Szukaj
Konto

Maciej Berek do Trybunału Konstytucyjnego, czyli hipokryzja Donalda Tuska

Maciej Berek, Donald Tusk, Trybunał Konstytucyjny
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT. Ilustracja wygenerowana przez AI. Nie przedstawia prawdziwej sytuacji | Licencja: ChatGPT | Maciej Berek, Donald Tusk, Trybunał Konstytucyjny
Pomysł Donalda Tuska, żeby Maciej Berek został członkiem Trybunału Konstytucyjnego, jest jaskrawym dowodem obłudy premiera polskiego rządu. Chce zrobić dokładnie to, o co oskarżał swoich politycznych przeciwników.
Co musisz wiedzieć:
  • Maciej Berek jest wskazywany jako potencjalny kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Autor zwraca uwagę, że Berek jeszcze niedawno był członkiem rządu Donalda Tuska i odpowiadał m.in. za nadzór nad wdrażaniem polityki rządu.
  • W 2024 r. koalicja rządząca uchwaliła ustawę przewidującą czteroletnią karencję przed kandydowaniem do TK dla byłych członków rządu i innych wysokich urzędników. Ustawa nie weszła jednak w życie, dlatego – jak wskazuje autor – nie stanowi prawnej przeszkody dla ewentualnej kandydatury Berka.
  • Zdaniem autora bezpośrednie przejście byłego ministra do Trybunału byłoby sprzeczne z deklarowanym przez obóz Donalda Tuska celem odpolitycznienia TK i pogłębiłoby istniejący spór dotyczący niezależności Trybunału.

 

"Odpolitycznianie" TK to była ściema

Rzadko kto jest tak jak Maciej Berek zaangażowany w struktury władzy wykonawczej. Był prezesem Rządowego Centrum Legislacji, sekretarzem Rady Ministrów, ministrem-członkiem Rady Ministrów, a wreszcie - ostatnio - ministrem nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. 

A przecież to nikt inny, ale właśnie koalicja pod przewodnictwem Donalda Tuska sformułowała i przegłosowała 13 września 2024 roku ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, zakazującą osobom, które pełniły funkcję "członka Rady Ministrów, sekretarza stanu, podsekretarza stanu lub pełnomocnika rządu" kandydowania na stanowisko sędziego Trybunału. Ustawa zezwalała im na kandydowanie dopiero, gdy "od zakończenia sprawowania urzędu (...) lub zakończenia pełnienia funkcji upłynęły co najmniej 4 lata." Tymczasem minister Berek przestał być ministrem w ... ostatni wtorek.

Ustawa ta co prawda nie weszła w życie (nie podpisał jej prezydent Duda), dlatego kandydatura Macieja Berka będzie legalna, ale stanie w wyzywającej sprzeczności z głoszonym celem formacji politycznej, która udawała i nadal udaje, że zależy jej na "odpolitycznieniu" Trybunału Konstytucyjnego i całego wymiaru sprawiedliwości. Te szlachetne hasła o praworządności to wyłącznie parawan i ściema. Tym jednym gestem Donald Tusk pokazuje, że tylko zwodził wyborców swoją rzekomą wiernością pryncypiom. Przesunięcie Berka bezpośrednio z gabinetu Tuska do Trybunału Konstytucyjnego to podręcznikowy przykład działania, które rządząca koalicja jeszcze niedawno nazywała "zawłaszczaniem państwa".

 

Niszczenie TK będzie trwało

Jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego, Berek będzie oczywistym, wręcz ostentacyjnym symbolem sprzeczności pomiędzy tym, co Donald Tusk i jego formacja polityczna głoszą, a tym, co robią. Będzie jawnym dowodem ich hipokryzji, kierowania się "etyką Kalego" i totalnego lekceważenia woli wyborców, którzy na nich głosowali między innymi właśnie dlatego, że obiecywali odpolitycznienie Trybunału.

Oczywiście, sporej części fanatycznych wyborców KO ta hipokryzja jest całkiem obojętna, a nawet uważają ją za dowód stanowczości i siły. Jednak ci, którym leży na sercu rzeczywiste dobro Polski, rozumieją, że kandydatura Macieja Berka nie służy odpolitycznieniu TK, ale będzie to kolejny potężny i w pełni świadomy krok w procesie niszczenia Trybunału Konstytucyjnego. A to oznacza przecież niszczenie państwa polskiego w imię interesów partyjnych. Bo państwo bez sprawnie funkcjonującego sądu, rozpatrującego konstytucyjność ustaw, jest ciężko chore.

 

To PO i PSL uruchomiły lawinę

Akolici Donalda Tuska odpowiedzą, że przecież to PiS, lata temu, wprowadził do TK swoich polityków, czyli Stanisława Piotrowicza i Krystynę Pawłowicz. Tak, zgadza się, ale - po pierwsze - to nie PiS forsował zakaz kandydowania do Trybunału wysokim funkcjonariuszom rządowym i partyjnym. I - po drugie - to nie PiS wprowadził chaos do TK. Proces niszczenia Trybunału Konstytucyjnego rozpoczęła koalicja PO-PSL. W roku 2015, gdy zbliżały się wybory do Sejmu, politycy PO i PSL, przeczuwając, że przegrają, chcieli umieścić w Trybunale swoich ludzi. Dlatego świadomie i cynicznie uchwalili niekonstytucyjną ustawę, która umożliwiła wybór dwóch sędziów TK przed właściwym czasem. Sejm - w którym większość miała koalicja PO-PSL - wybrał nie tylko następców trzech sędziów, którzy odchodzili za kadencji tego Sejmu, ale także dwóch sędziów, którzy mieli odejść z Trybunału już za kadencji nowo wybranego parlamentu. 

To jest właśnie "grzech pierworodny", który obarczył sobą wszystko, co nastąpiło później. Uruchomił lawinę. Rozkręcił spiralę. Nieuczciwy manewr PO-PSL, przeprowadzony z poparciem ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, spowodował trwającą do dziś katastrofę.

 

Działanie na szkodę państwa

Wybranie Macieja Berka - funkcjonariusza rządowego ściśle powiązanego z obozem sprawującym władzę - na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, żeby uczestniczył w ocenianiu zgodności z Konstytucją decyzji właśnie tej władzy, będzie skandalicznym posunięciem skierowanym wprost przeciwko praworządności i zasadzie trójpodziału władzy. Godnym najgorszych wzorców rodem z bananowych republik, czy Białorusi. Nominacja Berka dowodzi, że w grze, prowadzonej przez Tuska, nie chodziło o zmianę reguł, ale o wymianę graczy. To klasyczna demonstracja cynizmu. 

Sednem jest to, że nie da się odpolitycznić TK przez umieszczenie w nim jednoznacznie upolitycznionego sędziego. To gaszenie pożaru benzyną. To absurd. 

Kandydatura Berka do TK jest jawną kpiną z demokracji i działaniem na szkodę państwa polskiego.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 17.08.2026 21:40
Źródło: tysol.pl