Szukaj
Konto

Tȟašúŋke Witkó: Niebezpieczna Alternatywa

Migranci koczujący na greckiej granicy
Źródło: https://audiovisual.ec.europa.eu/en/media/photo | Autor: Sakis Mitrolidis | Licencja: Unia Europejska | Migranci koczujący na greckiej granicy
Wiecie Państwo, kiedy zaczynam lękać się najbardziej? Wtedy, kiedy w przestrzeni medialnej niezapowiedzianie pojawia się grono ekspertów i zaczynają oni swe napuszone przemowy od zdania: „Czas, abyśmy w naszym kraju rozpoczęli poważną debatę o…” i tutaj wymieniają dziedzinę, w której – ich zdaniem – należy natychmiast przeprowadzać radykalne reformy.
Co musisz wiedzieć:
  • Na czym owe zmiany zawsze polegają?
  • Naturalnie, na wdrożeniu kolejnych przepisów, na podstawie których państwo będzie jeszcze mocniej łupić przeciętnego obywatela, tłumacząc ową grabież setkami okoliczności ogólnoświatowych.

A na czym owe zmiany zawsze polegają? Naturalnie, na wdrożeniu kolejnych przepisów, na podstawie których państwo będzie jeszcze mocniej łupić przeciętnego obywatela, tłumacząc ową grabież setkami okoliczności ogólnoświatowych. Nie muszę chyba dodawać, że na przywołane przez znawców materii przyczyny brutalnego fiskalizmu nie ma wpływu nikt z obecnie rządzących; są one od nich całkowicie niezależne, ale za to zmuszają ministrów, premierów i urzędników do głębokiego drenażu ludzkich kieszeni.

Generalnie – według owych inżynierów ludzkich umysłów – spotęgowanie obciążeń finansowych ludu pracującego miast i wsi łatwiej jest powiązać z wymieraniem waranów z Komodo, niż z błędami poczynionymi przez elity sprawujące władzę. Tak dzieje się od dłuższego czasu na Starym Kontynencie i nikt nie ma pomysłu, jak ów szkodliwy dla ludzi trend powstrzymać.

Praca do utraty sił

Wiecie Państwo, że za Odrą padła propozycja – wyartykułowana przez rządzącą koalicję, czyli chadeków z socjaldemokratami – aby statystyczny Peter i Helga pracowali do 70. roku życia? Oczywiście, nikt nie powiedział tego na wprost i tak brutalnie, jak ja w poprzednim zdaniu, ale wątek o poniesieniu wieku emerytalnego już w niemieckiej debacie publicznej zaistniał. Niejaki Sepp Müller, bankowiec, członek Bundestagu z ramienia Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) w jednym z wywiadów orzekł o słuszności pracy do końca siódmej dekady żywota. Usłyszawszy to, teutońscy żurnaliści natychmiast pobiegli do Bärbel Bas, minister pracy i spraw społecznych, aby zapytać, czy kierowany przez nią resort przygotowuje akty prawne wydłużające aktywność zawodową Niemców. Bas, działaczka Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD), odmówiła komentarza w sprawie. Dlaczego? Dlatego, że po kilkuletnich rządach jej partyjnego kamrata, Olafa Scholza, socjaldemokraci przestają być atrakcyjnym koalicjantem rządowym i jeśli to oni staliby się twarzą niekorzystnej dla ludzi reformy emerytalnej, wówczas w następnych wyborach ogólnokrajowych mogliby zostać całkowicie zmarginalizowani przy urnach.

Stacje telewizyjne oswajają Niemców z wydłużeniem czasu pracy, argumentując to zapaścią finansów publicznych, ale na żadnym z kanałów żaden ekspert nawet nie napomknie, że miliardy euro przeznaczane są na zasiłki dla kohort niepracujących śniadolicych mężczyzn, przybyłych nad Ren na zaproszenie kanclerz Angeli Merkel. Starym obyczajem, kosztami katastrofalnych błędów rządzących obarczani są niewinni obywatele. Obywatele ci poszukują teraz rozpaczliwie możliwości wyjścia z matni państwowego ciemiężenia i – o zgrozo – luka dająca możliwość wyślizgnięcia się z pułapki pracy do śmierci jest w zasięgu ich ręki.

 

Alternatywa jedyną alternatywą

Politycy Alternatywy dla Niemiec (AfD) uważnie przyglądają się wyczynom emerytalnym gabinetu Friedricha Merza, radośnie ostrząc przy tym noże. Współprzewodnicząca ugrupowania, Alice Weidel – ikoniczna Niemka, czyli wysoka blondynka o niebeskich oczach – doskonale wie, że narracja antyimigrancka jest samograjem, który finalnie wyniesie jej partię do władzy. Dlatego lwia część głoszonych przez nią w parlamencie przemówień tyczy właśnie kosztów, jakie ponoszone są przez budżet centralny i szkatuły landowe na utrzymanie mężczyzn z Afryki i Azji. Przeciętny Niemiec widzi, że będzie musiał pracować do później jesieni życia tylko po to, żeby młody Nigeryjczyk mógł sobie spokojnie siedzieć w domu. To rodzi bunt, dzięki któremu Alternatywa staje się dla Teutonów pierwszym wyborem elekcyjnym.

We wrześniu 2026 roku odbędą się wybory do landtagów Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorza Przedniego, gdzie – jak wskazują sondaże – AfD ma około 7 proc. przewagi nad rządzącymi tam odpowiednio CDU i SPD. Co będzie dalej? Dalej już z górki, gdyż na fali powodzenia landowego, Alternatywa wysoko wygra wybory krajowe i sięgnie samodzielnie po władzę. Potem wróci do współpracy energetycznej z Rosją, a następnie zażąda od Polski ziem na Pomorzu i Dolnym Śląsku, a to oznacza… no właśnie, a to oznacza wojnę. Na chwilę obecną militarnie Niemców obawiać się nie musimy, ale kto wie, co będzie za pół dekady? Dlatego już dziś powinniśmy porozumiewać się z Waszyngtonem i tłumaczyć Amerykanom zawiłości historyczno-polityczne naszej część Europy. Tutaj widzę wielką rolę otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego i mam nadzieję, że minister Marcin Przydacz udźwignie ciężar owej misji…

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 29 maja 2026 r.

 

[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.05.2026 23:11
Źródło: Tysol.pl