Pracodawcy z PTG dołączają do inicjatywy referendalnej Solidarności ws. polityki klimatycznej!

- Do inicjatywy referendalnej w sprawie tzw. Zielonego Ładu, którą organizuje Solidarność, dołączają pracodawcy z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.
- Wiceprezes PTG oraz wiceprzewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Bartłomiej Mickiewicz mówią o powodach, dla których pracodawcy i pracownicy zjednoczyli się w dążeniu do zorganizowania referendum w sprawie polityki klimatycznej UE.
"Wsparcie inicjatywy referendalnej to dla nas naturalny krok"
– Przyczynkiem do naszego spotkania jest decyzja Polskiego Towarzystwa Gospodarczego o wsparciu Solidarności w zbieraniu podpisów pod wnioskiem o referendum. Skąd to zbliżenie reprezentantów pracowników i pracodawców?
Konrad Banecki: – Z naszej perspektywy nie jest to nic niecodziennego. Wręcz przeciwnie – uważamy tę decyzję za oczywistą. Od dłuższego czasu zajmujemy się problematyką kosztów energii, które bezpośrednio wpływają zarówno na funkcjonowanie pracowników, jak i pracodawców oraz całego biznesu w Polsce. Widzimy, jak szybko zmienia się świat. Dziś Europa, a wraz z nią Polska, traci konkurencyjność na arenie międzynarodowej. Przyczyną jest właśnie błędna polityka energetyczna i generalnie klimatyczna. W tym roku wydaliśmy raport poświęcony właśnie temu problemowi, w którym postawiliśmy symboliczne pytanie: transformacja czy konkurencyjność?
Dlatego wsparcie tej inicjatywy było dla nas naturalnym krokiem. Wcześniej popieraliśmy referendum, które chciał zorganizować prezydent Karol Nawrocki. Kiedy zostało ono zablokowane decyzją Senatu, a dotarła do mnie informacja, że Solidarność będzie kontynuować zbieranie podpisów pod obywatelskim wnioskiem o referendum, natychmiast poparliśmy tę inicjatywę. Reprezentujemy przede wszystkim polski biznes – małe i średnie przedsiębiorstwa – i wiemy, że dla nich jest to kluczowa sprawa.
Bartłomiej Mickiewicz:
Związki zawodowe w dziwny sposób zawsze są przeciwstawiane pracodawcom. To bzdura. Zawsze mówię, że dobrze kierowany związek zawodowy i mądry pracodawca zawsze dojdą do porozumienia, bo działają we wspólnym interesie.
Związkowcy chcą zarabiać i mieć godne warunki pracy, pracodawca w gruncie rzeczy również. Współpraca z organizacją związkową daje bardzo wiele. Zawsze dawała.
W przypadku zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum dla mnie współpraca z Polskim Towarzystwem Gospodarczym jest również dowodem na to, że obecny rząd ma jednak jakieś sukcesy – w kontrze do niego w dobrej sprawie zjednoczyli się pracodawcy i związki zawodowe.
"Interesy pracowników i interesy przedsiębiorców nie muszą być ze sobą sprzeczne"
– Jaka jest obecnie sytuacja małych i średnich przedsiębiorstw? Jak wysokie ceny energii wpływają na ich funkcjonowanie?
K.B.: – Jeżeli sytuacja się zmienia, to niestety na gorsze. Jeszcze kilka lat temu cena energii w Polsce wynosiła około 300 zł za megawatogodzinę, dzisiaj mówimy o 1300 zł, a nawet 1500 zł.
Kiedy porównujemy te ceny z sytuacją w Stanach Zjednoczonych czy Chinach, zaczynamy się zastanawiać, w jaki sposób polscy przedsiębiorcy mają konkurować na światowych rynkach. Tracimy kolejne elementy naszej konkurencyjności.
B.M.: – To widać i udowodniliśmy to jako Solidarność w dwóch poprzednich raportach – „Drapieżny Zielony (nie)Ład” oraz „Energia. Transport. Społeczeństwo”, mówiących o wpływie systemu ETS na gospodarkę – że polityka klimatyczna zabija przedsiębiorców w Polsce.
Jeżeli nie ma przedsiębiorstw, nie ma miejsc pracy i dlatego to jest nasza wspólna sprawa z pracodawcami. To właśnie pokazuje, że interesy pracowników i interesy przedsiębiorców nie muszą być ze sobą sprzeczne.
Z punktu widzenia pracowników sprawa jest bardzo prosta: miejsc pracy nie da się utrzymać bez silnych przedsiębiorstw. Dlatego obrona konkurencyjności polskiej gospodarki jest również obroną interesów pracowników. Nie chodzi przecież tylko o wysokość rachunku za energię, ale o to, czy zakład produkcyjny będzie miał za rok, dwa albo pięć lat gdzie zatrudniać ludzi.
K.B.: – W naszej strefie klimatycznej energia – i nie mówię wyłącznie o energii elektrycznej, ale także o kosztach ogrzewania – powinna być stabilna, dostępna i tania. Energia nie jest tutaj luksusem. Jest warunkiem przetrwania.
W krajach o cieplejszym klimacie można być bezdomnym, mieć śpiwór i spędzić noc na plaży. Będzie to oczywiście trudne i niekomfortowe, ale nie musi oznaczać zagrożenia dla życia. U nas zimą brak ogrzewania może zabić człowieka w ciągu jednej nocy. Dlatego energia w Polsce nie może być luksusem. Tymczasem poszliśmy w pewną zieloną awangardę, która – w mojej ocenie – nie wytrzymuje ani krytyki naukowej, ani ekonomicznej. Współczesna rywalizacja międzynarodowa w dużej mierze polega na kontrolowaniu przepływów kapitału.
Zielona transformacja stała się mechanizmem kontrolowania tych przepływów – również pieniędzy pochodzących od polskich pracowników i polskich przedsiębiorców.
Zresztą nie lubię przeciwstawiania pracowników pracodawcom. Zgadzam się z Piotrem Dudą, gdy mówi, że reprezentuje świat pracy. Ja również reprezentuję ten świat.
Polscy przedsiębiorcy to często ludzie wykonujący niezwykle ciężką pracę, nierzadko są oni pozbawieni wielu przywilejów socjalnych. Kiedy rozwijają swoje firmy, przez wiele lat nie myślą o urlopach, wolnych sobotach czy innych przywilejach pracowniczych. Budują swoją przewagę poprzez własną pracę, aktywność i zaangażowanie, a nie wyłącznie poprzez kapitał.
"Mamy własne zasoby, własny przemysł i ludzi, którzy potrafią budować nowoczesne rozwiązania. Trzeba z tego korzystać"
– Czy Polska ma realną możliwość zmiany tej polityki? Często słyszymy przecież, że z poziomu polskiego rządu niewiele można zrobić, bo jest to polityka wynikająca ze zobowiązań wobec Unii Europejskiej.
B.M.: – Jako Solidarność uważamy, że Polska powinna przede wszystkim patrzeć na własny interes gospodarczy i społeczny. Przy wszelkich zmianach związanych z energetyką priorytetem powinno być zapewnienie ludziom i gospodarce bezpieczeństwa, dostępnej energii i miejsc pracy.
Nie jesteśmy przeciwko inwestycjom ani nowym technologiom. Jesteśmy przeciwko sytuacji, w której koszt transformacji jest przerzucany na pracowników i przedsiębiorców, a jednocześnie nie mamy pewności, czy na końcu otrzymamy tańszą i bardziej dostępną energię.
Jeżeli mamy własne zasoby, własny przemysł i ludzi, którzy potrafią budować nowoczesne rozwiązania, to trzeba z tego korzystać. Nie możemy prowadzić polityki, która powoduje, że polski przemysł staje się mniej konkurencyjny, a później dziwić się, że miejsca pracy znikają.
K.B.: – Nie pamiętam, żeby w traktatach Unii Europejskiej Polska zobowiązała się do prowadzenia niesuwerennej polityki energetycznej. Wręcz przeciwnie, polityka energetyczna, podobnie jak kwestie obronności, nie została przecież w pełni wyłączona z kompetencji państw członkowskich.
Możemy prowadzić suwerenną politykę energetyczną i zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie chcemy tego robić.
– Czy mają Panowie sygnały, że skutki obecnej polityki energetycznej są już dla małych i średnich firm tak poważne, że przedsiębiorstwa upadają albo przenoszą działalność za granicę?
K.B.: – Mamy takie sygnały. Według dostępnych danych w pierwszym kwartale tego roku zamknięto ponad 100 tysięcy działalności gospodarczych.
Od naszych przedsiębiorców również otrzymujemy informacje, że ich możliwości funkcjonowania, marżowość i perspektywy rozwoju są dramatycznie ograniczane właśnie przez wysokie koszty energii.
– Co w takim razie należy zrobić? Czy powrót do węgla rzeczywiście może rozwiązać problem?
K.B.: – Nie mówiłbym o „powrocie do węgla”, bo to sformułowanie sugeruje powrót do górnictwa, które znaliśmy kilkadziesiąt lat temu.
Często słyszymy argument: „Znowu będziemy dopłacać do górników”. Tymczasem dzisiaj dopłacamy do samochodów elektrycznych, do wiatraków, paneli fotowoltaicznych, magazynów energii i całej zielonej transformacji. I jakoś nie budzi to podobnych emocji.
Mówimy również o kolejnych miliardach przeznaczanych na tę transformację, podczas gdy mamy ogromne potrzeby w ochronie zdrowia, administracji publicznej czy w szkolnictwie. Być może te pieniądze można wykorzystać inaczej.
Nie można też mówić, że jest to wolny rynek. Jeżeli państwo gwarantuje określone przepływy finansowe na wiele pokoleń, trudno mówić o realnym ryzyku biznesowym. W przypadku wielu inwestycji fundusz czy deweloper ma zagwarantowany określony zwrot. Państwo zabezpiecza przepływy, a ryzyko jest ograniczone. To nie ma wiele wspólnego z klasycznym wolnym rynkiem. To absurd.
BM: – Nie bez powodu przewodniczący Piotr Duda mówi o tym, że polityka klimatyczna Unii Europejskiej to biznes i polityka. Obietnice, że dzięki niej ziemia będzie czysta i zielona, są mgliste i pozbawione podstaw naukowych. Jest wręcz przeciwnie, w skali globalnej ta polityka nie ma większego znaczenia, bo największe gospodarki świata wykorzystują węgiel i emitują znacznie więcej dwutlenku węgla do atmosfery niż Europa. W tej sytuacji tak duże obciążenia, z którymi będzie mierzyć się każdy z nas, wydają się pozbawione sensu.
– Czy rzeczywiście możemy po prostu wrócić do węgla? Czy to wystarczy?
B.M.: – Nie chodzi o to, by odrzucić wszystko co nowoczesne i udawać, że tego nie ma. Z perspektywy pracowników ważne jest jednak, żeby transformacja nie oznaczała likwidacji całych gałęzi przemysłu bez planu na ludzi, którzy w nich pracują. Mówimy o sprawiedliwej transformacji, która de facto nie jest ani sprawiedliwa, ani niczego nie transformuje. Sprawiedliwa nie jest dlatego, że nie ma zastępowalności miejsc pracy, całe gałęzie gospodarki giną na naszych oczach, a transformacją nie można nazwać niszczenia w gruncie rzeczy całej gospodarki Polski dla partykularnych interesów małych, ale wpływowych grup.
Solidarność nie boi się zmian technologicznych. Nie chcemy natomiast, by były one przeprowadzane w taki sposób, który odbiera ludziom poczucie bezpieczeństwa. Pracownik musi wiedzieć, co stanie się z jego miejscem pracy, jego wynagrodzeniem i jego rodziną. Transformacja, która nie uwzględnia tych elementów, nigdy nie będzie społecznie akceptowalna.
Jeśli jednak mówimy o tym, co może wzmacniać naszą gospodarkę, w czym mamy i surowiec, i odpowiednie kadry, i know-how, i cały zbudowany wokół system, to jest to zdecydowanie górnictwo węgla kamiennego. Lekkomyślne rezygnowanie z niego jest wbrew naszemu interesowi narodowemu.
W tej chwili pracujemy nad kolejnym raportem eksperckim, w którym poruszymy bardzo ważny temat – rekarbonizację gospodarki, czyli odpowiemy na pytanie, jak w ekologiczny sposób wykorzystać węgiel, którego jako Polska mamy bardzo dużo. Pokażemy – bo takie technologie są stosowane na świecie – co można z węgla produkować, jakie korzyści daje to gospodarce i rynkowi pracy oraz – co najważniejsze – zadamy pytanie: „Dlaczego dotychczas nikt tych rozwiązań nie wprowadził?”. To powinien być kierunek sprawiedliwej transformacji i budowania dobrobytu społeczeństwa.
K.B.: – Jeżeli mówimy o powrocie do węgla, nie możemy wracać do górnictwa w takiej formie, w jakiej funkcjonowało ono kilkadziesiąt lat temu.
W tę branżę przez pół wieku praktycznie nie inwestowano. Zablokowano finansowanie nowych technologii węglowych poprzez system bankowy. Wyobraźmy sobie, że przemysł motoryzacyjny przez pół wieku nie inwestował w rozwój. Czym dzisiaj byśmy jeździli? Nadal małymi i dużymi Fiatami. Dlatego trzeba rozwijać technologie.
Chińczycy wydobywają dzisiaj węgiel z pokładów podobnych do tych występujących w Polsce, ale wykorzystują do tego nowoczesne, zautomatyzowane urządzenia. Możemy więc stworzyć bardzo nowoczesną gałąź górnictwa, a także przemysłu chemicznego opartego na węglu.
Chińczycy wykorzystują węgiel do produkcji między innymi polipropylenu, polietylenu i innych produktów chemicznych. Węgiel jest przecież węglowodorem – podobnie jak ropa naftowa i gaz. Różnica polega tylko na jego postaci i właściwościach.
"Setki tysięcy obywateli chcą, żeby w ważnej sprawie przeprowadzono referendum"
– Porozmawiajmy jeszcze o samej zbiórce podpisów.
K.B.: – Nasz raport dotyczący Zielonego Ładu – „Transformacja czy konkurencyjność” – spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem. Wierzymy, że przedsiębiorcy i świadomi obywatele poprą również tę inicjatywę referendalną.
Chodzi o to, żeby zacząć poważnie rozmawiać o suwerennej polityce energetycznej oraz strategii energetycznej, która będzie służyła Polakom. Nawet gdybyśmy przyjęli, że inwestycje w wiatraki, panele fotowoltaiczne czy inne technologie są potrzebne, to na końcu chcielibyśmy mieć gwarancję taniego prądu dla polskich obywateli i przedsiębiorców. A takiej gwarancji obecnie nigdzie nie ma.
Jeżeli dzisiaj wiemy, że taki prąd możemy uzyskać z polskiego węgla – to działajmy. Wykorzystajmy to, co mamy.
B.M.: – Dla Solidarności ta zbiórka jest przede wszystkim próbą dania obywatelom możliwości wypowiedzenia się w sprawie, która będzie miała wpływ na ich życie, pracę i koszty utrzymania. Nie chcemy, żeby decyzje dotyczące przyszłości energetycznej Polski były podejmowane bez realnej rozmowy ze społeczeństwem.
Istnieje jeszcze jeden, może ważniejszy powód, dla którego Solidarność angażuje się w tę sprawę. To demokracja. Art. 4 konstytucji mówi: „Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu”. Jeżeli setki tysięcy obywateli chcą, żeby w ważnej sprawie przeprowadzono referendum, ich głos powinien być traktowany poważnie.
31 sierpnia obchodziliśmy 46. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych. Spotykaliśmy ludzi, którzy oddawali zdrowie i poświęcali swoje rodziny dla demokracji. Jesteśmy im coś winni. Solidarność powstała między innymi po to, żeby głos zwykłych ludzi miał znaczenie i żeby władza pamiętała, że jej źródłem jest społeczeństwo. Dlatego Solidarność zawsze będzie broniła zasad demokracji, której nieodłącznym elementem jest możliwość wypowiedzenia się przez obywateli w ważnych dla nich sprawach.
Komentarze
„Bez takich ludzi Solidarność by nigdy nie powstała”. Krzysztof Wyszkowski z Orderem Orła Białego

46. rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych. Karol Nawrocki: Solidarność płynęła nurtem odzyskanej odwagi cywilnej

Michał Ossowski: Solidarność zmieniła nie tylko historię Polski, ale i świata

Solidarność świętowała we Wrocławiu swoje 46. urodziny
Bartłomiej Mickiewicz w Radiu Wnet: Osoby najbardziej zasłużone dla Solidarności nie są osobami z pierwszych stron gazet








