia o konflikcie zbrojnym na nieco wyższy poziom uzasadnienia niż ten, jakim byłoby proste stwierdzenie, że każda akcja zbrojna może być usprawiedliwiona obroną interesów grupy rządzącej tym czy innym podmiotem politycznym.

 

„Nie” dla wojen prewencyjnych

Zwrócenie uwagi – w sieciocentrycznym świecie polityki i konfliktów – na problem bezpośredniej odpowiedzialności za eskalację działań zbrojnych, szczególnie w epoce, kiedy to mocarstwa chętnie korzystają z wojen interwencyjnych czy też prewencyjnych, jest jednym z najważniejszych doktrynalnie fragmentów encykliki „Fratelli tutti” (s. 258) papieża Franciszka. Jest to także uzupełnienie, jeśli chodzi o treść katechizmu.

„Tak łatwo wybrać wojnę, posługując się wszelkiego rodzaju wymówkami, pozornie humanitarnymi, obronnymi lub prewencyjnymi, uciekając się także do manipulacji informacją. Faktycznie, w ostatnich dekadach wszystkie wojny były rzekomo «usprawiedliwione»”

– pisał argentyński biskup Rzymu w roku 2020.

Papież Franciszek zauważał, że na naszych oczach niejednokrotnie podejmuje się próby usprawiedliwiania tzw. ataków prewencyjnych oraz różnych form działań zbrojnych, które w rzeczywistości często prowadzą do jeszcze większego zła niż to, któremu miały zapobiec.

Zwracał uwagę, że rozwój broni jądrowej, chemicznej i biologicznej, a także dynamiczny postęp technologiczny, sprawiły, iż wojna zyskała niszczycielską siłę wymykającą się spod kontroli i dotykającą przede wszystkim niewinnych cywilów. Podkreślał również, że ludzkość dysponuje dziś bezprecedensową władzą nad własnym losem, jednak nie ma pewności, czy potrafi korzystać z niej w sposób odpowiedzialny. W konsekwencji twierdził, że nie można już traktować wojny jako realnego rozwiązania problemów, ponieważ związane z nią zagrożenia niemal zawsze przewyższają ewentualne korzyści.

Należy oczywiście dodać, że jako zewnętrzni obserwatorzy możemy nie znać wszystkich czynników, które prowadzą do decyzji o podjęciu konfliktu zbrojnego. Jednak równocześnie nie ma też powodu, by ufać w każde słowo wygłaszane przez polityków, którzy są skłonni, by „maskować fałszywe intencje” i

„stawiać interesy partykularne danego kraju lub grupy ponad światowym dobrem wspólnym” („Fratelli tutti”, s. 257).

 

Doktryna mądrzejsza od papieży

Dla czytelników encykliki, o której pisałem powyżej, było jasne, że jej fragmenty dotyczące konfliktów zbrojnych stanowiły krytykę skierowaną pod adresem państw Zachodu. Jako biskup Rzymu pochodzący z Ameryki Południowej Franciszek od początku wykazywał szczególną rezerwę wobec Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w ich republikańskim wydaniu. Jednak odnowiona katolicka refleksja wojenna nabrała szczególnego i niespodziewanego znaczenia w lutym 2022 roku, kiedy wojska rosyjskie wkroczyły na terytorium Ukrainy. Wówczas rosyjska propaganda uzasadniała agresję koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa swojemu państwu. W tym kontekście szeroko komentowano także słowa papieża o „szczekaniu NATO u drzwi Rosji”, które odebrano jako przejaw zbyt wyrozumiałego stosunku wobec agresywnej polityki Kremla. Nagle wojna prewencyjna przestała być dla biskupa Rzymu problemem.

Pozorna sprzeczność między treścią „Fratelli tutti” a licznymi wypowiedziami i działaniami papieża po roku 2022 nie jest jednak zaskakująca. Polityka Stolicy Apostolskiej w latach 2013–2025 opierała się w dużej mierze na wizji świata jako układu wielobiegunowego, określanego metaforycznie mianem „nowego koncertu mocarstw”. To wizja promowana głównie przez Moskwę i Pekin. Franciszek, instrumentalnie posługując się antywojenną retoryką, by skrytykować Zachód, wpadł w pułapkę. Niezamierzenie bowiem doprecyzował i wzmocnił korektę katolickiej etyki politycznej wprowadzoną przez Jana Pawła II pod wpływem niepodległościowych doświadczeń Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski.

Sprzeciw wobec wojny prewencyjnej w nauczaniu Kościoła wynika nie tylko z troski o życie ludzi, lecz także z rozwijanej od dziesięcioleci zasady prawa narodów do samostanowienia. Kościół odszedł od postrzegania świata jako układu stref wpływów wielkich mocarstw, przyjmując perspektywę, w której każdy naród ma prawo do suwerennego istnienia. Oznacza to, że dopóki dane państwo nie narusza integralności terytorialnej innych narodów, nie może być ono obiektem agresji militarnej. Wybór sojuszy i form współpracy międzynarodowej należy do jego autonomicznych decyzji. Tymczasem za pretekst do wojny Rosjanie uznali bliską współpracę Ukrainy ze Stanami Zjednoczonymi oraz państwami europejskimi, uznając to za naruszenie swojej „strefy wpływów”. Wszystko także w pewien sposób odnosi się do wojny w Iranie.

Autor tekstu: Tomasz Rowiński - historyk idei, publicysta, redaktor naczelny "Christianitas".

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 04.04.2026 07:05
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 13/2026, oprac. Ludwik Pęzioł