Niemcy grają na czas z wypłatami dla Polaków. "Hańba"

- Niemcy wciąż nie podjęły decyzji o wsparciu dla ok. 50 tys. polskich ofiar III Rzeszy, mimo wcześniejszych deklaracji.
- Polska zaproponowała wypłaty 10 tys. zł rocznie dla poszkodowanych, ale Berlin analizuje plan i zgłasza zastrzeżenia.
- Niemieckie media zwracają uwagę, że zwłoka oznacza, iż tysiące potencjalnych beneficjentów umierają bez pomocy.
Niemcy zwlekają z pomocą dla polskich ofiar
Niemiecki rząd nie podjął dotychczas decyzji w sprawie finansowego wsparcia dla żyjących polskich ofiar III Rzeszy. Jak informuje "Sueddeutsche Zeitung", Polska przekazała Berlinowi konkretną propozycję dotyczącą tak zwanego "humanitarnego gestu".
Sprawa dotyczy około 50 tys. osób, które doświadczyły niemieckich zbrodni i prześladowań w czasie II wojny światowej. Niemiecki dziennik podkreśla, że liczba potencjalnych beneficjentów systematycznie się zmniejsza.
Artykuł zatytułowany "Dręczące czekanie na dobry gest" ukazał się w poniedziałkowym wydaniu gazety.
Friedrich Merz mówił o odpowiedzialności Niemiec
"Sueddeutsche Zeitung" przypomina słowa kanclerza Friedricha Merza z grudnia 2025 roku. Szef niemieckiego rządu zapewniał wówczas, że jego gabinet jest "świadomy swojej historycznej odpowiedzialności" wobec Polski.
Deklaracja dawała polskim ofiarom nazizmu nadzieję, że omawiany od lat humanitarny gest w formie świadczenia finansowego zostanie wreszcie zrealizowany.
Jednak poszkodowani ciągle jeszcze czekają bezskutecznie
– piszą autorzy publikacji.
Polska przedstawiła konkretną propozycję
Według ustaleń niemieckiej gazety strona polska przekazała rządowi w Berlinie szczegółowy plan pomocy. Propozycja jest obecnie analizowana przez kilka niemieckich ministerstw.
Autorzy tekstu oceniają jednak, że rozmowy są przeciągane. W niemieckiej administracji mają pojawiać się zastrzeżenia prawne, obawy przed podobnymi roszczeniami ze strony innych państw oraz argumenty dotyczące trudnej sytuacji budżetowej.
Około dwóch miesięcy wcześniej odbyło się spotkanie z udziałem ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula, szefa Urzędu Kanclerskiego Thorstena Freia, ministra spraw wewnętrznych Alexandra Dobrindta oraz ministra finansów Larsa Klingbeila.
Dobrindt i Frei mieli ponownie zaznaczyć, że sprawa reparacji jest z perspektywy Niemiec "zamknięta". Berlin dopuszcza jedynie możliwość wykonania humanitarnego gestu wobec żyjących poszkodowanych.
Polska nie chce, by wsparcie zostało uznane za jałmużnę
"Sueddeutsche Zeitung" zwraca uwagę, że dla rządu Donalda Tuska istotny jest sposób przedstawienia niemieckiej pomocy.
Rządowi Donalda Tuska zależy na tym, żeby gest nie został odebrany przez polską opinię publiczną jak jałmużna, co byłoby wodą na młyn dla prawicowych populistów i nacjonalistów
– czytamy.
Problemem pozostaje duża różnica pomiędzy wartością świadczenia humanitarnego a kwotą 1,3 biliona euro, której domagało się Prawo i Sprawiedliwość w ramach reparacji wojennych.
Według niemieckiej gazety właśnie z tego powodu Donald Tusk miał w 2024 roku odrzucić propozycję 200 mln euro przedstawioną przez ówczesnego kanclerza Olafa Scholza.
10 tys. zł rocznie dla każdego poszkodowanego
Polska miała zasygnalizować Berlinowi, że możliwym do zaakceptowania rozwiązaniem byłoby wypłacanie każdej uprawnionej osobie 10 tys. zł rocznie. Pieniądze miałyby być przekazywane za pośrednictwem Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie.
Całkowity koszt programu wyniósłby, według ostrożnych szacunków przedstawionych przez "Sueddeutsche Zeitung", około 300 mln euro. Niemcy nie musiałyby wypłacać całej kwoty jednorazowo.
W pierwszym roku funkcjonowania programu, czyli w 2027 roku, koszt miałby wynieść około 100 mln euro. W kolejnych latach wydatki stopniowo by malały ze względu na zmniejszającą się liczbę żyjących ofiar.
Niemiecki dziennik zaznacza jednak, że w rządzie Friedricha Merza nadal nie osiągnięto porozumienia.
"Czas ucieka"
Autorzy publikacji przypominają, że podczas polsko-niemieckich konsultacji w grudniu 2025 roku Friedrich Merz deklarował, iż pamięć o nazistowskiej dyktaturze i jej rozliczenie "nigdy nie będą dla nas sprawą zamkniętą".
Czas ucieka
– podkreśla "Sueddeutsche Zeitung".
Niemiecki komentator pisze o "hańbie"
Do sprawy odniósł się również komentator gazety Daniel Broessler. Jego zdaniem przeciąganie decyzji o pomocy dla polskich ofiar nazizmu jest dla Niemiec powodem do wstydu.
Im dłużej Niemcy zwodzą polskie ofiary nazizmu, tym większa staje się hańba
– napisał.
Publicysta zwrócił uwagę, że w czasie, gdy niemiecki rząd nadal zastanawia się nad sposobem sfinansowania programu, każdego miesiąca umiera około tysiąca osób, które mogłyby zostać objęte pomocą.
Podczas gdy w niemieckim rządzie trwa poszukiwanie pieniędzy na gest, co miesiąc umiera tysiąc osób
- podkreślił, dodając, że "nie ma żadnego usprawiedliwienia dla zwłoki".
Jego zdaniem niemiecki rząd naraża się w przeciwnym razie na "ciężkie podejrzenie, że im dłużej Niemcy zwlekają, tym więcej pieniędzy oszczędzą".
Komentarze
Niemcy opublikowały dane o kwalifikacjach młodych migrantów

Matecki: Niemcy powinny utracić oficjalny status mniejszości narodowej w Polsce

Ważne doniesienia z granicy. Komunikat Straży Granicznej
„TAZ”: „Między Polską a Niemcami wszystko idzie dobrze. Gdyby tylko nie tych kilka tysięcy ocalałych…”

Aleksandra Fedorska nie dostała akredytacji na Forum Polsko-Niemieckie w Berlinie. Będzie protest








