Wspólnik Falenty „sypie” syna Tuska? „600 tys. euro w reklamówce z Biedronki”

Do rzekomego wręczenia 600 tys. euro miało dojść według Marcina W. 3 lub 4 czerwca 2014 r. Opowieść brzmi niewiarygodnie, jednak są to zeznania tego samego człowieka, na którego powołuje się tygodnik "Newsweek". Poniedziałkowy artykuł gazety jest chętnie cytowany przez polityków opozycji na czele z liderem PO.
M. F. twierdził, że jest w stanie to załatwić, tylko potrzeba na to, z tego co pamiętam, 600 tysięcy euro, które miało być przekazane, jak to mówił M. F. "dla Tuska" w szerokim tego słowa znaczeniu, bo nie wiem, czy chodziło o partię, czy o samego Donalda Tuska, czy o rząd w znaczeniu wówczas rządzących Polską, w każdym razie pieniądze te odbierał od nas M. T., syn byłego premiera. To miała być łapówka za zgodę na zawarcie kontraktu między spółką "Ciech" a SkładamiWęgla.pl i MM Group. Te rozmowy trwały od przełomu 2013 r. i w 2014 r.
- pisze tvp.info, powołując się na zeznani Marcina W. udostępnione przez prokuraturę.
Przebieg spotkania był następujący: było ono bardzo krótkie; ja uznałem, że mogę do M. T. (chodzi o Michała Tuska - przyp. red.) mówić na "ty", skoro przekazuję mu 600 tys. euro. Ja siedziałem za biurkiem F., dlatego mnie na nagraniu nie widać, ale słychać. M. F. (Marek Falenta - przyp. red.) siedział na jednym z foteli, a na ziemi obok ławy postawiłem reklamówkę z kasą. Michał wszedł i powiedział "witam panowie". F. powiedział: "to jest dla ciebie ta reklamówka". M. rozchylił reklamówkę i spytał "czy kasa się zgadza?". Ja wtedy nie wytrzymałem. Zapytałem: "czy to są jakieś jaja, tak byś wziął reklamówkę i wyszedł? A co, jak się kasa nie zgadza?". On powiedział: "nie wiem, czy oglądamy te same filmy, ale jak się j***ąłeś, to cię od***ią". Ja mu odpowiedziałem tak: "oglądamy te same filmy, też oglądałem «Odwróconych» czy «Świadka Koronnego»". Odpowiedział: "cześć" i wyszedł z reklamówką
- czytamy.
Dla kogo miała być reklamówka z gotówką?
Dla kogo miały być pieniądze? Tak wyjaśnia to "wiarygodny" dla tygodnika "Newsweek" świadek.
F. wskazał mi, że to są pieniądze "partyjne", czyli dla rządzących (władzę dzierżyła wtedy koalicja PO-PSL, na czele z Donaldem Tuskiem), ale bez identyfikacji osoby. Teraz sobie przypominam, że F. powiedział mi: "Ty się tak tym nie interesuj. Ważne, żebyśmy byli bezpieczni i żeby interes był dopięty"
- zeznał Marcin W.
"Rz": Lesko nie tylko bez porodówki. Nie będzie nawet tzw. pokoju narodzin




