Szukaj
Konto

Wybory w Bułgarii. Cieszyć się czy martwić?

21.04.2026 19:14
Rumen Radew po wyborach w Bułgarii
Źródło: PAP | Autor: EPA/BORISLAV TROSHEV Dostawca: PAP/EPA | Licencja: PAP | Rumen Radew
Komentarzy: 0
Wybory parlamentarne w Bułgarii – już ósme w ciągu pięciu lat – wygrała efektownie koalicja pod nazwą Postępowa Bułgaria. Autorski projekt byłego prezydenta, najbardziej popularnego w kraju polityka, Rumena Radewa. Nie brakuje opinii, także po prawej stronie polskiej sceny politycznej, że to świetna wiadomość.
Co musisz wiedzieć:
  • Wybory parlamentarne w Bułgarii wygrała nowa koalicja Postępowa Bułgaria, zdobywając samodzielną większość – co kończy okres politycznej niestabilności i częstych wyborów.
  • Sukces ugrupowania wynika m.in. z przejęcia elektoratu protestu oraz popularności lidera Rumena Radewa, byłego prezydenta.
  • Zwycięstwo budzi kontrowersje – komentatorzy wskazują z jednej strony na jego sceptyczne podejście do Europy zachodniej, a z drugiej na prorosyjskie sympatie

 

Oto ugrupowanie eurosceptyczne, wzywające do walki z korupcją, zdobywa bezwzględną większość, dając przy okazji Bułgarom tak pożądaną stabilizację. Na dodatek z kretesem przegrywa partia Bojko Borysowa, człowieka Berlina i Brukseli. Jest jednak problem: Rumen Radew to polityk od początku związany z Moskwą, jego partia to w dużej mierze postkomuniści.

 

Wyniki wyborów w Bułgarii

Zacznijmy od wyników. To ważne, żeby Czytelnik zorientował się, jak wygląda scena polityczna w Bułgarii. Postępowa Bułgaria dokonała czegoś niewidzianego w tym kraju w tym wieku: zdobyła samodzielną większość. Rzecz imponująca w świetle szeregu ostatnich rozdrobnionych parlamentów. 43,91% poparcia i 130 mandatów w 240-osobowym parlamencie. Dla porównania, spójrzmy, jakie wyniki mieli zwycięzcy poprzednich siedmiu wyborów (nawet bez wskazywania nazwy), poczynając od końca, czyli od października 2024, a kończąc na kwietniu 2021: 25,22% poparcia i 66 mandatów, 23,99%/68, 25,39%/69, 24,48%/67, 25,67%/67, 24,08%/65, 26,18%/75/. W sumie, dość porównywalne liczby. Które nie pozwoliły jednak albo w ogóle zbudować koalicji i powołać rządu, albo rząd dość szybko upadał.

W tych siedmiu przypadkach aż pięć razy zwyciężała „chadecki” GERB wieloletniego premiera Bojko Borysowa, polityka na wskroś skorumpowanego, ale chronionego przez Brukselę, a dokładniej przez Berlin. Tym razem zdobył tylko 13,18% i 39 mandatów, aż o 27 mniej niż w poprzednim parlamencie. Tylko dwa mandaty mniej ma centroprawicowa, prozachodnia koalicja PP-DB (12,42% poparcia) – jedyne dziś liczące się ugrupowanie spełniające dwa kluczowe warunki: prozachodnie (nie tylko pro-UE) i reformatorskie (antykorupcyjne). W kilku ostatnich parlamentach koalicja GERB z PP-DB dawałaby większość, ale korupcyjny balast tego pierwszego sprawiał, że było to niemożliwe (PP-DB to jedna z partii powstałych przed wyborami 2021 na fali wielomiesięcznych protestów przeciwko zepsutym wieloletnim rządom GERB).

Trzecie miejsce to DPS (7,01% i 21 mandatów). Ciekawa historia. To ugrupowanie przez wiele lat reprezentowało interesy mniejszości tureckiej, ale z czasem stało się nieoficjalnym sojusznikiem partii rządzących – głównie GERB. Partię przejął oligarcha Delian Peewski, szemrana postać widniejąca na zachodnich listach sankcyjnych. Wreszcie piąty aktor: nacjonalistyczne Odrodzenie (4,19%, 12 mandatów), bliższe Wschodowi niż Zachodowi.

 

PB Radewa zgarnęła większość "elektoratu protestu"

I w tym miejscu zwróciłbym uwagę na pewne cyfry, bo one tłumaczą wielki sukces Radewa. W porównaniu z poprzednimi wyborami (październik 2024) GERB stracił 40 proc. posłów, DPS stracił 25 proc., zaś Odrodzenie jakieś 2/3. Do tego, pierwszy raz po 1989 roku, do parlamentu nie weszła partia socjalistyczna (BSP), bezpośrednia kontynuatorka partii komunistycznej. Gdzie poszły te wszystkie głosy? Oczywiście do ugrupowania Radewa. Głosy populistyczne, prorosyjskie, nacjonalistyczne plus rozczarowany elektorat duetu GERB-DPS. I co ciekawe, poparcia dla wspomnianej PP-DB prawie się nie zmieniło. Bo to świadomy (w dużej mierze młody) elektorat prozachodni, wolnorynkowy, antysystemowy, ale nie populistyczny.

Dlaczego więc to PB Radewa zgarnęła większość „elektoratu protestu”? Cóż, efekt nowości – Postępowa Bułgaria powstała na krótko przed wyborami, a na jej czele stanął popularny były prezydent. Bułgarzy mają dość zepsutego systemu władzy, dlatego na siedem ostatnich wyborów tzw. partie antyestablishmentowe w sumie zbierały więcej głosów niż „tradycyjne” GERB, DPS i BSP. Ba, dwa razy nawet takie partie wygrały. Raz PP-DB (rząd nawet przez jakiś czas działał), raz partia „bułgarskiego Kukiza”, czyli ITN (nawet nie podjęli się misji tworzenia rządu). Ale nowość to za mało. Wydaje mi się, że o sukcesie PB dodatkowo decydowały jeszcze dwa czynniki:

  • Po pierwsze, umiejętne granie kartą antysystemowości i walki z korupcją plus eurosceptycyzmem, ale umiejętnie kierowanym (niezadowolenie z przyjęcia waluty euro od początku tego roku), przy chowaniu sympatii zagranicznych.
  • Po drugie, osobista popularność Rumena Radewa, który dwa razy wygrywał wybory prezydenckie, a zrezygnował na krótko przed końcem drugiej kadencji. Właśnie po to, by móc ruszyć do walki w wyborach parlamentarnych. Gdyby czekał do niemal końca tego roku, by oddać fotel prezydenta, nie byłoby obecnego zwycięstwa.

 

Kim jest Radew i dlaczego radość z jego wygranej jest nietrafiona?

To generał w stanie spoczynku, były dowódca sił powietrznych Bułgarii. Przed wyborami prezydenckimi  w 2016 roku Moskwa szukała kandydata, który pokona rywala związanego z panującym od lat w Bułgarii GERB proniemieckiego Bojko Borysowa. Wydaje się, że już wtedy stratedzy ze związanego ściśle z wywiadem SWR think-tanku RISS uznali, że jeśli Moskwa chce zwiększyć wpływy w Bułgarii, musi zerwać z dotychczasową polityką wspierania postkomunistycznej BSP i zbudować nową opcję prorosyjską, z nową twarzą, najlepiej europejską.

Rosjanie i ich bułgarscy sojusznicy przeprowadzili casting. Na zlecenie wspomnianego RISS zbadano preferencje Bułgarów. Wyszło, że kandydatem z największym szansami na wygraną jest mężczyzna w średnim wieku (poniżej 60 lat) mogący pochwalić się udaną karierą, deklarujący się jako zwolennik ostrej walki z korupcją, odważny, zwolennik większej samodzielności Bułgarii w ramach UE i NATO. Odpowiedniego kandydata znaleziono szybko. W sierpniu 2016 generał Rumen Radew odszedł ze służby i natychmiast pojawiły się plotki, że chce być prezydentem. Już po trzech miesiącach ten świeżo upieczony polityk wygrał z ponad 59 proc. głosów w II turze. Kolejne pięć lat - cała jego kadencja - potwierdziła skuteczność rosyjskiej strategii. W II turze wyborów 21 listopada 2021 Radew otrzymał 66 proc. głosów.

 

Radew nie będzie "bułgarskim Orbanem"

Jako prezydent, Radew ostrożnie realizował moskiewską agendę. Hamował decyzje pronatowskie i proamerykańskie, starał się też po 2022 roku blokować wsparcie dla Ukrainy. Zarazem należy pamiętać, że odpowiada za znaczną część polityki Bułgarii w ostatnich pięciu latach, bo to on – zgodnie z konstytucją – gdy ogłaszano kolejne przedterminowe wybory, wskazywał „rząd techniczny”. Jaką politykę będzie prowadził jako prawdopodobny premier? Niekoniecznie reform, walki z korupcją i eurosceptyczną. To były hasła dające wygraną.

Niektórzy mówią, że Radew wspólnie z antysystemową PP-DB będzie chciał przebudować zepsuty system rządów (wspólnie mieliby większość konstytucyjną). Jednak oba ugrupowania dzieli bardzo dużo, od poglądów na gospodarkę, po zwłaszcza politykę zagraniczną. Zresztą, czy Radew nie ulegnie pokusie po prostu zawłaszczenia państwa, skoro będzie miał większość samodzielną i nie musi szukać koalicjanta? Jedno jest pewne – nie będzie „bułgarskim Orbanem”.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 21.04.2026 19:14
Źródło: Tysol.pl