Flagi Solidarności w śmieciach i grzebanie w dokumentach. G. Babij o skandalu w PG Silesia

- Przewodniczący Solidarności w PG „Silesia” Grzegorz Babij oskarża nowego właściciela kopalni o utrudnianie działalności związkowej
- Związkowcy podejrzewają, że podczas przejęcia lokalu mogło dojść do przeglądania dokumentów i sprawdzania, a nawet zhakowania sprzętu komputerowego należącego do Solidarności.
- Według szacunków Solidarności po proteście i przejęciu kopalni przez Bumech pracę straciło około 120–130 osób.
„Nie jest mi z tym łatwo”
Barbara Michałowska ("Tygodnik Solidarność"): Mija miesiąc, odkąd otrzymał Pan wypowiedzenie z pracy w Przedsiębiorstwie Górniczym „Silesia”. Jest Pan jednak nadal przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”. Nabrał Pan dystansu do tego, co się w ostatnich miesiącach działo wokół Pana i pracowników kopalni?
Grzegorz Babij (Przewodniczący NSZZ „Solidarność” w PG „Silesia”): Trochę z przekąsem mógłbym powiedzieć, że czuję się jak emeryt, ale to oczywiście nieprawda. Tak naprawdę cały czas wykonuję pracę związkową. Mam kontakt z pracownikami, rozmawiamy, działamy. To nie jest tak, że człowiek nagle przestaje funkcjonować.
Równolegle staramy się doprowadzić do tego, żeby sądy i instytucje państwowe przyspieszyły działania w sprawie naszej organizacji związkowej. Bumech do dziś jej nie uznaje. Państwowa Inspekcja Pracy intensywnie pracuje nad tym tematem. Złożyliśmy również do prokuratury zawiadomienie dotyczące utrudniania działalności związkowej. To jednak proces, którego sami nie jesteśmy w stanie przyspieszyć.
Po 38 latach pracy dopiero teraz zaczyna do mnie docierać, co się wydarzyło. Nie ukrywam, że nie jest mi z tym łatwo, ale nie załamuję się. Trzeba patrzeć do przodu, bo życie toczy się dalej.
Niewyobrażalny skandal
– Co obecnie dzieje się z organizacją związkową i lokalem Solidarności, do którego – jak alarmowaliście – straciliście dostęp?
– To, co się wydarzyło, jest po prostu skandaliczne. Byliście z nami, kiedy zawiadamialiśmy policję o tym, że nie możemy wejść do naszego biura, które wcześniej zostało nam udostępnione przez pracodawcę. Od tamtego momentu sprawą zajmuje się policja, były przesłuchania i zeznania.
Tymczasem otrzymaliśmy sygnały, że na przełomie kwietnia i maja pracodawca włamał się do biura i przewiózł w nieznane miejsce część naszej dokumentacji. Z relacji świadków wiemy, że dokumenty przewożono odkrytym samochodem, w skrzyniach, z których wypadały kartki. W środku naszego lokalu związkowego znajdowały się również komputery i sprzęt elektroniczny. Mamy pełne prawo podejrzewać, że urządzenia mogły zostać sprawdzone lub nawet zhakowane.
Dostaliśmy też zdjęcia wykonane przez pracowników przy kopalnianym śmietniku. Widać na nich flagi Solidarności wyrzucone do kontenera. To dla mnie niewyobrażalny skandal.
Widać, że obecny właściciel i główny akcjonariusz Bumechu, pan Sutkowski, nie liczy się ani z ludźmi, ani z organizacją związkową. A przypomnę, że nasza organizacja liczy dziś około 300 członków Związku przy 500 pracownikach kopalni. Uważam, że kiedyś ktoś wyciągnie wobec niego konsekwencje prawne, bo tak nie można traktować związku zawodowego.
– Uważa Pan, że odcięcie Wam dostępu do dokumentów mogło być celowym działaniem?
– Tak to wygląda. Gdyby chodziło wyłącznie o zabezpieczenie dokumentacji, wystarczyłoby do mnie zadzwonić albo skontaktować się z którymkolwiek z członków Komisji Zakładowej. Mogliśmy wszystko normalnie przewieźć.
Naszym zdaniem chodziło jednak o dostęp do materiałów, przejrzenie dokumentów i sprzętu komputerowego. Mieliśmy też sygnały od pracowników, że wieczorami w naszym biurze było zapalone światło. Ktoś mógł tam przeglądać dokumentację.
Co istotne – kiedy od 18 marca Bumech przejął dzierżawę kopalni, nie miałem żadnego problemu z wejściem na teren zakładu. W dniach 30–31 marca przewoziliśmy tam dokumenty i sprzęt. Kilka dni później już nie zostałem tam wpuszczony. Wygląda to tak, jakby czekano, aż wszystko znajdzie się w jednym miejscu.
Nastroje są bardzo złe
– Wielu pracowników PG „Silesia” zostało w ostatnich miesiącach zwolnionych z pracy. Czy członkowie Komisji Zakładowej również?
– Nie wszyscy. Część osób została zwolniona, część przeniesiona. Typowano osoby najbardziej widoczne podczas protestu.
Nie ukrywam też, że swoją rolę odegrały inne związki zawodowe. Z naszych informacji wynika, że przedstawiciele ZZG i „Kadry” przekazywali pracodawcy materiały, które miały postawić nas w złym świetle.
Musieliśmy przeprowadzić wybory uzupełniające do Komisji Zakładowej i Komisji Rewizyjnej, bo część osób została zwolniona, a część sama odeszła, szukając pracy gdzieś indziej. Dziś nastroje wśród pracowników są bardzo złe. Wielu ludzi deklaruje, że gdyby mogli odejść z kopalni, zostawiliby Sutkowskiego samego. Problem w tym, że pracownikom obiecywano wyrównanie zaległych świadczeń po przejęciu kopalni przez Bumech, ale te obietnice nie zostały spełnione.
Pracownicy dostają kolejne wiadomości z zapewnieniami i przeprosinami, ale pieniędzy nadal nie ma. Trudno funkcjonować w sytuacji, kiedy ktoś ciągle obiecuje wypłatę zaległości i jednocześnie oczekuje pełnego zaangażowania.
– Ilu pracowników po grudniowym proteście i w procesie przejęcia dzierżawy przez Bumech straciło pracę?
– Szacujemy, że około 120–130 osób. Oficjalnych danych oczywiście nie mamy. Wcześniej kopalnia zatrudniała około 700 pracowników, dziś zostało ich mniej więcej 500. Jednocześnie udało nam się pomóc wielu osobom. Solidarność stanęła na wysokości zadania i znaleźliśmy pracę dla praktycznie wszystkich pracowników zaangażowanych w protest, którzy zostali zwolnieni.
"Mam jeszcze dużo do zrobienia"
– Także za Panem stanęła Solidarność, inicjując akcję „Murem za Babijem”. Odczuwa Pan to wsparcie?
– Zdecydowanie tak. To wsparcie naprawdę widać, słychać i czuć każdego dnia. I właśnie na tym polega Solidarność.
Chciałbym bardzo podziękować Markowi Boguszowi, Andrzejowi Kołodziejskiemu, Łukaszowi Lewandowskiemu i wszystkim osobom z Regionu Podbeskidzie, które mnie wspierają. Praktycznie nie ma dnia bez telefonu z pytaniem, czy czegoś nie potrzeba, czy wszystko jest w porządku. Za to ogromnie dziękuję.
– Wyobraża Pan sobie jeszcze powrót do pracy w kopalni?
– Czekamy obecnie na decyzję sądu w sprawie mojego zabezpieczenia. Jeśli takie zabezpieczenie zostanie wydane, będę musiał wrócić do pracy. Zresztą mam tam jeszcze dużo do zrobienia. Trudno po prostu zostawić coś, czemu poświęciło się ponad 20 lat działalności związkowej. Nadal chciałbym działać dla ludzi i dla tej kopalni. Wiele spraw wciąż pozostaje niedokończonych.
[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Kongres Pracy 2026 w Gdańsku. Debaty o świecie pracy z perspektywy pracowników

Resort klimatu przeniósł koncesję ze złoża Silesia na Bumech. Solidarność: Ludzie zostali bezczelnie oszukani
Grzegorz Majewski odznaczony medalem „Pro Patria”

Warsztaty i "Szkoła Protestu". Przed nami Forum Młodych NSZZ „Solidarność”

Zarządca PG Silesia straszy zatrzymaniem kopalni i zwolnieniem kilkuset osób. Solidarność: "Rażąca hipokryzja"








