Nie wpuścili go na Ukrainę. Siekierka: Podobna sytuacja spotkała ks. Isakowicza-Zaleskiego

- Dr Michał Siekierka dowiedział się o trzyletnim zakazie wjazdu na Ukrainę dopiero 30 sierpnia na przejściu Dorohusk–Jagodzin. Decyzja miała zostać wydana przez SBU w 2023 roku.
- Siekierka podkreśla, że do dziś nie wie, dlaczego objęto go zakazem i czy polskie władze miały o nim wiedzę.
- Rozmówca Tysol.pl nie przesądza, że decyzja miała związek z jego działalnością dotyczącą Zbrodni Wołyńskiej, ale zwraca uwagę, że zakaz wydano w 2023 roku, w 80. rocznicę zbrodni.
- Siekierka prostuje jednocześnie, że nie podróżował na Ukrainę służbowo jako pracownik IPN. Jechał prywatnie jako przedstawiciel Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów.
Dr Michał Siekierka nie został wpuszczony na Ukrainę
Dr Michał Siekierka, pracownik Instytutu Pamięci Narodowej i wiceprezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów, został 30 sierpnia zatrzymany na przejściu Dorohusk–Jagodzin i nie wpuszczono go na Ukrainę. Jechał na państwowy pogrzeb 55 ofiar Zbrodni Wołyńskiej odnalezionych podczas tegorocznych ekshumacji w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej, wśród których było 26 dzieci. Na granicy miał dowiedzieć się, że od 2023 roku obowiązuje go trzyletni zakaz wjazdu wydany na podstawie decyzji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.
„Tak naprawdę nie chodzi już o samo niewpuszczenie mnie na Ukrainę”
Tysol.pl: Czy od 2023 roku, czyli od momentu nałożenia zakazu, wjeżdżał pan na Ukrainę?
Dr Michał Siekierka: Nie. Ostatni raz na Ukrainie byłem w 2021 r. w grudniu, zanim wybuchła wojna. Byłem wtedy w Kijowie w celach turystycznych. Zresztą ten zakaz o którym mówimy, formalnie za dwa miesiące się kończy.
Dlaczego zatem zdecydował się pan nagłośnić tę sprawę, skoro sam zakaz wjazdu wkrótce wygasa?
Bo tak naprawdę nie chodzi już o samo niewpuszczenie mnie na Ukrainę. Z dzisiejszej perspektywy to dla mnie kwestia drugorzędna. Kluczowe jest to, że istnieje procedura, w ramach której ktoś może zostać objęty takim zakazem, czyli de facto pewnego rodzaju sankcją, i przez cały okres jej obowiązywania może w ogóle o tym nie wiedzieć. W moim przypadku zakaz formalnie kończy się chyba za około dwa miesiące, a ja nie miałem żadnej świadomości, że jestem nim objęty. I właśnie to wydaje mi się najważniejsze. Nie chodzi o to, czy ktoś mnie wpuścił, czy nie wpuścił, tylko o samą praktykę, która moim zdaniem nie powinna mieć miejsca.
A czy polskie władze o tym wiedziały?
Nie wiem. A jeśli wiedziały, to uważam, że powinienem zostać w jakikolwiek sposób poinformowany, że taka decyzja mnie dotyczy. Kolejna rzecz jest taka, że do dziś nie wiem, za co właściwie dostałem ten zakaz. Nie wiem, czy miał on charakter prewencyjny, czy był karą za jakieś moje działanie. A jeśli był karą, to za co konkretnie? Podejmuję wiele różnych aktywności, ale z mojej perspektywy żadna z nich nie jest wymierzona w państwo ukraińskie. Wręcz przeciwnie.
Dlaczego SBU nałożyła zakaz wjazdu?
Czy zna pan choćby przypuszczalny powód, dla którego SBU objęła pana zakazem wjazdu?
Nie wiem, za co ten zakaz został nałożony. Moje relacje z Ukraińcami, przynajmniej z mojej perspektywy, były i nadal są, więcej niż poprawne. Skoro nie znam przyczyny tej decyzji, to nie jestem też w stanie odnieść się do jakichkolwiek potencjalnych zarzutów.
Czy wiąże pan tę decyzję ze swoją działalnością dotyczącą Zbrodni Wołyńskiej?
Wiem, że nie jestem jedyną osobą zajmującą się tematyką zbrodni ukraińskich nacjonalistów, która miała problem z wjazdem na Ukrainę. Podobna sytuacja spotkała wcześniej śp. ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. To może rodzić pewne przypuszczenia, ale nadal są to tylko przypuszczenia. Moja działalność dotycząca Zbrodni Wołyńskiej ma charakter prywatny i społeczny. Jestem wiceprezesem stowarzyszenia zajmującego się upamiętnianiem ofiar, publikuję również teksty na temat Ukrainy i zbrodni UPA. Wszystko to odbywa się jawnie.
Nigdy nie byłem oskarżony ani skazany – ani w Polsce, ani na Ukrainie, ani w żadnym innym kraju. Dlatego nie jestem w stanie wskazać żadnego innego oczywistego powodu tej decyzji.
Zastanawiające jest natomiast to, że zakaz został wydany w 2023 roku, czyli w roku 80. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej. To oczywiście nie jest dowód, ale zbieżność dat jest dla mnie intrygująca i może sugerować, że decyzja miała jakiś związek z działalnością, którą prowadziliśmy właśnie wtedy. Nie mam jednak na to żadnego dowodu. Mogę mówić jedynie o pewnych poszlakach.
A czy ma pan informacje o interwencji polskiego konsula w tej sprawie? Czy strona ukraińska przekazała mu jakieś wyjaśnienia?
Nie mam szczegółowej wiedzy na ten temat. Wiem, że były podejmowane próby wyjaśnienia tej sytuacji, m.in. przez dr. Leona Popka, który był z nami na granicy. Ja jednak nie byłem świadkiem tych rozmów. W momencie, kiedy poproszono mnie o opuszczenie autokaru, zostałem zaprowadzony do pomieszczenia służbowego i poproszony o oczekiwanie. Funkcjonariusze przygotowywali dokumenty związane z odmową wjazdu. Podpisałem dokument potwierdzający, że nie mogę wjechać na terytorium Ukrainy.
Nie wiem natomiast, jak dokładnie wyglądała w tym czasie interwencja konsulatu ani jakie rozmowy prowadzono poza tym pomieszczeniem. Szczerze mówiąc, w tamtym momencie nie przywiązywałem do tego aż tak dużej wagi. Skoro zostałem zawrócony, to uznałem, że po prostu nie wjadę. Dopiero później zacząłem patrzeć na całą sprawę szerzej.
„Ukraińscy funkcjonariusze zachowywali się wobec mnie uprzejmie”
Jak był pan traktowany przez służby Ukrainy?
Cała sytuacja na granicy przebiegała spokojnie i kulturalnie. Funkcjonariusze zachowywali się wobec mnie uprzejmie. Mieli obowiązek zastosować decyzję, która znajdowała się w systemie. Sami nie potrafili powiedzieć mi, z jakiego powodu jestem objęty zakazem. Powiedzieli jedynie, że moje nazwisko znajduje się na liście i że w związku z tym nie mogą mnie wpuścić. Nie mam więc pretensji do funkcjonariuszy na granicy – problemem jest dla mnie sama decyzja i brak informacji o jej podstawie.
„Byłem tam jako osoba prywatna”
W przestrzeni publicznej pojawiły się sugestie, że został pan zatrzymany jako pracownik IPN. To nieprawda?
Chciałbym bardzo wyraźnie podkreślić, że byłem tam jako osoba prywatna, a nie jako pracownik IPN wykonujący obowiązki służbowe. To, że zawodowo pracuję w Instytucie Pamięci Narodowej, nie miało związku z tym wyjazdem. Była niedziela, nie jechałem tam służbowo i nie reprezentowałem IPN. Jechałem jako przedstawiciel Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Miałem ze sobą wiązankę kwiatów od stowarzyszenia i właśnie w tym charakterze chciałem uczestniczyć w uroczystości. Dlatego nieprawdziwe są sugestie, że zostałem zatrzymany podczas wykonywania obowiązków zawodowych.
Skandal na granicy z Ukrainą
O sprawie poinformowało na platformie X stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć”. Jak przekazano, dr Michał Siekierka jechał na Ukrainę, aby wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych ofiar Zbrodni Wołyńskiej. 30 sierpnia odbywał się państwowy pogrzeb 55 osób, których szczątki odnaleziono podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych od 13 lipca do 7 sierpnia 2026 roku w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Wśród odnalezionych ofiar było 26 dzieci.
Siekierka podróżował jednym z trzech autokarów, którymi z Lublina jechali m.in. członkowie rodzin pomordowanych.
„Zostałem wyproszony z autokaru”
Dr Siekierka wydał obszerne oświadczenie, w którym szczegółowo opisał wydarzenia na przejściu granicznym Dorohusk-Jagodzin.
Podczas kontroli paszportowej prowadzonej przez stronę ukraińską, zostałem wyproszony z autokaru i poinformowano mnie, że nie będę mógł kontynuować podróży. Funkcjonariusze okazali mi mój paszport z wpisanym trzyletnim zakazem wjazdu na terytorium Ukrainy
– napisał i dodał, że został następnie zaprowadzony do pomieszczenia służbowego.
Po tym czasie do pomieszczenia weszli kolejni funkcjonariusze, którzy ponownie, w języku ukraińskim, przekazali mi informację o zakazie wjazdu, wskazując jednocześnie, że został on wydany na podstawie decyzji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.
Siekierka twierdzi, że wcześniej nie wiedział o istnieniu takiej decyzji.
Dopiero po przetłumaczeniu dokumentu dowiedziałem się, że zakaz wjazdu został wydany w 2023 r. Oznacza to, że przez trzy lata obowiązywała wobec mnie decyzja, o której istnieniu nie miałem żadnej wiedzy.
Jak podkreśla, próbował na granicy dowiedzieć się, dlaczego nie może wjechać na Ukrainę. Bezskutecznie.
Żaden z funkcjonariuszy nie potrafił udzielić mi odpowiedzi na pytanie, z jakiego powodu odmówiono mi wjazdu na terytorium Ukrainy i nakazano opuścić autokar. Jedyne wyjaśnienie, jakie otrzymałem, sprowadzało się do informacji, że moje imię i nazwisko znajduje się na liście Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.
Jednocześnie zaznaczył, że sami funkcjonariusze zachowywali się wobec niego spokojnie i kulturalnie.
„Nie postawiono mi żadnych zarzutów”
Pracownik IPN przekonuje, że nie zna żadnej podstawy, która mogłaby uzasadniać zakaz.
Do dziś nie wiem, na jakiej podstawie został on wydany. Nie przedstawiono mi żadnych dowodów dotyczących mojego rzekomego sprawstwa ani nie wskazano czynu, który miałby stanowić podstawę jego nałożenia. Nie postawiono mi żadnych zarzutów i niczego mi nie udowodniono.
Siekierka podkreśla jednocześnie, że nie kwestionuje prawa Ukrainy do ochrony własnego bezpieczeństwa i odmowy wjazdu osobom uznawanym za zagrożenie.
Takie decyzje powinny jednak opierać się na jasno określonych przesłankach, a osoba, której dotyczą, powinna mieć możliwość poznania ich podstaw oraz skorzystania z przewidzianych prawem środków odwoławczych.
„Jeśli byłem zagrożeniem, dlaczego Polska nic o tym nie wiedziała?”
W oświadczeniu pojawia się też pytanie o współpracę polskich i ukraińskich służb. Siekierka argumentuje, że jeśli rzeczywiście został uznany przez Ukrainę za zagrożenie dla bezpieczeństwa, informacje na ten temat powinny zostać przekazane stronie polskiej.
Jeżeli więc ukraińskie służby posiadały informacje wskazujące, że obywatel Polski może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Ukrainy, naturalnym i właściwym działaniem powinno być przekazanie tych informacji stronie polskiej. Wówczas odpowiednie polskie służby mogłyby zweryfikować te informacje i podjąć stosowne czynności na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
Jak dodaje:
W moim przypadku nic takiego nie nastąpiło. Nie zostałem poinformowany przez polskie organy o jakimkolwiek zagrożeniu ani nie prowadzono wobec mnie żadnych czynności.
Nie mógł uczestniczyć w pogrzebie ofiar Zbrodni Wołyńskiej
Dla Siekierki szczególnie istotny jest cel podróży. 30 sierpnia miał uczestniczyć w pogrzebie osób zamordowanych w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej.
Do zbrodni w obu miejscowościach doszło 30 sierpnia 1943 roku. Według przytoczonych przez Siekierkę danych ukraińscy nacjonaliści zamordowali tam około 1050 polskich mieszkańców, w tym kobiety i dzieci.
W wyniku tej decyzji zostałem pozbawiony możliwości uczestniczenia w państwowym pogrzebie 55 ofiar Zbrodni Wołyńskiej, będącym zwieńczeniem prac ekshumacyjnych prowadzonych w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Decyzja ukraińskich służb uniemożliwiła mi zatem udział w uroczystości bezpośrednio związanej z przedmiotem mojej wieloletniej pracy naukowej i publicystycznej
– wskazuje dr Siekierka.
Cztery żądania wobec polskich władz
Sam Siekierka sformułował cztery konkretne postulaty.
- Domaga się przede wszystkim wystąpienia do władz Ukrainy o podanie powodów oraz podstawy prawnej trzyletniego zakazu wjazdu.
- Chce również ustalenia, czy podobnymi zakazami objęci są inni Polacy i czy strona ukraińska informuje o takich przypadkach polskie instytucje.
- Postuluje ponadto stworzenie mechanizmu, który pozwalałby obywatelom Polski wcześniej dowiedzieć się o zakazie oraz poznać jego uzasadnienie.
- Na zakończenie Siekierka wezwał polskie władze do podjęcia działań, które miałyby zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
Nie jest to wyłącznie moja osobista sprawa. Chodzi o standard traktowania obywateli Rzeczypospolitej Polskiej przez państwo, z którym Polska pozostaje w bliskich relacjach i współpracuje również w dziedzinie bezpieczeństwa. Państwo polskie powinno mieć wiedzę o przypadkach, w których jego obywatele są objęci poważnymi ograniczeniami przez organy innego państwa, a sami zainteresowani nie mają możliwości poznania przyczyn takich decyzji
– podsumował dr Siekierka.
Tagi
Komentarze
IPN odkrył szczątki co najmniej 150 osób. Zostały zamordowane przez Niemców

Grzegorz Braun wezwany do IPN w charakterze podejrzanego

Była wysoka urzędniczka Zełenskiego aresztowana. Chodzi o korupcję

RPO do Ukraińców: Jesteście ważną częścią naszego życia społecznego

Przełomowa decyzja Londynu. Ukraina otrzyma technologię produkcji pocisków Storm Shadow







