Szukaj
Konto

Rozmowa z Antoniną Krzysztoń przed 45. rocznicą I Przeglądu Piosenki Prawdziwej

Kobieta z gitarą na tle stoczni gdańskiej
Źródło: tygodnik solidarność | Antonina Krzysztoń
– Sam festiwal był cudownym spotkaniem ludzi, którzy myśleli podobnie, poruszali te same sprawy i którym zależało na zmianie naszego kraju na lepsze – mówi Antonina Krzysztoń – która wystąpi w Sali BHP w rocznicę I Przeglądu Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki” – w rozmowie z Konradem Wernickim.
Co musisz wiedzieć:
  • Antonina Krzysztoń wspomina swój spontaniczny debiut na dużej scenie podczas festiwalu organizowanego przez Macieja Zembatego.
  • Artystka opowiada o swoich związkach z podziemiem, pracy z Henrykiem Wujcem oraz o przypadkowym spotkaniu z ks. Jerzym Popiełuszką.
  • Krzysztoń podkreśla rolę pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II i budowania jedności ponad podziałami.
  • Już 22 sierpnia artystka wystąpi w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej.

I Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki”

Konrad Wernicki: – Jak po 45 latach wspomina Pani I Przegląd Piosenki Prawdziwej?

Antonina Krzysztoń: – Myślę, że powinnam wspomnieć o tym, że byłam związana ze środowiskami opozycyjnymi. Na początku z ludźmi skupiającymi się wokół pisma „Robotnik”, którego twórcą był Henryk Wujec – on i jego żona Lutka organizowali pomoc dla represjonowanych uczestników wydarzeń czerwcowych w Radomiu i Ursusie (1976 r.). Bywałam więc posłańcem, chyba ze względu na swój młodzieńczy wygląd. Później inwigilowana, przesłuchiwana, wielokrotnie zamykana w areszcie śledczym – jak się wtedy mówiło – na Mostowie i nie tylko. W mieszkaniu wielokrotne rewizje… Byłam raczej wolnym strzelcem i tak to już zostało. Potem na świat przyszły dzieci, trochę się zmieniło.

O samym Przeglądzie Piosenki Prawdziwej dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. Usłyszałam, że organizuje go Maciek Zembaty. Miałam naiwne wyobrażenie: myślałam, że każdy, kto jest związany z podziemiem i śpiewa, może po prostu przyjechać z gitarą i wystąpić.

Pojechałam z gitarzystą Andrzejem Wyrzykowskim. Kiedy zobaczyłam Maćka Zembatego na korytarzu, zaczepiłam go i powiedziałam, że też chciałabym wystąpić. Powiedział: „No to zaśpiewaj to, co chciałabyś ludziom zaśpiewać”. Zaśpiewałam mu krótki fragment, a on stwierdził po prostu: „Dobrze, śpiewasz drugiego dnia”.

Sam festiwal był cudownym spotkaniem ludzi, którzy myśleli podobnie, poruszali te same sprawy i którym zależało na zmianie naszego kraju na lepsze. To była okazja usłyszenia ludzi, którzy wyrażali się poprzez pieśń, a o których istnieniu przedtem nie miałam pojęcia.

młoda kobieta

– To był Pani debiut na dużej scenie?

– Wcześniej śpiewałam przyjaciołom, znajomym, a to, że zadebiutowałam na tym festiwalu, w tym właśnie momencie i miejscu, i przed tak niezwykłą publicznością, to mnie NAZNACZYŁO. Przebywaliśmy wśród ciekawych, wspaniałych ludzi. Zaprzyjaźniliśmy się, słuchaliśmy nawzajem. Wszystko to zapisało się w mojej pamięci i sercu. Tam nie było przypadkowej publiczności i przypadkowych artystów.

Wcześniej śpiewałam znajomym i przyjaciołom na kameralnych spotkaniach, więc w środowisku wiedziono, że to robię. Weszłam na scenę. Przede mną kilkutysięczna publiczność. Odważyłam się – skoczyłam na główkę i zaśpiewałam.

Karnawał Solidarności

– A jak wspomina Pani cały „karnawał Solidarności” – sierpień ’80 i rok 1981, gdy była Pani m.in. w gdańskiej Hali Olivia?

– Czuć było, że wygraliśmy. Ale to wszystko przecież zaczęło się wcześniej – od wydarzeń w Radomiu i Ursusie, a przede wszystkim od pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Gdy papież Jan Paweł II przyjechał i odprawiał mszę, rozejrzałam się wokół i zobaczyłam morze ludzi. Czułam, że wszyscy jesteśmy razem myślą, sercem i duchem, ale także swoją odrębność, która nie była przeciw nikomu, w której jest piękno własnej tożsamości. Nie dziwi mnie, czemu dziś jest to torpedowane, a św. Jan Paweł II atakowany. Na pierwszej mszy odprawionej przez Ojca Świętego w Warszawie zobaczyłam morze szczęśliwych ludzi. Przyszły całe rodziny z małymi dziećmi. Byli wśród nas tak wierzący, jak i niewierzący. Byliśmy – i wciąż jesteśmy – szczęśliwcami, którzy mogli tego doświadczyć. Poczuliśmy tchnienie ducha i to, że moc jest w naszej jedności i różnorodności, a bez tego wszystkiego „solidarność” nie miałaby szans – nie zapominajmy o tym!!!

Dlatego od lat tak bardzo podkreślam, jak ważne jest nasze pojednanie i szukanie tego, co nas łączy, wspólne szukanie rozwiązań. Czasem – jak nie da się inaczej – trzeba iść na kompromisy… Wtedy, gdy byliśmy razem, byliśmy silni. Możemy mieć różne poglądy, ale musimy się szanować, brać pod uwagę, że sami też możemy się mylić! Jeśli tego nie zrozumiemy, nie mamy jako społeczeństwo szans. Musimy się obudzić.

– Papież dał wtedy Polakom nadzieję. Często mówi się, że „Polacy się wtedy policzyli”.

– To było, tak jak wspominałam, morze szczęśliwych ludzi. Jeden z nas stał się tak ważną osobistością dla całego świata. Mówiliśmy „nasz Ojciec Święty” i każdy na tym globie mógł o nim tak mówić. Ludzie będący u władzy musieli być przerażeni! Zobaczyli początek swojego końca. Dziś nikt nie bagatelizuje ofiary olbrzymiego poświęcenia robotników, ludzi podziemia i wszystkich tych, którzy włączyli się w walkę pismem, działaniem, nauką, drukiem – jak wielu z nich zapłaciło za to zdrowiem i życiem.

Spotkanie z Jerzym Popiełuszko

– Czuła Pani wtedy, jako początkująca artystka, szczególną misję?

– Wtedy w ogóle nie przypuszczałam, że będę śpiewać zawodowo. Mój pierwszy występ w stanie wojennym dla nieznajomych mi ludzi odbył się w małej przykościelnej salce w parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie. Pewnego dnia na Placu Komuny Paryskiej zaczepił mnie młody ksiądz. Szłam z gitarą i to zapewne zwróciło jego uwagę. Spojrzałam mu w oczy… Sporo mówił. Pomyślałam: „Albo on jest święty, albo trzeba uważać”. Wzmogłam czujność. Poprosił, bym zaśpiewała dla grupki jego studentów. Oczywiście nie znał mnie ani nie wiedział, jak śpiewam. Zgodziłam się. Tym księdzem, jak może się Pan domyślać, był św. Jerzy Popiełuszko. Dostałam jeszcze od niego dwie pary żółtych i zielonych kaloszków dla moich córeczek. Martwił się sytuacją ludzi, myślał o nich, dzielił z nimi. Żył szybko, jakby miał przeświadczenie, że jego dni są policzone.

Koncert w Sali BHP

– 22 sierpnia odbędzie się Pani koncert w Sali BHP Stoczni Gdańskiej – miejscu symbolicznym, gdzie podpisano Porozumienia Sierpniowe. Czy ten anturaż wpłynie na występ?

– Taka przestrzeń, gdzie tak wiele osób się spotkało, gdzie budziło się tyle emocji, już nigdy pusta nie będzie. Zawsze będzie wpływać na tych, którzy tu przychodzą. Poprzez piosenki i pieśni szukam przestrzeni, w której jest miejsce dla każdego. Na pewno zaśpiewam trzy piosenki z tamtego czasu, ale pojawią się także piosenki różnych okresów mojego śpiewania. Śpiewam dla wszystkich i dla każdego z osobna.

– Z jakimi oczekiwaniami publiczność powinna przyjść na ten koncert?

– Chcę, by ten koncert był czasem spotkania dla każdego, kto się na niego uda.

– Czy dzisiaj czuje się Pani związana z Solidarnością jako ruchem czy instytucją?

– Wtedy wszyscy byliśmy ruchem Solidarności. Dziś robię po prostu swoje – dokładam własną cegiełkę do budowania relacji między ludźmi. Bardzo ucieszyłam się z zaproszenia do Sali BHP. Chcę, żeby ten koncert był czasem prawdziwego spotkania z ludźmi. Razem z moimi muzykami przygotowujemy się do tego wydarzenia. Zapraszam wszystkich – Antonina Krzysztoń.

kobieta z gitarą

Komentarzy: 0
Data publikacji: 18.08.2026 11:07
Źródło: Tygodnik Solidarność