Tȟašúŋke Witkó: Mocarstwo bez duszy

Naturalnie, moi Wspaniali Czytelnicy już wiedzą, że niniejszy felieton będzie traktował o kryzysie paliwowo-energetycznym, z jakim od minimum kilku miesięcy boryka się Rosja, a który ma bezpośredni wpływ na samopoczucie legendarnej „rosyjskiej duszy”, czyli czegoś metafizycznego, ściśle powiązanego z morale narodu prowadzącego wojnę.
Skąd wiem, że od ów „dubeltowy” kryzys – materiałowy i psychologiczny – trwa od kilku miesięcy, a nie tygodni, jak o tym donosi rosyjska prasa? Ano stąd, że miasta typu Moskwa czy Petersburg były zaopatrywane w olej napędowy, etylinę i lubrykanty techniczne w miarę systematycznie i za wszelką cenę, bowiem są one wizytówką kraju i oczkiem w głowie Putina. Jednak taką choćby Wichoriewką, położoną w obwodzie irkuckim, nikt specjalnie sobie głowy nie zawracał, więc jej mieszkańcy, zapewne jako jedni z pierwszych, poczuli brzemię wojny i trudy, jakie niesie ona dla ludności cywilnej mocarstwa, nawet atomowego.
Tuszyć należy, że zanim problem pustych zbiorników dotarł do kluczowych metropolii, to rosyjska głubinka borykała się z nim od dłuższego czasu. To dowodzi, że w połowie czwartego roku wojny administracja i służby rosyjskie wciąż niedomagają, co jest znakomitym prognostykiem dla Polski i Europy, gdyż bardzo źle wpływa na wolę walki samych Rosjan.
Krym – wyspa bez prądu, paliwa i… duszy
Oczywiście wiem, że Krym jest półwyspem, ale ukraińskie dowództwo – systematycznie i przemyślanie atakując wszystkie arterie jego zaopatrzenia – uczyniło go faktycznie odciętą od zdobyczy współczesnej cywilizacji „wyspą”. Mieszkańcy Krymu, a są nimi głównie Rosjanie, wciąż wystają w kilometrowych kolejkach, aby zatankować swoje pojazdy, bowiem utrzymanie ciągłości dostaw paliw płynnych do stacji jest obecnie największym wyzwaniem dla organów władzy. Przywykli już do braku prądu i ograniczonego asortymentu produktów spożywczych w sklepach, bowiem linie dowozu szwankują od początku wojny z Ukrainą.
Państwo pamiętacie, jak 8 października 2022 roku, czyli dobę po 70. urodzinach Władimira Władimirowicza Putina, na Moście Krymskim wybucha ciężarówka, uszkadzając zarówno nitkę drogową i kolejową, prawda? Ów akt dywersji miał za zadanie nie tylko utrudnić Rosjanom dostawy do wojsk własnych walczących w bezpośredniej styczności z pododdziałami ukraińskimi, ale także ośmieszyć „cara” i pokazać jego wielbicielom, że nikt nie jest bezpieczny. Czy to się udało? Jak najbardziej, gdyż ataki – zarówno na sam most, jak i infrastrukturę Krymu – były wielokrotnie ponawiane, a w przestrzeni medialnej pojawiało się setki materiałów filmowych ukazujących ludność tubylczą, próbującą w panice opuścić swoje zagrożone domostwa i przedrzeć się na „kontynent”. Założę się o każdą kwotę, że żaden z umęczonych i wystraszonych uciekinierów już nawet jednym słowem nie wspomniał o jakimkolwiek bohaterstwie i mężnej „rosyjskiej duszy”.
Kropla drąży skałę, nawet rosyjską
Wszyscy Państwo wiedzą, że indywiduum klecące niniejszy tekst jest starym zgorzkniałym cynikiem i zimnym realistą. Dlatego, w ramach „zejścia na ziemię”, już teraz napiszę, że żadnej oddolnej rewolucji w Rosji nie będzie, a Putinowi nie grożą większe rozruchy społeczne. Dlaczego? Dlatego, że Rosjanie są zindoktrynowani przez środki masowego przekazu i nauczeni przez nie bezwzględnego podporządkowania się władzy. Ponadto, Kreml wciąż nie ogłosił masowej mobilizacji, a szeregi armii zasilają mężczyźni – często o azjatyckich rysach twarzy – pochodzący z odległych części kraju. Ludzie – od wieków mentalnie i fizycznie przyzwyczajeni do wyrzeczeń – przyjmują obecną sytuację z pokorą, a gen buntu został w nich dawno wytrzebiony.
Działa też osławiony „efekt flagi”, czyli zbijane się w ciasną masę wokół sztandaru władzy zawsze wtedy, kiedy zbliża się zagrożenie. Ale to wszystko nie oznacza, że miliony ludzi nie zadaje sobie pytania: „Co złego dzieję się z naszą >Matuszką Rosją
Przypomnę Państwu, że w marcu i kwietniu 2022 roku, kiedy było już wiadomo, że wojna na Ukrainie będzie długa i krwawa, tysiące młodych rosyjskich mężczyzn uciekło do Gruzji, chroniąc się w ten sposób przed poborem. Starszych Rosjan chyba już nic nie zmieni, ale tych młodszych, o nieco bardziej zachodniej mentalności, systematycznie zmieniają uderzenia ukraińskich dronów, które są taką kroplą drążącą rosyjską skałę mentalnościową. A to będzie musiał wziąć pod uwagę następca Putina, jeśli chce spokojnie przejąć władzę i rządzić bez perturbacji. Jest to, co prawda, perspektywa zmian w okresie raczej dekad, niż lat, ale zawsze stanowi jakąś wartość dodaną dla wszystkich sąsiadów Rosji, najeżdżanych przez nią od wieków.
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 24 lipca 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]
Komentarze
Powstanie trybunał ds. rosyjskiej agresji. "Ten mechanizm zapobiegnie przyszłym wojnom"
„The Daily Beast”: W Rosji rośnie religijny kult Putina

Dyrektor Caritas w Chersoniu ranny po ataku rosyjskiego drona
ONZ zarzuca Ukrainie blokowanie wolności religijnej rosyjskiej Cerkwi. Kijów oburzony




