Szukaj
Konto

Grzegorz Kuczyński: Co rok, to pucz. Francja Macrona oddaje Afrykę Rosji

08.08.2023 20:22
Przewrót w Nigrze
Źródło: EPA/ISSIFOU DJIBO Dostawca: PAP/EPA
Komentarzy: 0
Ostatni raz taką serię porażek na Czarnym Lądzie Francja – swego czasu kolonialne mocarstwo w Afryce – poniosła na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Straciła bezpośrednie rządy, ale nadal dominowała w swych byłych koloniach w Zachodniej Afryce. Dziś można mówić o swego rodzaju drugiej fazie dekolonizacji. Szkoda, że korzysta na tym Rosja.

Na początek odrobina historii. Współczesne Burkina Faso, Gwinea, Mali i Niger w pierwszej połowie ub. wieku wchodziły w skład Francuskiej Afryki Zachodniej, swego rodzaju federacji szeregu kolonii Paryża. Niger, Mali, Burkina Faso uzyskały niepodległość w 1960 roku, Gwinea w 1958 r. Dziś we wszystkich tych byłych francuskich koloniach rządzą wojskowe junty: w Mali od 2020, w Gwinei od 2021, w Burkina Faso od 2022, w Nigrze od 2023. Co więcej, w Mali (oficjalnie) i Burkina Faso (nieoficjalnie) są już wagnerowcy. Czy pojawią się też w Nigrze?

Afrykański nokaut Macrona

Niger był dotychczas uważany za wiarygodnego partnera Zachodu w niestabilnym regionie Sahelu. Raptem roku temu Francja przerzuciła swoje siły walczące z dżihadystami w Sahelu z Mali do Nigru. W zachodnich bazach w tym kraju pozostaje wciąż ok. 1,5 tys. francuskich żołnierzy i ok. 1 tys. amerykańskich. Dla UE Niger był kluczowym sojusznikiem w walce z formacjami rebelianckimi związanymi z al-Kaidą i ISIS, zwłaszcza po konieczności opuszczenia Mali. Ale też Niger ma wielkie znaczenie dla UE w kontekście walki z nielegalną imigracją z Afryki do Europy. Przez ten właśnie kraj biegną główne szlaki migracyjne do sąsiadującej od północy Libii, z której z kolei nielegalni imigranci przeprawiają się przez morze do Włoch.

Jednak pod koniec lipca w Nigrze doszło do przewrotu. Prozachodniego sojusznika Paryża, prezydenta Bazouma obaliła armia. Nigerska junta wojskowa natychmiast rozwiązała kilka umów o współpracy obronnej z Francją. - Widząc rozczarowującą postawę i reakcję Francji na sytuację, w jakiej znalazł się nasz kraj, Narodowa Rada Ochrony Ojczyzny postanowiła zakończyć współpracę w zakresie bezpieczeństwa i obrony - powiedział rzecznik junty w czwartek na antenie państwowej telewizji. Niger odwołał również swoich ambasadorów we Francji, Stanach Zjednoczonych, Togo i Nigerii.

Pucz w Nigrze to chyba największa jak dotąd - za czasów Macrona - klęska Francji w Afryce. Nie chodzi tylko o bliskie biznesowe i kulturowe związki tej dawnej kolonii z metropolią w Paryżu. Po tym, jak Francuzi zostali wyrzuceni z sąsiedniego Mali (po puczu wojskowym), Niger stał się główną bazą francuskich wojsk walczących z dżihadystami. Emmanuel Macron liczył na to, że Niger wzmocni francuską strategię w Sahelu, półpustynnym pasie rozciągającym się równoleżnikowo przez kilka krajów Afryki Zachodniej, nie tylko w kontekście walki z dżihadystami, ale też ambicji rozwoju współpracy Francji z tzw. Globalnym Południem.

W miejsce Francji wchodzi Rosja

W przypadku Nigru już trzy dni po zamachu stanu Paryż zawiesił wszelkie działania w zakresie pomocy rozwojowej i wsparcia budżetowego. W poniedziałek Francja podjęła też decyzję o zawieszeniu pomocy finansowej dla Burkina Faso z powodu poparcia tego kraju dla puczystów w Nigrze. Stosunki między Francją a Burkiną Faso pogorszyły się już wcześniej, po dojściu do władzy kapitana Ibrahima Traore w wyniku zamachu stanu we wrześniu 2022 roku. W styczniu 2023 kraj ten zażądał wycofania w ciągu miesiąca francuskich sił.

Co łączy pucz wojskowy w Nigrze sprzed niecałych dwóch tygodni z wcześniejszymi buntami armii w sąsiednich (również byłych francuskich koloniach) Mali i Burkina Faso? Antyfrancuska i zarazem prorosyjska retoryka. Scenariusz był ten sam. Obalone cywilne władze oskarżone o uległości wobec "francuskich kolonialistów", rzekomo dążących do szybkiej zbrojnej interwencji. Wspomniane trzy kraje łączą też ataki na ambasady i inne obiekty francuskie, jak też żądanie wycofania wojsk francuskich.

Niger był jednym z nielicznych krajów Afryki, który jednoznacznie potępił inwazję Rosji na Ukrainę. W czerwcu prezydent Bazoum wziął udział w szczycie zorganizowanym przez Macrona w Paryżu. Niger to również drugi co do wielkości producent uranu w Afryce, ważny dostawca dla francuskich elektrowni atomowych. Po przewrocie - choć nie ma dowodów na to, by maczali w tym palce Rosjanie - można oczekiwać, że wraz z oddalaniem się od Zachodu nowi władcy Nigru będą po prostu zmuszeni do szukania nowego zewnętrznego sojusznika. W tym wypadku mogą to być tylko Rosja i Chiny. Biorąc pod uwagę bliskość nigerskiej junty z juntami w Mali i Burkina Faso - wybór wydaje się jasny. Co zresztą potwierdzać może rosnąca gwałtownie liczba rosyjskich flag, portretów Putina i prorosyjskich haseł na ulicach Niamey.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 08.08.2023 20:22
Źródło: tysol.pl