[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Śnieg
![[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Śnieg](https://tysol.pl/storage/files/2026/2/28/2cd55b70-30c4-497d-9363-7e24c6b157a0/16111539078a4889c3da8ce669958e946cca058cbffe316f00cf3af8631aabfd8f02964d6c.jpg?p=article_hero_mobile)
Dziwnym trafem dawno już wszyscy mogli się chwalić zdjęciami ze śniegiem, tylko nie my w Warszawie. Warszawa ma jakiś taki mikroklimat. Nawet wtedy, kiedy zimy bywały jeszcze nieco ostrzejsze, pamiętam, że kiedy wyjeżdżałem z Warszawy na Podlasie, w Warszawie była już wiosna, kiedy dojeżdżałem do Białegostoku padał śnieg, a 36 kilometrów od Białegostoku, w Michałowie, leżały jeszcze śniegowe hałdy i trzaskał mróz. Tak i teraz Warszawa dostaje śnieg ostatnia.
Nie to, żebym za tym śniegiem jakoś specjalnie tęsknił, ma owszem pewne walory estetyczne, ale nabrnąłem się przez śnieg latami na Podlasiu i mi wystarczy. Natomiast dzieciaki tęsknią, dorosłym czasem trudno to sobie wyobrazić, ale spora część naszych dzieci zna śnieg z telewizji i tych paru nielicznych opadów w ostatnich latach.
Nam wydaje się oczywiste to, jak pamiętam z własnego dzieciństwa, że podczas gdy nam zamykano szkoły, bo był mróz -30 stopni i pękały kaloryfery, to w spędzaniu całego dnia na górce, w naszym przypadku "na mleczarni", nie było problemu. Było "za zimno", żeby chodzić do szkoły, ale nie było "za zimno", żeby cały dzień w rozchełstanych kurtkach rozbijać sanki o mur mleczarni albo wyjeżdżać nimi ze sporą prędkością prosto na ulicę. W sumie chyba cudem nikomu nic się nie stało. A i dzieciaki były wtedy en bloc jakieś zdrowsze.
Pamiętam też budowanie na osiedlu ogromnych zamków ze śniegu. Zajmowali się tym raczej starsi; nam pozwalali co najwyżej klepać "bloczki" ze śniegu w drewnianej formie, ale efekty były imponujące. Dwa zamki i wojna gotowa. Impreza na kilka dni.
A kuligi za furą, zresztą co tam za furą i koniem, to był lajcik. Prawdziwym hardkorem były kuligi z ciągiem przywiązanych do traktora sanek. Już sam traktor wzbijał za sobą kołami niezłą burzę śnieżną, a jeszcze kiedy celowo wjeżdżał w zaspy… Nawet jeśli nikt nie spadł z sanek i udało się nie rozwalić sobie ręki o cudzą płozę, to i tak na koniec wszyscy wyglądali jak bałwany, które pogubiły marchewki i wiaderka.
Że nawet o takich "standardach" jak śnieżki czy bałwany nie wspomnę.
Być może, kiedy to będziecie czytali, dzięki "bestii ze wschodu" te moje wywody będą brzmiały raczej żałośnie, a "ściśnięci potwornym mrozem rzędu -15 stopni" wszyscy będziemy marzyć o globalnym ociepleniu. Będziemy przeklinać trzaskającą zimnicę i rzucać gromy na utrudniające komunikację śnieżyce.
Na razie jednak faktem jest, że nie mogę Synkom specjalnie dużo tego śniegu dać. A chciałbym.

Pracownicy Sokołowa SA: Na maksa pracujemy – na maksa zasługujemy

Rozkochał i namówił na kredyt. Co robić gdy padnie się ofiarą oszustwa matrymonialnego?

Grzegorz "GrzechG" Gołębiewski: Partia Donalda Tuska to polityczny beton
Kto chciał śmierci króla popu?



