Aleksandra Jakubiak OV: „Nędzne by to serce było, co by dziś nie zapłakało”

W bieżącym roku Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa minęła pod znakiem obecności papieża na Wyspach Kanaryjskich i wstrząsających słów, które padły tam z ust Leona. Ale po kolei…
Miękkie serce
Kilka lat temu jechałam tramwajem do centrum Gdańska. W pewnej chwili do wagonu wsiadła duża grupa obcokrajowców. Zrobiła się bardzo ciasno i głośno. Ponieważ byłam zmęczona, a dzień był upalny, zaczęłam się irytować na hałas i ścisk, potem irytacja przeszła w zdenerwowanie, w końcu głowa zaczęła mi parować z gniewu. Ciągle ktoś mnie popychał, ludzie się darli - a mam bardzo niską tolerancję na dźwięki - a że był to okres zaraz po lockdownie, ich chuchanie też mnie wkurzało. Ci ludzie byli inni i powodowali mój dyskomfort. Nie byłam na tyle nieświadoma, by nie zdawać sobie sprawy, że tak naprawdę nie chodzi o tę grupę, tylko o moją własną psychiczną i duchową niedyspozycję, mimo to stanowili oni dobry powód do gniewu. W końcu zdałam sobie sprawę, że moje wewnętrzne utyskiwania i złorzeczenia na sytuację najwięcej mają wspólnego z kondycją serca, które zaciska się jak głaz, próbując odciąć się od rzeczywistości. I kiedy zdecydowałam się oddać cały ten bagaż serca Bogu, po chwili zobaczyłam coś, co mentalnie zwaliło mnie z nóg. Tramwaj zatrzymał się pod wiaduktem, gdzie na murze widniało napisane sprayem zdanie: „miękkie serce trudniej złamać”.
Papież i migranci
Na zakończenie swojego czwartkowego przemówienia w porcie Arguineguín na wyspie Gran Canaria papież wypowiedział poruszające słowa: - Oby historia nie musiała nas oskarżyć o to, że ból cierpiących uczyniliśmy zwyczajnym pejzażem naszych wybrzeży. Bo dziś, tutaj, nad brzegiem morza, każde życie, które przybywa, pyta nas, co pozostało z naszego człowieczeństwa. Prędzej czy później okaże się, czy potrafiliśmy go strzec, czy też pozwoliliśmy, by przemówiła za nas obojętność.
Dostrzeganie twarzy
Nie chcę, żeby to, co powiem było interpretowane w wymiarze politycznym, ekonomicznym czy prawnym. Te niedzielne refleksje skupione są raczej wokół sfery duchowej i przy takiej chcę tu pozostać, bo to nie polityczny wiec ani manifestacja. Niech zatem o tym, kogo kraje przyjmują jako migrantów, a kogo weryfikują jako społeczne zagrożenie, decydują odpowiednie służby, niech ustawodawcy tworzą swoje projekty, niech ekonomiści decydują, ile gospodarka udźwignie, niech media i społeczeństwo stoją na straży praworządności, ale nam, chrześcijanom, potrzeba przyjmować podpowiedzi Chrystusowego Serca, by w rzeszy tych migrantów dostrzegać coś więcej niż tłum, coś więcej niż polityczne hasła skrajnych ugrupowań - od „Herzlich Willkommen” po „Europa dla Europejczyków”, coś więcej niż debaty o inżynierii społecznej, coś więcej niż podpowiedzi ogarniętego bojaźnią mózgu. Potrzeba nam w pierwszej kolejności dostrzegać tam twarze.
Fundament leży w sercu
W Mesjaszu pragnięto zobaczyć wyzwoliciela narodu, wielkiego wodza i króla, po Jego śmierci można było usłyszeć zdanie „a myśmy się spodziewali…”. Po chrześcijaństwie spodziewano się np. zniesienia niewolnictwa, społecznej sprawiedliwości i emancypacji kobiet. A jednak Jezus podkreślił, że Jego królestwo nie jest z tego świata, a Paweł odesłał Filemonowi jego niewolnika-uciekiniera Onezyma bez nakazu uwolnienia go, tylko z prośbą o potraktowanie, niczym brata. Dlaczego? Bo choć niepodległość, wyzwolenie niewolników, zaprowadzenie ładu etc. to sprawy bardzo dobre i niezmiernie ważne, to fundament ich trwałości leży w naszym sercu, w ludzkości, która poprzez odmianę serc dorasta do większego dobra, choć czasem zajmuje to dużo czasu.
Na kartach Ewangelii wg św. Mateusza Jezus zwraca się do słuchaczy: "Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33). Dlaczego to mówię? Ponieważ zanim kierowani albo idealizmem, albo ksenofobią zaczniemy wygłaszać swoje opinie, najpierw powinniśmy w człowieku dostrzec człowieka, nie target, nie kontent, nie, cytując jednego z politycznych aktywistów - którego nazwisko miłosiernie przemilczę - „biomasę”, ale spojrzenie, historię życia, zbudowaną na trudnych doświadczeniach determinację, która dała siłę, by stawiać krok za krokiem lub by wypłynąć naprzeciw groźnemu i nieznanemu.
Duchowe wyzwanie naszych czasów
To wszystko jest bardzo trudne, to pewnie duchowe wyzwanie naszych czasów, gdy Europa zaczyna zbierać żniwo drenowania do ugoru ziem innych kontynentów, po uprzednim otoczeniu siebie wysokim cokołem. My również, jako kraj, byliśmy kiedyś poza owym cokołem i w pewnych perspektywach nadal poza nim bywamy, ale to nie zwalnia nas z walki o zachowanie człowieczeństwa, spojrzenia Jezusowego Serca. Zresztą, czy po otwarciu granic UE, sami nie ruszyliśmy za chlebem? I to był odruch naturalny.
Ekonomiści mogą się kłócić o to, ile straciliśmy na wojnach, a ile odzyskaliśmy w formie dotacji, do tego są powołani, niech takie sprawy wyjaśniają. Historia może upominać się o swoje w wypadku państw, które kolonizowały i w sposób bardziej subtelny, nadal kolonizują innych. A my możemy się spierać o to, na ile jesteśmy czyści, na ile w porządku. Tylko, mówiąc o sferze duchowej, czy o to naprawdę chodzi? O to, by być czystym i w porządku? O to, by krzyczeć, że „moja chata z kraja”? Jak ulał pasuje tu cytat ze śp. ks. Józefa Tischnera: „Może i masz rację, ale jakie z tego dobro?”.
Ktoś, nie coś
Próbuję przypominać sobie te wszystkie momenty, kiedy byłam gdzieś nowa, np. nowa w szkole, nowa w pracy etc., i jest kolosalna oraz zupełnie wyczuwalna różnica pomiędzy tym, kiedy jest się traktowanym, jak nowy, ale konkretny człowiek, a tym, jak rozbijamy się o mur niechęci do czegoś nowego w ogólności. I o to tylko proszę, by na nowych patrzeć, jak na ludzi, nie na coś, „biomasę”. Oczywiście, od nowoprzybyłych również wymagać się powinno odpowiedzialności, ale serio, zacznijmy od siebie i od leczenia „wzroku” własnego serca.
* w tytule cytat z wielkopostnej pieśni kościelnej zatytułowanej "Krzyżu święty, nade wszystko".
Tagi
Powiększył się polski episkopat. Leon XIV mianował nowego biskupa

Msza św. w Sagrada Familia: Nie możemy wierzyć w Jezusa i zabijać niewinnego

Papież w Opactwie Matki Bożej z Montserrat

Tylko narzędzie. Papież pisze o sztucznej inteligencji

Plan holenderskiego rządu dla migrantów. „Kończy się epoka naiwności”







