"Konserwatyzm, albo rozwój". Fałszywy dylemat

- Autor odrzuca tezę, że istnieje wybór „konserwatyzm albo rozwój”, wskazując, że to sztucznie wykreowany i fałszywy dylemat w debacie publicznej.
- W tekście pojawia się krytyka wcześniejszej polityki, która – zdaniem autora – łączyła brak spójnej narracji rozwojowej z jednoczesnym osłabieniem wyrazistości postulatów konserwatywnych.
- Główna teza artykułu zakłada, że możliwe i konieczne jest równoczesne łączenie polityki rozwojowej z konserwatywnymi wartościami, bez stawiania ich w opozycji.
Brak narracji PiS
To PiS miał kiedyś narrację rozwojową? Nie, nigdy jej nie miał. W ostatnich latach rządów właściwie nie miał żadnej narracji, może poza "temu damy na łyżeczce, temu damy na miseczce". Oczywiście prowadził prorozwojowe działania, inwestycje strategiczne i chwała mu za to, ale narracja wokół tego nie istniała.
Jednocześnie PiS porzucił w imię "poszukiwania mitycznego elektoratu środka" i tzw. "doktryny Parucha" postulaty konserwatywne, zapomniano o konwencji stambulskiej, unikano sprawy mordowania dzieci w ramach tzw. przesłanki eugenicznej do aborcji, minister Buda pisał listy do samorządów żeby rezygnowały z prorodzinnych uchwał. Trudno było wyekstrahować ślady asertywności w kontaktach z KE. Cóż więc w tym dziwnego, że PiS musiał "odkleić się od prawej ściany" i powstały ugrupowania konkurencyjne? To naturalna konsekwencja.
Potrzebny jest i konserwatyzm i rozwój
Dziś wyraźnie widać, że wahadło polityczne wychyla się na prawo. I trzeba się cieszyć, że postulaty konserwatywne i suwerennościowe cieszą się dziś większym popytem, również wśród ugrupowań politycznych. To może być znak zdrowienia społecznego. Oby Polacy zdążyli wyzdrowieć zanim UE zmusi Polskę do przekroczenia punktu krytycznego na spektrum suwerenności, punktu za którym nie będzie już odwrotu. Ten moment niestety nie jest szczególnie odległy. Wystarczy mieć świadomość tego, że kolejna perspektywa budżetowa w całości będzie uzależniona od niewolniczego i zakłamanego "mechanizmu warunkowości" i słuchać von der Leyen, która mówi o likwidacji weta ws. zagranicznych, czy wręcz o "niepodległości" UE.
Jednak, na litość, nie oznacza to przecież konieczności rezygnacji ani z planów ani z narracji rozwojowych. Te są niezbędne i z postulatami konserwatywnymi nie pozostają w żadnej sprzeczności. Skąd w ogóle ten niemądry pomysł? Ruchy prorozwojowe udowodniły, że na bazie postulatów rozwojowych, nie tylko jesteśmy w stanie połączyć Polaków od Konfederacji do Partii Razem, ale wręcz zbudować zręby polskiej racji stanu, zestawu postulatów i planów, co do których jesteśmy w stanie w znacznej większości się zgodzić.
Stawianie fałszywego dylematu „albo konserwatyzm, albo rozwój” szkodzi tej idei. To prawdopodobnie odprysk walk frakcyjnych w PiS, ale co nas to obchodzi? Nie dajmy się na to nabrać.
PiS chce wycofać Polskę z systemu ETS. Będzie projekt ustawy

System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK
Mariusz Staniszewski: Bohaterowie upadłych elit

Posłowie PiS reagują na działania Czarzastego. Wniosek do TK o zablokowanie wyboru sędziów
Jakubiak zapytany o Czarnka. "Albo Polska będzie, albo Polski nie będzie"


