Wymiar sprawiedliwości sam się nie oczyścił. Konieczna opcja zerowa

-
Tadeusz Płużański krytycznie ocenia rozliczenia sędziów i prokuratorów uczestniczących w represjach politycznych w czasach PRL. Jego zdaniem polski wymiar sprawiedliwości nie doprowadził do odpowiedniego ukarania osób odpowiedzialnych za komunistyczne zbrodnie sądowe.
-
Autor wiąże brak skutecznych rozliczeń z przekonaniem o samooczyszczeniu środowiska sędziowskiego, przypisywanym prof. Adamowi Strzemboszowi. Przywołuje m.in. sprawy dotyczące rotmistrza Witolda Pileckiego i generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”.
-
Płużański postuluje przeprowadzenie „opcji zerowej” w polskim wymiarze sprawiedliwości. Uważa, że dotychczasowe rozwiązania prawne i instytucjonalne nie zapewniły wystarczającego rozliczenia zbrodni popełnionych przez przedstawicieli komunistycznego aparatu represji.
10 października ub. r. w wieku 95 lat zmarł prof. Adam Strzembosz, prawnik, nauczyciel akademicki związany głównie z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Wiceminister sprawiedliwości w rządzie Tadeusza Mazowieckiego (1989–1990), pierwszy prezes Sądu Najwyższego (1990-1998), przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa (1994–1998), kawaler Orderu Orła Białego. W 1980 r. organizował struktury „Solidarności” w Ministerstwie Sprawiedliwości, szykanowany w stanie wojennym. Ale prof. Strzembosz jest też autorem słynnych słów: „wymiar sprawiedliwości i środowisko sędziowskie oczyści się samo”. Te słowa to źródło problemów do dziś.
Wymiar sprawiedliwości sam się nie oczyścił
Sformułowanie o samooczyszczeniu wymiaru sprawiedliwości, a co za tym idzie postawa prof. Adama Strzembosza, jako autorytetu prawniczego, walnie przyczyniła się do tego, że w wymiarze sprawiedliwości III RP pozostali sędziowie orzekający w czasach PRL, również ci skompromitowani dyspozycyjnością wobec totalitarnej władzy. Sędzia Józef Iwulski stanowi tutaj wierzchołek góry lodowej.
Ale słowa prof. Strzembosza spowodowały też brak rozliczeń wśród przedstawicieli Temidy winnych komunistycznych zbrodni. I tak przez przez 37 lat po okrągłym stole nie udało się osądzić żadnego sędziego ani prokuratora, którzy w czasach pogardy skazywali polskich patriotów, choć prawo zakwalifikowało ich czyny jako komunistyczne zbrodnie sądowe i zbrodnie przeciwko ludzkości. Jeśli w ogóle postawiono im zarzuty, nie ponieśli żadnych konsekwencji karnych. Dlaczego? Bo wymiar sprawiedliwości III RP nie potrafił zdobyć się na taki krok. Nie mógł, a raczej nie chciał. Sam się nie oczyścił.
Przepraszam, jeden sędzia został skazany, ale wyrok został uchylony. Pozostałych sądy - mimo twardych dowodów - uniewinniły albo umorzyły ciągnące się latami sprawy z powodu “braku ustawowych znamion przestępstwa" lub śmierci oskarżonych. Niektóre procesy zawieszono na czas nieokreślony lub zwrócono akta do uzupełnienia. Jeden z sądów w ogóle odmówił rozpatrzenia sprawy. Mieliśmy do czynienia z solidarnością zawodową. A przecież tu nie o zemstę chodzi, lecz o symboliczną sprawiedliwość.
Sędziowie częścią stalinowskiego aparatu przemocy
A przecież sędziowie, czy prokuratorzy należeli do tego samego aparatu terroru, co krwawi ubecy. Oni też mordowali, z tą różnicą, że nie znęcając się fizycznie i psychicznie, ale zza biurka. Przecież prokuratorzy oskarżali, a sędziowie wydawali wyroki na podstawie dowodów wymuszonych biciem przez “śledzi", którzy często byli współautorami aktu oskarżenia. Przecież na skazanie jednego człowieka pracował cały aparat partii i państwa: począwszy od Bieruta, Radkiewicza, Romkowskiego, poprzez tajnych współpracowników, agentów celnych (kapusiów w więziennej celi), w końcu wymienianych przeze mnie śledczych, sędziów i prokuratorów, a na obrońcach sądowych skończywszy. Różnica polega na tym, że jednych - oprawców z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego - można było ścigać (właściwie próbować ścigać), a drugich - oprawców w togach - już nie? Powodem maksyma prof. Adama Strzembosza, którą powtórzę w całości: „wymiar sprawiedliwości i środowisko sędziowskie oczyści się samo”
W czasach stalinowskich niewłaściwy skład sądu nie przeszkadzał w wydaniu wyroku. Dziś błędy proceduralne minionej epoki bywają podstawą oskarżenia. Tylko z tego powodu (zamiast dwóch ławników w procesie brał udział tylko jeden) można było w ogóle postawić przed sądem III RP prokuratora, który w 1948 r. żądał kary śmierci dla Witolda Pileckiego. Sam fakt, że Czesław Łapiński podżegał do mordu sądowego na rotmistrzu, świadomie dążąc do wyeliminowania niewinnego człowieka tylko dlatego, że był przeciwnikiem politycznym, dla systemu prawnego III RP nie miało żadnego znaczenia.
Konieczna opcja zerowa
Powodem stosowania podwójnej miary w ściganiu stalinowców: skazywania śledczych (dodać trzeba: niektórych), a pobłażliwości dla sędziów i prokuratorów - jest, obok solidarności zawodowej ludzi w togach (np. immunitet sędziowski, który do dziś ma bronić stalinowskich oprawców, jak sędzia Stefan Michnik), także wadliwe prawo. Po pierwsze - daje ono sądom dużą dowolność w orzekaniu na korzyść komunistycznych oprawców. Po drugie - i najważniejsze - nie potrafi ono uznać, że zbrodniarzem jest nie tylko ten, który strzela w tył głowy, nie tylko ten, który bije, kopie i topi w wannie. Pozbawić kogoś życia można było również na drodze - wydawałoby się legalnej - procedury sądowej.
Za stalinowskie zbrodnie tak samo odpowiedzialna była np. prokurator Helena Wolińska, która “tylko" wydawała nakazy aresztowania. Ale w efekcie - jako jeden z trybów aparatu represji - przyczyniła się do stracenia kolejnego bohatera Polski Podziemnej, gen. Augusta Emila Fieldorfa “Nila", i prześladowania innych. Wszyscy byli katami i tak powinni być traktowani przez sądy Rzeczypospolitej. Ale obowiązujący w III RP klimat samooczyszczenia prof. Strzembosza nie sprzyjał rozliczaniu komunistycznych zbrodni.
Jaki z tego wszystkiego powinien wynikać wniosek. W wymiarze sprawiedliwości III RP trzeba przeprowadzić opcję zerową. Mimo upływu 37 lat i wbrew słowom prof. Adama Strzembosza.
[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Co przyjęło się uważać za „opcję zerową” w wymiarze sprawiedliwości?" i "Kim był Adam Strzembosz?", oraz śródtytuły od Redakcji]
Co przyjęło się uważać za „opcję zerową” w wymiarze sprawiedliwości?
Przez „opcję zerową” w wymiarze sprawiedliwości rozumie się zazwyczaj radykalną reformę sądownictwa, zakładającą odejście od dotychczasowego systemu obsadzania stanowisk sędziowskich i ponowną weryfikację osób sprawujących funkcje w sądach.
W kontekście rozliczeń z okresem PRL pojęcie to oznacza przede wszystkim weryfikację sędziów i prokuratorów pod kątem ich udziału w represjach politycznych, a w najbardziej radykalnym wariancie — konieczność ponownego ubiegania się o stanowiska przez przedstawicieli środowiska sędziowskiego.
„Opcja zerowa” nie jest jednak jednoznacznie zdefiniowanym pojęciem prawnym. Jej realizacja wymagałaby określenia zasad weryfikacji, gwarancji proceduralnych oraz zgodności proponowanych rozwiązań z Konstytucją RP, w tym z zasadą niezawisłości sędziowskiej.
Kim był Adam Strzembosz?
Adam Strzembosz (1930–2025) był polskim prawnikiem, sędzią, profesorem nauk prawnych i działaczem opozycji demokratycznej w PRL. W latach 80. angażował się w działalność „Solidarności”, za co był represjonowany przez władze komunistyczne.
Po 1989 r. pełnił funkcję wiceministra sprawiedliwości w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, a w latach 1990–1998 był pierwszym prezesem Sądu Najwyższego. W latach 1994–1998 przewodniczył również Krajowej Radzie Sądownictwa. Został odznaczony Orderem Orła Białego.
Strzembosz odegrał ważną rolę w przemianach polskiego sądownictwa po upadku komunizmu. Jego stanowisko dotyczące możliwości samooczyszczenia środowiska sędziowskiego pozostaje przedmiotem sporów o sposób rozliczenia wymiaru sprawiedliwości z okresem PRL.
Komentarze
[Felieton „TS”] Tadeusz Płużański: „Demokrata” Bierut

[wywiad] Prof. Strzembosz: projekt ustawy o „świadomym rodzicielstwie” jest niezgodny z Konstytucją

[Felieton „TS”] Tadeusz Płużański: Jak reżyser Pawlikowski
Tadeusz Płużański: Wolińska i jej śledczy
Propaganda sukcesu - 70 lat temu przeprowadzono wybory do Sejmu PRL pierwszej kadencji



