Marcin Bąk: Demokracjo, Demokracjo, bogini szalona...

W zasadzie to mniejszość odwołała prezydenta Miszalskiego
Do takiego wniosku można by dojść czytając wpis na mediach społecznościowych poczyniony przez Joannę Szczepkowską. Wpis, który zdążył stać się viralem i źródłem ogromnej liczby memów i przeróbek. Zdaniem artystki, skoro zaledwie około trzydziestu procent uprawnianych do głosowania poszło do referendum za odwołaniem prezydenta Krakowa, to znaczy, że pozostałe 70 procent jest zadowolonych z krakowskiego samorządu. Nie ma mowy o żadnej demokratycznej procedurze, wynik w zasadzie nie liczy się...
Takie same mniej więcej wpisy, nawet bardziej rozbudowane, poumieszczali na swoich mediach społecznościowych Jan Hartmann czy Magdalena Środa oraz wielu, wielu innych. Gazeta Wyborcza w swojej krakowskiej edycji, również nie zdjęła nogi z gazu i w swoim starym, sprawdzonym od lat stylu dała tytuł artykułu: „Prezydenta Krakowa odwołali mieszkańcy spoza centrum miasta. Zdecydowali wyborcy prawicy”. W leadzie tekstu natomiast myśl ta została jeszcze bardziej skonkretyzowana: „ Gdyby tylko mieszkańcy centrum Krakowa decydowali w niedzielnym referendum, to Aleksander Miszalski pozostałby prezydentem miasta.” Rewelacyjna konkluzja swoją drogą, idąc dalej tym tropem, można stwierdzić, że gdyby tylko sami zwolennicy Rafała Trzaskowskiego wzięli udział w głosowaniu rok temu, to byłby on dzisiaj prezydentem. Tytuł artykułu jest zresztą, co się często zdarza w mediach lewicowo liberalnych, sam w sobie łgarstwem. Znaczną część uczestników niedzielnego referendum w Krakowie stanowili bowiem sympatycy partii Razem, oraz różnych, lewicowych organizacji miejskich. Być może nawet był to co trzeci głosujący, więc równie dobrze można napisać, że to lewica zdecydowała o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego, bo bez jej głosów to by się nie udało. Jednak nie chodzi już o samo to łgarstwo, chodzi o coś znacznie bardziej podstawowego.
To nie demokracja, to pieniądze i ruskie służby
Z tych wszystkich wypowiedzi, zarówno wspomnianych przeze mnie luminarzy, jak i całkiem anonimowych zwolenników obozu lewicowo – liberalnego, wydestylować można pewną postawę wobec rzeczywistości. Demokracja jest wtedy, gdy wygrywają „Demokraci” czyli właśnie lewicowo liberalny obóz polityczny. W każdej innej sytuacji, demokracja przegrywa, nie ma demokracji, w najlepszym wypadku zwycięża populizm. Kapitalna była pani profesor Magdalena Środa, która stwierdziła mniej więcej, że referendum w Krakowie, to w ogóle nie była żadna demokracja tylko operacja przeprowadzona z użyciem technik manipulacji, sieci społecznościowych, no i rzecz jasna – pieniędzy. Tak samo zresztą wyjaśniała rok temu wygraną Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich. To nie ludzie zadecydowali w demokratycznej procedurze, to dobrze opłacone firmy zajmujące się marketingiem politycznym, robieniem ludziom wody z mózgu, przeprowadziły wielką operację na świadomości tych mniej odpornych na manipulację. Poniekąd można się z panią profesor zgodzić, tyle że trzeba od razu zaznaczyć, że tak grają absolutnie wszyscy. Każda partia, każdy obóz polityczny zatrudnia firmy i angażuje siły, które pomagają w osiągnięciu sukcesu, stosując nieraz bardzo zaskakujące metody. Czym bowiem była pamiętna „walka z SEPS-ą” w roku 2023? Skoro więc wszyscy grają w taką samą grę, to nie bardzo widzę powody do obrażania się, gdy jedna strona odnosi sukces, stosując się do wspólnych reguł. Pani profesor zachowuje się trochę tak, jak bokser, który po przegranym pojedynku podchodzi do sędziów i mówi: „Mój przeciwnik zachowywał się bardzo niesportowo, cały czas bił mnie po twarzy!”.
Bronić społeczeństwo, przed ekscesami demokracji
Jeżeli demokracja ma jakieś stałe zasady, to najważniejszą z nich jest prawo większości – kto zdobywa większą liczbę głosów, ten decyduje. Zaraz na drugim miejscu umieścił bym jednak zasadę, że skoro decydujemy się brać udział w demokratycznej grze, to dopuszczamy również możliwość własnej przegranej. Decydujemy się na to, że w kolejnych wyborach czy referendum, bogini Demokracja może odwrócić od nas swoje oblicze. Jest to bowiem bóstwo wyjątkowo kapryśne. Demokracja od czasu do czasu lubi chyba sponiewierać swoich najbardziej kornych czcicieli, tych którzy mówią wciąż o wyborach jako o „święcie demokracji”, którzy wiele mówili swego czasu o „przywracaniu demokracji w Polsce” i biegali w koszulkach z imieniem swego bóstwa. Mają jednak świadomość kapryśnego charakteru tej pani i dlatego starają się zawczasu bronić ludzi przed opłakanymi skutkami ich własnych decyzji. Bronią demokracji przed nią samą.
Komentarze
Nieoficjalnie: Donald Tusk rozwiązał struktury Koalicji Obywatelskiej w Małopolsce

Referendum w Radomiu. Jest stanowisko PiS
Andrzej Duda liderem sondażu w Krakowie. Kandydaci KO daleko w tyle









