Szukaj
Konto

Kto zyskuje, a kto traci na wojnie w Iranie?

Kto zyskuje, a kto traci na wojnie w Iranie?
Źródło: pexels.com | Autor: Lara Jameson | Licencja: Pexels License | Mapa i pinezki
Amerykańsko-izraelska inwazja na Iran z każdym kolejnym tygodniem swojego trwania w coraz większy i trwalszy sposób wpływa na kształt naszego świata. Wielu medialnym opisom umyka wieloaspektowość i ogrom powiązań ujawnianych przez tę wojnę. Pragnąc nie popaść w podobną pułapkę, celowo zawężę przedmiot rozważań tego artykułu. Pozostawiając na boku motywacje i cele wojny, kwestie humanitarne, problematykę prawa międzynarodowego czy przesunięć w relacjach dyplomatycznych i sojuszach, skupię się jedynie na konsekwencjach ekonomicznych dla różnych globalnych aktorów.
Co musisz wiedzieć:
  • Tekst analizuje gospodarcze skutki wojny amerykańsko-izraelskiej z Iranem, wskazując przede wszystkim na globalne konsekwencje blokady cieśniny Ormuz dla cen ropy, gazu, nawozów, leków i transportu.
  • Autor pokazuje, że konflikt najmocniej uderza w państwa Zatoki Perskiej i wiele krajów azjatyckich.
  • Artykuł podkreśla, że prawdziwymi beneficjentami wojny są przede wszystkim koncerny surowcowe i zbrojeniowe, natomiast koszty konfliktu ponoszą zwykli obywatele.

Najważniejszym aspektem wojny z gospodarczej perspektywy jest zablokowanie kontrolowanej przez Iran cieśniny Ormuz. To przez nią przechodzi większość eksportu ropy naftowej z krajów Zatoki Perskiej, takich jak Bahrajn, Katar, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska.

 

Kluczowe miejsce na Ziemi

Łącznie przez cieśninę przepływa jedna piąta światowych dostaw ropy. W wyniku zmniejszenia podaży od początku inwazji cena baryłki ropy wzrosła o połowę. Przełożyło się to na widoczne na stacjach ceny paliw. Od lutego podwoiła się także cena paliwa lotniczego. Zmusza to światowe linie lotnicze do kasowania lotów na najmniej obłożonych odcinkach, podwyższania taryf i wprowadzania dopłat paliwowych.

Ropa to nie tylko paliwo, ale także składnik wielu różnych produktów. Wymagają jej np. substancje czynne do produkcji leków, takich jak leki przeciwbólowe (ibuprofen, paracetamol), antybiotyki (penicylina, tetracyklina) czy substancje psychotropowe (Xanax, Prozac). Nafta pozyskiwana z rafinacji ropy służy także do produkcji etylenu i propylenu w przemyśle petrochemicznym. One z kolei są potrzebne do wytworzenia polimerów: polietylenu i polipropylenu, z których tworzone są opakowania, folie, worki na śmieci czy obudowy sprzętów AGD. Polipropylen to najczęściej stosowany plastik w motoryzacji – z niego tworzy się m.in. zderzaki czy różne elementy wnętrza samochodów. Kraje Zatoki mają zresztą swój rozwinięty przemysł petrochemiczny – odpowiadają za ponad 10% produkcji globalnej. Eksportują też masowo nie tylko surowce do produkcji polimerów, ale odpowiadają za jedną trzecią światowego eksportu samych polimerów.

Poza ropą przez cieśninę Ormuz eksportowane jest także 20% skroplonego gazu ziemnego (LNG), 20% fosforanów, 30% helu i amoniaku, 45% siarki i 50% mocznika. Fosforany, amoniak i mocznik są kluczowe w produkcji nawozów. Ich niedobór będzie skutkował w przyszłości wzrostem cen żywności. Siarka potrzebna jest m.in. do produkcji ogniw do samochodów elektrycznych, a hel do produkcji półprzewodników. Blokada cieśniny Ormuz odbije się zatem na wielu różnych gałęziach gospodarki, a także zwiększy ogólne wskaźniki inflacji na całym świecie.

 

Najbardziej dotknięci

Największymi gospodarczymi ofiarami tej wojny, poza samymi Irańczykami, są państwa Zatoki Perskiej. W wyniku ataków odwetowych Iran zniszczył i niszczy ich infrastrukturę naftową. Francuski minister finansów Roland Lescure szacuje, że do tej pory kraje te straciły w ten sposób ponad 40% swoich zdolności produkcyjnych w tym zakresie, a odbudowa infrastruktury potrwa kilka lat. Iran atakuje też katarskie kompleksy przemysłowe związane z produkcją LNG. Kraje Zatoki na dłuższy czas stracą zapewne także dochody, które czerpały z przyjazdów licznych luksusowych turystów, a także korzyści z tranzytu lotniczego. Ucierpi też zapewne pozycja Dubaju jako centrum finansowego dla Azji Zachodniej, Południowej i Afryki.

Przy wielu dużych projektach infrastrukturalnych w krajach Zatoki Perskiej pracują imigranci. Wysyłają zarobione pieniądze rodzinom w różnych krajach Azji Południowej, Zachodniej i Afryki – to rocznie prawie 90 mld dolarów. Rodziny w Pakistanie, Jordanii czy Egipcie otrzymują równowartość 4% PKB tych krajów.

W największym stopniu od ropy i gazu z Zatoki Perskiej uzależnione są kraje azjatyckie. Praktycznie cały pakistański import LNG pochodził z Kataru, a zatem w marcu Islamabad nie otrzymał go wcale. O jedną piątą spadł także import tego gazu do Indii. Japonia opiera się na ropie z tego obszaru w 90%, Korea Południowa w 70%, a Tajwan w 60%. Ten ostatni kraj jest zresztą kluczowy, ponieważ jego chipy są niezbędne do rozwoju sztucznej inteligencji na świecie.

Zgodnie z oceną amerykańskiego think tanku Centrum Globalnego Rozwoju najbardziej narażone na negatywne skutki wojny w Iranie są kraje azjatyckie, takie jak Pakistan, Bangladesz, Sri Lanka i Jordania oraz afrykańskie, takie jak Angola, Egipt, Etiopia, Ghana i Nigeria.

 

Czy cała Azja traci? Kwestia Chin

Ciekawy jest przypadek największej azjatyckiej gospodarki. Chociaż Chiny połowę ropy naftowej importują z krajów Zatoki (głównie z Arabii Saudyjskiej, jedną ósmą z samego Iranu) to budowały one od lat strategiczne rezerwy na wypadek amerykańskich sankcji, a także właśnie takich wydarzeń jak wojna w Iranie. W ostatnim czasie zmniejszały również zależność od bliskowschodniej ropy, zwiększając import z Ameryki Południowej (głównie z Brazylii, Kolumbii i Wenezueli). Zawsze mogą również skorzystać z surowców rosyjskich.

Chińska gospodarka jest także w większym stopniu zelektryfikowana – energia elektryczna stanowi jedną trzecią konsumpcji energii w kraju, co w coraz większym stopniu uniezależnia Chiny od szoków związanych z cenami surowców. Część statków transportujących je do Chin jest zresztą przepuszczanych przez sam Iran, co wynika z dobrych relacji między oboma państwami.

Kryzysy naftowe lat 70. i 80. ubiegłego wieku miały istotny wpływ na zmianę zwyczajów konsumpcyjnych Amerykanów i Europejczyków. Przerzucili się oni na mniejsze i mniej spalające samochody. Dzisiaj kolejny szok naftowy może trwale skłonić kierowców do większego zainteresowania samochodami elektrycznymi i hybrydami. A na tym skorzystają przede wszystkim firmy chińskie, bo to właśnie Chiny odgrywają dominującą rolę w światowej produkcji tych pojazdów. Są niekwestionowanym liderem pod względem skali produkcji (ponad 70%), sprzedaży oraz kontroli nad łańcuchami dostaw. Problemem może być zmniejszenie dostępu do siarki z Kataru – kwas siarkowy jest niezbędny do odzyskiwania niklu czy kobaltu, potrzebnych do produkcji baterii litowo-jonowych. Arabską siarkę musiałyby zastąpić dostawy z krajów takich jak Kazachstan czy Indie.

 

Unia Europejska

Europa jest mniej narażona na konsekwencje braku dostaw z Zatoki Perskiej niż Azja, ale nie jest zupełnie odporna na rosnące ceny węglowodorów. Nie mamy praktycznie swojej ropy czy gazu (poza niewielkim w stosunku do potrzeb wydobyciem na Morzu Północnym czy we Włoszech), więc importujemy je z zewnątrz. Udział katarskiego gazu spadał w ostatnich latach na rzecz importu z USA, skąd czerpiemy ponad połowę całego LNG. Katarski gaz stanowił jedynie 10% unijnego importu (17% polskiego). Mamy jednak stosunkowo wysokie zapełnienie magazynów gazu.

Energochłonne przemysły są jednak narażone na problemy. Ciekawy jest tu przypadek Niemiec, które właśnie wydobyły się z wcześniejszego uzależnienia od rosyjskiego gazu. Wojenna gorączka rozpoczęta inwazją rosyjską na Ukrainę i zwiększona obecnym konfliktem w Azji Zachodniej jest widoczna w znacznych wzrostach wydatków wojskowych w całej Europie. Ale to właśnie nasi zachodni sąsiedzi liczą, że ich przemysł zbrojeniowy wyciągnie kraj z przemysłowej stagnacji, w której tkwi od dekady. Jednak niemiecki przemysł zbrojeniowy jest dość energochłonny, stąd kosztowe efekty wojny w Iranie mogą częściowo ostudzić ambicje Berlina.

Negatywnie oddziałuje na europejskie społeczeństwa wzrost cen paliw. Różne kraje próbują sobie z nim poradzić na różne sposoby. Francja wypłaca bony energetyczne gospodarstwom o najniższych dochodach, Hiszpania obniża VAT na elektryczność i gaz, Chorwacja wprowadza ograniczenia w tankowaniu. Polski rząd obniżył VAT i akcyzę na paliwa oraz wprowadził urzędowe ceny maksymalne na benzynę i olej napędowy. Wszystkie te rozwiązania to dodatkowe obciążenia dla budżetów, co może skłonić niechętnych do zwiększania deficytu polityków do wprowadzania cięć na ważne społecznie cele.

Z deficytem polimerów wyprzedzająco i pomysłowo próbuje sobie poradzić Francja, której rząd skupił niesprzedane czerwone i różowe wino od francuskich rolników, żeby przetworzyć je na etanol do biopaliw czy bioetylen, z którego można wyprodukować biopolimery. Niepokoić może fakt, że nie wytwarzamy sami substancji czynnych do produkcji leków, a sprowadzamy je z Indii. Czy przy zmniejszonej przez wojnę produkcji starczy ich dla europejskich koncernów farmaceutycznych?

 

Największy beneficjent

Powodów do niepokoju nie ma Władimir Putin. Sytuacja gospodarcza Rosji przed inwazją USA i Izraela na Iran była bardzo trudna. Rosyjski eksport ropy i gazu na początku roku był mniejszy o niemal połowę niż rok wcześniej. W budżet państwa uderzyły jednocześnie: spadek cen, ataki ukraińskie na obiekty infrastruktury naftowej i gazowej, a także międzynarodowe sankcje.

Rosja chroniła się częściowo przed ich efektami dzięki Chinom i Indiom, które wciąż importowały rosyjskie surowce. Od początku obowiązywania zachodnich sankcji Indie zakupiły 38% rosyjskiego eksportu ropy naftowej za łączną kwotę prawie 120 miliardów euro. Jednak latem 2025 roku za pomocą polityki celnej Donald Trump wymusił na Indiach zaprzestanie tych zakupów. Na rosyjskich tankowcach zgromadziło się ok. 150 milionów ton ropy, najczęściej bez konkretnego nabywcy. Jednocześnie wydatki na wojnę z Ukrainą sięgnęły już jednej trzeciej wszystkich wydatków budżetowych.

Po kilku dniach od ataku na Iran Trump udzielił jednak Indiom pozwolenia na zakup rosyjskiej ropy na 30 dni. Te zakupy New Delhi kontynuują do dzisiaj mimo upłynięcia miesięcznego terminu. Średnia cena baryłki ropy Urals skoczyła z ok. 50 dolarów za baryłkę w lutym do ponad 120 w kwietniu i utrzymuje się powyżej 100 dolarów obecnie. Można więc powiedzieć, że wojna w Iranie stanowi dla rosyjskich finansów niezwykle cenną kroplówkę. Oczywiście, by ta zmiana istotnie wpłynęła na poprawę sytuacji gospodarczej Rosji, wzrost cen musi być utrzymany i musi mu towarzyszyć ożywienie w produkcji. Nie ma jednak wątpliwości, że Putin jest niekwestionowanym beneficjentem bliskowschodniego konfliktu.

 

Stany zyskują?

I tu dochodzimy do drugiego kraju (lub trzeciego, jeśli liczymy Chiny), który przez niektórych postrzegany jest jako korzystający na wojnie, czyli jednego z dwóch agresorów. Stany Zjednoczone same produkują ropę i gaz, więc są niezależne od surowców z Zatoki Perskiej. Od 2019 roku wydobywają więcej ropy, niż potrzebują – stały się eksporterem netto. Sytuację poprawia jeszcze fakt, że po usunięciu Nicolasa Maduro amerykańskie spółki podpisały porozumienia na handel wenezuelską ropą, której produkcja w najbliższym czasie będzie się zwiększać i zbliżać do poziomów sprzed amerykańskich sankcji.

Na wojnie już korzystają amerykańskie spółki naftowe, a ich korzyści będą rosnąć. Jeśli ceny ropy się utrzymają, uzyskają one w tym roku ok. 60 miliardów dolarów nadmiarowych zysków.

Jednocześnie jednym z głównych problemów społeczeństwa amerykańskiego jeszcze przed wojną były wysokie koszty życia, za którymi nie nadążał wzrost siły nabywczej Amerykanów. Ten problem wojna w Iranie pogłębia: inflacja z 2,4% w lutym wzrosła do 3,3% w marcu i będzie rosnąć. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że tę sytuację wykorzysta część biznesu i, podobnie jak w latach 2022–2023, pojawi się dodatkowa inflacja napędzana zyskami. Skutkiem wojny jest i będzie dalsze pogłębienie przepaści między najbogatszymi Amerykanami a resztą społeczeństwa.

 

Nie tyle kraje, co klasy

I ten ostatni przykład pokazuje nam najlepiej, że właściwa odpowiedź na pytanie „Czy Amerykanie korzystają gospodarczo na wojnie?” brzmi: „To zależy którzy”. I dotyczy to wszystkich omawianych wyżej krajów i społeczeństw – przemysłowcy związani z produkcją zbrojeniową korzystają, właściciele surowców – także. Społeczeństwa dotknięte wzrostem cen, ograniczeniami możliwości przemieszczania się, doświadczające niedoborów niezbędnych produktów i zagrożone brakiem leków, a także, wynikającym z polityki oszczędności, gorszym dostępem do usług publicznych – tracą.

Wspomniane już kryzysy naftowe lat 70. i 80. XX wieku i wywołana przez nie stagflacja została wykorzystana przez rządzących głównymi państwami Zachodu do zmiany powojennego modelu kapitalizmu. Koszty kryzysów zrzucono na pracowników i wkroczono w nową, trwającą do dziś fazę neoliberalną. Nie możemy pozwolić, by wojna w Iranie również posłużyła do kolejnego radykalnego uderzenia w świat pracy i większość naszych społeczeństw w imię korzyści garstki uprzywilejowanych.

[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 11.05.2026 10:49
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 18/2026, oprac. Ludwik Pęzioł