Zełenski powinien być ogłoszony w Polsce persona non grata

- Rzeź Wołyńska nie była tylko ludobójstwem, była genocidum atrox - ludobójstwem ze szczególnym okrucieństwem.
- Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski owych ludobójców nazywa "bohaterami" i nazywa ich imieniem jednostkę wojskową.
- Na Polsce mści się doktryna Giedroycia, która zakładała pojednanie historyczne bez rozliczenia winnych.
Jako historyk wielokrotnie angażowałam się w zwalczanie banderyzmu w Polsce i gloryfikacji zbrodniczej OUN-UPA, zdaję sobie bowiem sprawę z tego, co wydarzyło się na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. A wcale nie zaczęło się w 1943 roku, ale dziesięć lat wcześniej – już wówczas zdarzały się pojedyncze mordy na Polakach tylko dlatego, że byli Polakami. 11 lipca 1943 roku, czyli tzw. Krwawa Niedziela, był kulminacją tego, co wszyscy historycy zajmujący się tematem Rzezi Wołyńskiej określają mianem genocidum atrox – mordu ze szczególnym okrucieństwem.
Stworzona przez Doncowa i Banderę ideologia miała na celu „oczyszczenie” terenów Okrainy – tak nazywały się one kiedy jeszcze należały do I Rzeczpospolitej – z Polaków i Żydów, aby na tym fundamencie zbrodni stworzyć niepodległe państwo ukraińskie. W tym kontekście Ukraińcy zapatrzeni byli w Niemców, którzy w sposób systemowy dokonywali czystek etnicznych, aby „poszerzyć swoją przestrzeń życiową”. Dokładnie za tym wzorem podążyli ukraińscy nacjonaliści, nie dziwne zatem, że chętnie łączyli siły z nazistowskimi Niemcami przeciwko znienawidzonej ludności polskiej i żydowskiej. Banderyzm zawsze miał ostrze antypolskie i nawet współcześnie nic się nie zmieniło, mimo retoryki władz w Kijowie.
Wybielić zbrodniarzy
W zasadzie od upadku Związku Sowieckiego Ukraińcy w relacjach z Polakami usiłowali wybielać zbrodniarzy z OUN-UPA. Pomagała im w tym doktryna Jerzego Giedroycia. Była to koncepcja polityki wschodniej zakładająca, że niepodległość Ukrainy, Litwy i Białorusi jest kluczowa dla bezpieczeństwa Polski. W stosunku do Ukrainy zakładała ona bezwarunkowe uznanie jej niepodległości, rezygnację z roszczeń terytorialnych (m.in. do Lwowa) oraz pojednanie historyczne. Problem w tym, że wprowadzona w życie, nigdy nie upomniała się o polskie i żydowskie ofiary ukraińskiego nacjonalizmu.
Doktryna ta stała się fundamentem polskiej polityki wschodniej. Miałam okazję przyglądać się temu wszystkiemu z bliska i kilka rzeczy mocno mnie uderzyło. Po pierwsze parcie strony ukraińskiej na wybielanie zbrodniarzy. O ile Rzeź Wołyńska została dokonana na bezbronnej, polskiej ludności cywilnej, o tyle Ukraińcy wymyślili na potrzeby własnej propagandy „konflikt polsko-ukraiński z czasów II wojny światowej”, którego w rzeczywistości nie było. W ten sposób chcieli usprawiedliwić bestialskie mordy dokonywane na Polakach.
Polscy politycy
Przez ostatnie trzydzieści lat opór polskich polityków wobec ukraińskiej propagandy był delikatnie mówiąc słaby, co rozzuchwaliło stronę ukraińską i stąd mamy takie a nie inne decyzje Wołodymyra Zełenskiego. W lutym 2024 roku Paweł Kowal w wywiadzie dla portalu Interia stwierdził, że zbrodnia wołyńska została dokonana „przez obywateli polskich na innych polskich obywatelach”. Byli też tacy politycy, którzy wykrzykiwali banderowskie hasła „Sława Ukrainie. Hierojom Sława”, albo fotografowali się na tle czerwono-czarnych proporców – symbolu ukraińskiego, zbrodniczego nacjonalizmu. Polska klasa polityczna ewidentnie nie „zachowała się jak trzeba” i nie zdała egzaminu, czego skutki właśnie boleśnie odczuwamy.
Na członkach polsko-ukraińskiej grupy parlamentarnej Ukraińcy usiłowali wymusić akceptację swojej propagandy. Byli w tym wspierani przez ukraiński IPN Wołodymyra Wiatrowycza i dialog z nimi – wiem to od osób, które wówczas w tych grupach uczestniczyły – był bardzo trudny, a wręcz czasami niemożliwy.
Mądry może się pomylić, tylko głupiec trwa w błędzie
Nie jest jednak tak, że nie ma odwrotu i Polska musi zaakceptować ukraiński banderyzm. Nic z tych rzeczy. Nawet ci politycy, którzy być może kierowani dobrymi pobudkami i chęcią wstrzymania imperialnych zapędów Rosji postawili na Ukrainę Zełenskiego, mogą dokonać głębszej refleksji. Wołodymyr Zełenski powinien zostać ogłoszony persona non grata do czasu, kiedy nie zmieni swojego stosunku do banderyzmu i Bandery i nie cofnie podjętych decyzji.
To nie jest tak, że banderyzm rozwijał się na Ukrainie niepostrzeżenie. Nie. On był od lat zupełnie jawny, ale każdy, który wskazywał na ten problem był okrzykiwany „ruską onucą”. Zaślepieni i zacietrzewieni funkcjonariusze politycznej poprawności byli na tyle krótkowzroczni, że nie przewidzieli, iż banderyzm na Ukrainie osiągnie taką skalę, aby realnie zagrozić Polakom, a z tym mamy obecnie do czynienia.
To, co zrobił Zełenski ogłaszając wszem i wobec, że patronem jednostki wojska mają być „bohaterowie UPA” to wskazanie kierunku, w jakim zmierzać będzie ukraińskie państwo. Owi „bohaterowie” torturowali na kilkaset sposobów bezbronną ludność Polską, gwałcili, mordowali, rozrywali brzuchy ciężarnym kobietom i nadziewali dzieci na widły. I taki to przykład Zełenski chce dawać swoim żołnierzom. Banderyzm był i jest antypolski i na jego krzewienie nie może być zgody.
Deportować zbanderyzowanych Ukraińców
Uważam, że sytuacja nabrzmiała na tyle, że wszyscy Ukraińcy, którzy przybyli do Polski, a hołdują Banderze i OUN-UPA, powinni zostać deportowani. To jest kwestia bezpieczeństwa państwa polskiego i Polaków. To nie jest przypadek, że to właśnie Ukraińcy na zlecenie rosyjskiego wywiadu dokonywali akcji dywersyjnych w Polsce. Od XX wieku Ukraińcy są w stanie dogadać się z każdym, aby tylko stworzyć Wielką Ukrainę, z Rosjanami włącznie, co zresztą udowodnili w czasie II wojny światowej. Zwróćmy uwagę na sojusz strategiczny, jaki budowany jest ponad głowami Polaków między Ukrainą a Niemcami. Obydwa te kraje mają do nas roszczenia terytorialne.
Foch Zełenskiego?
Jeżeli Wołodymyr Zełenski nie przyjedzie więcej do Polski, żaden z polityków nie powinien mieć żadnych wyrzutów sumienia. Prezydent Ukrainy wyraźnie pokazał, po czyjej jest stronie i bynajmniej nie jest to strona polska. Polska jako państwo powinna wstrzymać wszelkie finansowanie państwa ukraińskiego, które gloryfikując morderców Polaków samo siebie zdefiniowało jako państwo Polsce wrogie. Najwyższy czas, żeby Polacy sobie tę prawdę uświadomili, zanim nie dojdzie do kolejnej tragedii. Tolerowanie banderyzmu jest to bowiem nic innego, jak programowanie kolejnego ludobójstwa na Polakach. Czy naprawdę tego chcemy?
Tagi
Komentarze
„Wołodymyrze drogi”. Karol Nawrocki odpowiedział Zełenskiemu

Ukraińcy uderzyli w fabrykę elektroniki powiązaną z produkcją Iskanderów

Nie będzie spotkania Nawrockiego z Zełenskim? Ukraina wycofuje się z ustaleń

Rosja reaguje na słowa Karola Nawrockiego: „Ofiarami zbrodni wołyńskiej byli obywatele radzieccy”

Były szef ukraińskiego MSZ: „Polityka Polski przypomina działania Rosji”







