Do Radomia '76 duchowo przygotowało nas Milenium. Rozmowa z Janem Rejczakiem

- Jan Rejczak uważa, że protest robotników w Radomiu w czerwcu 1976 roku wyrósł nie tylko z kryzysu gospodarczego, lecz także z duchowej siły Polaków ukształtowanej przez obchody Milenium Chrztu Polski.
- Rozmówca podkreśla, że po stłumieniu protestów Kościół oraz środowiska opozycyjne organizowały pomoc dla represjonowanych.
- Rejczak apeluje o pełne rozliczenie komunistycznych zbrodni i godne upamiętnienie bohaterów Czerwca '76.
Agnieszka Żurek (Tygodnik Solidarność): W tym roku obchodzimy okrągłą, 50. rocznicę antykomunistycznego protestu robotników w Radomiu. Był Pan uczestnikiem tamtych wydarzeń.
Jan Rejczak (działacz niepodległościowy i społeczny): Tak, rok 1976 to pamiętna dla mnie data. Byłem wówczas pracownikiem Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu i zaangażowałem się w działalność duszpasterstwa akademickiego. Już wcześniej zresztą brałem udział w wystąpieniach przeciwko władzy, uczestniczyłem w proteście studentów w roku 1968. Występowałem wówczas na wiecu w obronie profesorów wyrzuconych z uczelni za przekonania. Sprawy ojczyzny zawsze były mi bardzo bliskie. Rok 1976 to był już szósty rok od czasu zmiany władzy z „dyktatury ciemniaków” – jak określano rządy Władysława Gomułki – na „postępowego” Edwarda Gierka. Wiązaliśmy z tą „odwilżą” pewne nadzieje, towarzysz Gierek deklarował współpracę z ludźmi pracy i apelował o pomoc.
– Słynne: „– Pomożecie? – Pomożemy!”.
– No właśnie. Jak się jednak okazało w praktyce, zmiany były w dużej mierze pozorne i dotyczyły grupy uprzywilejowanych obywateli. Zwykli ludzie nadal żyli w biedzie i zmagali się z drożyzną. To zresztą właśnie ogromny wzrost cen podstawowych produktów stał się bezpośrednim powodem buntu robotników w czerwcu 1976 roku.
– Podobnie jak w grudniu 1970 roku na Wybrzeżu.
– Tak, i podobnie jak tam, także w Radomiu władza przeliczyła się, nie zakładając, że protesty będą miały tak szerokie wsparcie społeczne. Rządzący błędnie sądzili, że Radom to „czerwone miasto” i że tutejsi mieszkańcy nie wystąpią przeciwko komunie. Trafnie ujął to w swoim przemówieniu prezydent Andrzej Duda. Kiedy w 2016 roku przyjechał do Radomia na uroczystości rocznicowe, powiedział:
„To tutaj komuniści uważali, że ich propaganda działa najlepiej, że jest skuteczna, że ludzie są urobieni, że gdzie jak gdzie, ale w czerwonym, robotniczym Radomiu nikt nie powie niczego złego na władzę ludową. Bardzo się pomylili, bo robotnicy okazali się mądrzy, bo ludzie w Radomiu okazali się znacznie inteligentniejsi, niż się wydawało zgnuśniałej, komunistycznej władzy. Nie pozwolili odebrać sobie godności, obniżyć jakości i poziomu swojego życia z dnia na dzień, podeptać swojej pracy. Powiedzieli: nie będziecie nas wykorzystywali, nie będziecie nas traktowali jak ludzi drugiej kategorii, nie jesteśmy naiwniakami, którym można wszystko wmówić. I stanęli w obronie godności swojej, swoich rodzin, godności, jaką niesie praca. Czego chcieli? Chcieli sprawiedliwości. To dlatego w 1991 roku Jan Paweł II tutaj, w Radomiu, powiedział: «Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni». To właśnie łaknienie sprawiedliwości rozumiane jako walka o godność pracy i życia wyprowadziło radomskich robotników tutaj, na ulicę, pod Komitet Wojewódzki. Co jeszcze rozwścieczyło władzę ludową? Być może właśnie to, że robotnicy, gdy już zdobyli komitet, zerwali z masztu czerwoną flagę i powiesili biało-czerwoną. Pokazali, co tak naprawdę jest dla nich ważne”.
W moim przekonaniu antykomunistyczne wystąpienie w Radomiu w 1976 roku było pośrednio owocem zorganizowanych przez Prymasa Tysiąclecia obchodów Milenium Chrztu Polski w 1966 roku. Podczas peregrynacji Obrazu Jasnogórskiej Pani poczuliśmy wolność i duchową siłę, która nas umocniła do dalszej walki z komunistycznym zniewoleniem.
Kluczowa rola Kościoła
– Czy władza komunistyczna spodziewała się w czerwcu 1976 roku wybuchu zamieszek w Radomiu?
– Chyba tak, ponieważ kiedy zbliżał się protest, zostałem nieoczekiwanie wezwany na ćwiczenia wojskowe, mimo że byłem po ciężkiej operacji i zapaleniu otrzewnej. Próbowałem tłumaczyć, że to niemożliwe, jednak dowiedziałem się, że moje nazwisko znalazło się na jakiejś liście osób, których „ma nie być” w mieście, i że muszę odbyć szkolenie w jednostce wojskowej na Mazurach. Kiedy stawiłem się przed lekarską komisją wojskową w szpitalu w Dęblinie, szczęśliwie trafiłem na życzliwego doktora, który uznał, że mój stan zdrowia nie pozwala na odbycie ćwiczeń w terenie. To od niego też dowiedziałem się, że w Radomiu coś się dzieje.
Wracając pociągiem z Dęblina, widziałem unoszące się dymy pożarów. Już na stacji dowiedziałem się, że w Radomiu jest bunt, są zamieszki, nie jeżdżą autobusy, nie ma komunikacji. Tłumy pieszych na ulicach. Poszedłem pod budynek Urzędu Wojewódzkiego przy ulicy Żeromskiego i przyłączyłem się, jako obserwator, do przemieszczających się w oparach gazu łzawiącego ludzi. Nie złapano mnie wtedy dzięki Bogu, ale po jakimś czasie podjęto próbę wyrzucenia mnie z uczelni za moje zaangażowanie w sprawy duszpasterstwa akademickiego i współpracę z Komitetem Obrony Robotników oraz Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela.
Warto pamiętać, że to właśnie Kościół odegrał wówczas kluczową rolę w docieraniu do rannych i represjonowanych i że to w kościele mogli oni znaleźć bezpieczną przystań. Współcześnie historia bywa fałszowana i próbuje się pamięć o zaangażowaniu katolików w walkę o niepodległość i prawa ludzi pracy wyrugować z przestrzeni publicznej i z narodowej pamięci. Nie możemy na to pozwolić.
Raport z Radomia
– Posiada Pan kopię ciekawego dokumentu obrazującego działania komunistów w czerwcu 1976 roku.
– Tak, to jest obszerny raport sporządzony przez pułkownika Stanisława Biczyskę, komendanta Wyższej Szkoły Oficerskiej w Szczytnie, „z udziału sił WSO w działaniach porządkowych w Radomiu w dniu 25.06.1976”. Nie wiem, czy on jest szerzej znany. Komendant sucho raportuje:
„25 czerwca o godzinie 14.00, po otrzymaniu polecenia użycia sił Szkoły od pułkownika Mozgawy, komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej w Radomiu, zarządzono alarm kompanii 11., 12. i 13., w sumie 190 podchorążych, w tym 13 oficerów, były to kompanie, które zdążyły wylądować. O godz. 15.20 kompanie dotarły pod Komitet Wojewódzki PZPR. W czasie przemarszu spotkaliśmy się z wrogimi okrzykami: «SS-mani, hitlerowcy, bandyci». Na ulicy 1 Maja pododdziały nasze były atakowane od lewej strony, obrzucano je kamieniami i cegłami. Budynek komitetu był zdewastowany i płonął. Pod komitetem były zebrane liczne tłumy ludzi, przeważali młodzi w wieku od lat dwunastu do dwudziestu, wiele osób było w stanie nietrzeźwym. W pobliżu komitetu płonęły samochody, kiosk «Ruchu». Na wysokości środka budynku komitetu na ulicy 1 Maja na wózku elektrycznym leżały rozebrane do pasa i zmasakrowane zwłoki dwóch mężczyzn. Wezwano tłum do zachowania spokoju i ostrzeżono o użyciu środków przymusu. Tłum z miejsca zaatakował grupę funkcjonariuszy, rzucając w nich kamienie z bruku, cegły, pręty żelazne z płotów. Wydano polecenia użycia środków chemicznych oraz pałek. Zarządzono rozpędzenie tłumów... Z tłumu padały między innymi następujące okrzyki: «Pachołki bolszewickie!», «Czego bronicie – tego k***skiego komitetu, niech płonie!», «Strzelajcie do nas!», «Esesmani!», «Bandyci!», «Żądamy chleba!», «Żądamy rozmowy z I sekretarzem!», «Faszyści!», «Bracia Polacy przyłączcie się do nas!». Starcia z agresywnym tłumem miały miejsce przez około 1,5 godziny czasu. Ogółem w czasie działań w dniu 25.06.1976 r. w Radomiu brało udział w przywracaniu porządku 1086 funkcjonariuszy z WSO w Szczytnie”.
Potrzebne upamiętnienie
– Zginęli wówczas Jan Łabęcki i Tadeusz Ząbecki, a kilka dni później w wyniku obrażeń po pobiciu przez milicję zmarł Jan Brożyna. Kolejną śmiertelną ofiarą represji stał się także ks. Roman Kotlarz. Prawie 200 osób zostało rannych, a ponad 600 – aresztowanych. Wiele osób skazano na lata więzienia. W jaki sposób otoczyli ich Państwo opieką?
- Jako członkowie duszpasterstwa docieraliśmy poprzez parafie do pokrzywdzonych ludzi i nieśliśmy im pomoc duchową i materialną. Znałem osobiście ks. Romana Kotlarza. Bardzo przeżywaliśmy to, jak był maltretowany przez komunistów. Spotykaliśmy ludzi, którzy przeszli „ścieżki zdrowia” i byli okrutnie pobici, zrozpaczeni… To było straszne. Niedopuszczalne jest dla mnie to, że ci, którzy za tę masakrę odpowiadają, do dziś nie tylko nie ponieśli żadnej kary, ale często opływali w luksusy, a nawet otrzymywali za swoją „działalność” rekompensaty finansowe, nieporównywalnie wyższe niż symboliczne zazwyczaj zadośćuczynienie wypłacane faktycznym ofiarom, polskim patriotom.
Skandalem jest także sytuacja, jaka wydarzyła się na początku tego roku, kiedy to niektórzy reprezentanci władz naszego miasta bawili się radośnie w klimacie PRL-u na swoistym „balu ZOMO-wców”, inaugurując w ten sposób rzekomo rok obchodów 50. rocznicy masakry robotników. To jest plucie ofiarom w twarz i domagamy się wyciągnięcia wobec tych osób odpowiednich konsekwencji. Ci ludzie nie powinni pełnić żadnych funkcji publicznych. Dlatego też tegoroczna rocznica jest dla nas gorzka. Wiele jest wciąż do zrobienia, na przykład kwestia ukarania osób odpowiedzialnych za próbę otrucia śp. Anny Walentynowicz, co także wydarzyło się u nas, w Radomiu. Byli świadkowie, były zeznania, a jednak sprawa dziwnym trafem rozpłynęła się w powietrzu.
Uważam także, że wciąż zbyt mało wiemy o prawdziwych bohaterach polskiej wolności i wielu z nich wciąż czeka na godne upamiętnienie. Jednym z nich jest na pewno mój nieżyjący już przyjaciel – Krzysztof Prokop, wówczas student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, internowany w stanie wojennym. Dziesięć lat temu, krótko po wspomnianych wcześniej obchodach 40. rocznicy protestu, spotkałem się z kolegą z Lublina – Adamem Cichockim, działaczem opozycji antykomunistycznej, ROPCiO i wojewodą lubelskim na początku lat 90. Dowiedziałem się, że Adam studiował i mieszkał w akademiku właśnie z Prokopem i że Krzysztof przekazał mu wielką tajemnicę skrywaną nawet przed najbliższą rodziną i przyjaciółmi, że to on 25 czerwca 1976 roku wszedł do płonącego budynku Komitetu i na maszcie zawiesił biało-czerwoną flagę, w miejsce zerwanego komunistycznego sztandaru. To był wielki akt odwagi i patriotyzmu. Krzysztof Prokop zasługuje na to, aby w Radomiu mieć swoją ulicę i aby pamiętały o nim kolejne pokolenia Polaków.
BIO:
Jan Rejczak jest katolickim działaczem niepodległościowym i patriotycznym, represjonowanym za walkę z systemem komunistycznym, internowanym w stanie wojennym. Jest inżynierem, nauczycielem akademickim, działaczem społecznym i samorządowym. W latach 1990–1992 był wojewodą radomskim. Sprawował mandat posła na Sejm III kadencji. Był uczestnikiem protestu robotników w Radomiu 1976 roku. Jest prezesem Klubu Inteligencji Katolickiej w Radomiu i członkiem Krajowej Rady Katolików Świeckich. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Wolności i Solidarności oraz Złotym Krzyżem Zasługi.
[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Pracownicy zbrojeniówki nie mogą czuć się „safe”? Pracodawcy wypowiedzieli im PUZP

Ten okropny polski charakter

Jan Wróbel: Kijów, Warszawa, wspólna sprawa

"Anulujemy kulturę anulowania". Komediowy powrót braci Wayans

"Polak, który nie boi się diabła". Historia narodowego buntu







