Szukaj
Konto

Tȟašúŋke Witkó: Mocarstwo bez duszy

Półwysep Krymski
Źródło: fot. Wikipedia - domena publiczna | Półwysep Krymski
Nie, to nie jest kryzys kilkugodzinny i nie jest też to kryzys kilkudniowy. Jest to poważne tąpnięcie, jakie nastąpiło we wszystkich instytucjach państwa odpowiedzialnych za utrzymanie jego podstawowych funkcji życiowych.

Naturalnie, moi Wspaniali Czytelnicy już wiedzą, że niniejszy felieton będzie traktował o kryzysie paliwowo-energetycznym, z jakim od minimum kilku miesięcy boryka się Rosja, a który ma bezpośredni wpływ na samopoczucie legendarnej „rosyjskiej duszy”, czyli czegoś metafizycznego, ściśle powiązanego z morale narodu prowadzącego wojnę.

Skąd wiem, że od ów „dubeltowy” kryzys – materiałowy i psychologiczny – trwa od kilku miesięcy, a nie tygodni, jak o tym donosi rosyjska prasa? Ano stąd, że miasta typu Moskwa czy Petersburg były zaopatrywane w olej napędowy, etylinę i lubrykanty techniczne w miarę systematycznie i za wszelką cenę, bowiem są one wizytówką kraju i oczkiem w głowie Putina. Jednak taką choćby Wichoriewką, położoną w obwodzie irkuckim, nikt specjalnie sobie głowy nie zawracał, więc jej mieszkańcy, zapewne jako jedni z pierwszych, poczuli brzemię wojny i trudy, jakie niesie ona dla ludności cywilnej mocarstwa, nawet atomowego.

Tuszyć należy, że zanim problem pustych zbiorników dotarł do kluczowych metropolii, to rosyjska głubinka borykała się z nim od dłuższego czasu. To dowodzi, że w połowie czwartego roku wojny administracja i służby rosyjskie wciąż niedomagają, co jest znakomitym prognostykiem dla Polski i Europy, gdyż bardzo źle wpływa na wolę walki samych Rosjan.

Krym – wyspa bez prądu, paliwa i… duszy

Oczywiście wiem, że Krym jest półwyspem, ale ukraińskie dowództwo – systematycznie i przemyślanie atakując wszystkie arterie jego zaopatrzenia – uczyniło go faktycznie odciętą od zdobyczy współczesnej cywilizacji „wyspą”. Mieszkańcy Krymu, a są nimi głównie Rosjanie, wciąż wystają w kilometrowych kolejkach, aby zatankować swoje pojazdy, bowiem utrzymanie ciągłości dostaw paliw płynnych do stacji jest obecnie największym wyzwaniem dla organów władzy. Przywykli już do braku prądu i ograniczonego asortymentu produktów spożywczych w sklepach, bowiem linie dowozu szwankują od początku wojny z Ukrainą.

Państwo pamiętacie, jak 8 października 2022 roku, czyli dobę po 70. urodzinach Władimira Władimirowicza Putina, na Moście Krymskim wybucha ciężarówka, uszkadzając zarówno nitkę drogową i kolejową, prawda? Ów akt dywersji miał za zadanie nie tylko utrudnić Rosjanom dostawy do wojsk własnych walczących w bezpośredniej styczności z pododdziałami ukraińskimi, ale także ośmieszyć „cara” i pokazać jego wielbicielom, że nikt nie jest bezpieczny. Czy to się udało? Jak najbardziej, gdyż ataki – zarówno na sam most, jak i infrastrukturę Krymu – były wielokrotnie ponawiane, a w przestrzeni medialnej pojawiało się setki materiałów filmowych ukazujących ludność tubylczą, próbującą w panice opuścić swoje zagrożone domostwa i przedrzeć się na „kontynent”. Założę się o każdą kwotę, że żaden z umęczonych i wystraszonych uciekinierów już nawet jednym słowem nie wspomniał o jakimkolwiek bohaterstwie i mężnej „rosyjskiej duszy”.

 

Kropla drąży skałę, nawet rosyjską

Wszyscy Państwo wiedzą, że indywiduum klecące niniejszy tekst jest starym zgorzkniałym cynikiem i zimnym realistą. Dlatego, w ramach „zejścia na ziemię”, już teraz napiszę, że żadnej oddolnej rewolucji w Rosji nie będzie, a Putinowi nie grożą większe rozruchy społeczne. Dlaczego? Dlatego, że Rosjanie są zindoktrynowani przez środki masowego przekazu i nauczeni przez nie bezwzględnego podporządkowania się władzy. Ponadto, Kreml wciąż nie ogłosił masowej mobilizacji, a szeregi armii zasilają mężczyźni – często o azjatyckich rysach twarzy – pochodzący z odległych części kraju. Ludzie – od wieków mentalnie i fizycznie przyzwyczajeni do wyrzeczeń – przyjmują obecną sytuację z pokorą, a gen buntu został w nich dawno wytrzebiony.

Działa też osławiony „efekt flagi”, czyli zbijane się w ciasną masę wokół sztandaru władzy zawsze wtedy, kiedy zbliża się zagrożenie. Ale to wszystko nie oznacza, że miliony ludzi nie zadaje sobie pytania: „Co złego dzieję się z naszą >Matuszką Rosją

Przypomnę Państwu, że w marcu i kwietniu 2022 roku, kiedy było już wiadomo, że wojna na Ukrainie będzie długa i krwawa, tysiące młodych rosyjskich mężczyzn uciekło do Gruzji, chroniąc się w ten sposób przed poborem. Starszych Rosjan chyba już nic nie zmieni, ale tych młodszych, o nieco bardziej zachodniej mentalności, systematycznie zmieniają uderzenia ukraińskich dronów, które są taką kroplą drążącą rosyjską skałę mentalnościową. A to będzie musiał wziąć pod uwagę następca Putina, jeśli chce spokojnie przejąć władzę i rządzić bez perturbacji. Jest to, co prawda, perspektywa zmian w okresie raczej dekad, niż lat, ale zawsze stanowi jakąś wartość dodaną dla wszystkich sąsiadów Rosji, najeżdżanych przez nią od wieków.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 24 lipca 2026 r.

[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 24.07.2026 22:27
Źródło: Tysol.pl