Tȟašúŋke Witkó: Jak Talibowie skompromitowali Merza

Powściągliwość, wyszukanie maniery, starannie dobrany tembr głosu i doskonałe pustosłowie zainspirowały zapewne także Winstona Churchilla, albowiem jemu przypisuje się owo słynne zdanie: „Dyplomata to człowiek, który dwukrotnie się zastanowi, zanim nic nie powie”. No i faktycznie, pewien afgański dyplomata Niemcom nie powiedział nic, ale swoje uczynił.
Metoda faktów dokonanych
Jeśli zapytać kogoś o standardowe wyobrażenie Niemca, to opisze on wysokiego blondyna, koniecznie niebieskookiego, znakomicie odzianego i dzierżącego w dłoni kluczyki do samochodu ze znaczkiem marki pojazdu, do złudzenia przypominającego logotyp peerelowskiego pekaesu. Jeśli zaś kazać opisać Afgańczyka, wówczas otrzymamy konterfekt śniadolicego brodacza z ciemnymi oczami, ubranego w luźne hajdawery skomponowane z koszuliną przypominającą krótką tunikę, obutego w jakieś brudne klapki i trzymającego w rękach zdobyczny karabin Lee-Enfield. Gdyby postawić dwóch naszych bohaterów obok siebie, wtedy ujrzymy przedstawiciela z samego szczytu europejskiej cywilizacji kontrastującego z niepiśmiennym azjatyckim pastuchem kóz. A teraz, po wstępie, sedno – „dzicy” Afgańczycy przysłali „nadludziom” Teutonom najprawdziwszego taliba, aby ten pełnił nad Sprewą obowiązki ambasadora, do tego nie informując Berlina o tym fakcie. Wyobraźcie sobie Państwo, że w lipcu roku 2025, niejaki Nebrasul H. przybył do Niemiec, aby pracować w tamtejszej ambasadzie afgańskiej na stanowisku jakiegoś młodszego referenta do spraw przekładania kartek na biurku. 21 marca 2026 roku publiczne niemieckie media podały, że Herr Nebrasul został mianowany przez Kabul chargé d’affaires czyli „pełniącym obowiązki” ambasadora afgańskiej placówki w Berlinie, nie tylko bez pytania Niemców o zgodę, ale także nie przesyłając owej informacji do resortu spraw zagranicznych i wewnętrznych gospodarza. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że człek ów jest najprawdziwszym talibem – wysłannikiem rządu w Niemczech nieuznawanego. Jeśli to nie jest katastrofą wizerunkową i polityczną dla gabinetu kanclerza Merza, to co nią jest?
Dobra mina do złej gry
Myliłby się ten, kto oczekiwałby wydalenia z Niemiec islamskiego ekstremisty, a do tego z wielkim hukiem. Ani sam Johann Wadephul, szef resortu dyplomacji, ani nikt z jego otoczenia nie zabrał głosu w tej bulwersującej sprawie. Starym obyczajem wszyscy skandal przemilczają, bowiem każdy wie, że po czymś takim, ministerstwo spraw zagranicznych powinno zostać wyczyszczone z nieudacznych kadr i to do poziomu sprzątaczki. Głos zabrał natomiast Alexander Dobrindt, minister spraw wewnętrznych, który zapowiedział, że dobre kontakty z Kabulem pomogą deportować z Niemiec nielegalnie przebywających tam Afgańczyków. Dodajmy, że w doku 2026 do rodzimego kraju deportowano ich aż… dwudziestu. Już teraz prorokuję, że nasz zachodni sąsiad będzie miał coraz większe problemy z islamskimi ekstremistami, skoro mahometański radykał religijny stoi na czele ambasady. Niestety, ci niebezpieczni ludzie zaczną również przenikać do Polski, a nam pozostanie jedynie modlitwa, aby nie zaczęli wprowadzać szariatu nad Wisłą, bowiem przy obecnym rządzie niczego wykluczyć nie możemy.
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 27 marca 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]

Sytuacja niemieckiej gospodarki w niektórych sektorach krytyczna. Analiza Bundestagu

Współpraca niemiecko-włoska. Z dużej chmury mały deszcz
Merz w Bundestagu: „Europa musi stać się mocarstwem”
Tȟašúŋke Witkó: Nasza chata z kraja

Incydent z prywatnym samolotem kanclerza. Policja zatrzymała podejrzanych


