Szukaj
Konto

Nazistowska mentalność „przyjaciół” zza Odry

Niemiecka policja atakuje polskich patriotów z ROG
Źródło: Telewizja Republika/X | Autor: Screen/Telewizja Republika | Niemiecka policja atakuje polskich patriotów z ROG
Konstytucja RFN art. 8 ust. 1: „Wszyscy obywatele Niemiec mają prawo do pokojowego gromadzenia się, bez broni, bez konieczności uprzedniego zgłaszania tego władzom lub uzyskiwania pozwolenia”. Pokojowe demonstracje są w Niemczech dozwolone. Dlaczego zatem niemiecka policja pobiła członków Ruchu Obrony Granic?
Co musisz wiedzieć:
  • Robert Bąkiewicz opublikował oświadczenie po interwencji niemieckiej policji w Berlinie.
  • Według oświadczenia uczestnicy mieli być szarpani, duszeni, obezwładniani i zakuwani w kajdanki.
  • ROG zapewnia, że posiada nagrania z interwencji i domaga się wyjaśnień od władz Niemiec oraz polskiej dyplomacji.

Nazistowskie obciążenie

Współczesne państwo niemieckie jest bezpośrednim spadkobiercą III Rzeszy wraz z całą wypracowaną wówczas mentalnością. Po II wojnie światowej i przegranej Hitlera jedynie część nazistów została pociągnięta do odpowiedzialności za dokonane zbrodnie. Reszta przywdziała piórka demokratów i weszła do nowego rządu bez żadnych dla siebie konsekwencji. Brak kary, następnie pokuty i zadośćuczynienia wytworzył w Niemcach przekonanie o własnej wyższości i pozwolił na pielęgnowanie skażonej nazizmem niemieckiej tożsamości przy jednoczesnych próbach wybielania rzeczywistości. Gdyby Niemcy w sposób realny odpowiedzieli za swoje zbrodnie i przeszli proces psychologiczny od pokuty po zadośćuczynienie, to wówczas zarówno ich władze, jak i oni sami znajdowaliby się w zupełnie innym miejscu. Akty agresji wobec polskich patriotów, którzy chcieli uczcić pomordowanych przez Niemców rodaków to dowód na istnienie wciąż w niemieckich umysłach nazistowskiej mentalności, co fatalnie wróży tworzonemu przez Berlin europejskiemu superpaństwu, pokazuje bowiem, jak traktowani będą ci obywatele, którzy nie będą szli po linii władzy.

Niemiecka policja chciała konfrontacji

Żadna policja nie prowadzi samowolki. Jeżeli zatem niemieccy funkcjonariusze tak długo szukali pretekstu do ataku na polską delegację Ruchu Obrony Granic, aż ją w końcu znaleźli, musi wynikać z rozkazów, jakie otrzymali.

To nie była „zwykła” delegacja, złożona z uległych Berlinowi polityków, ale delegacja złożona z najbardziej aktywnych polskich patriotów, którzy zwalczają niemiecką politykę wobec Polski chociażby w kwestii migracji. Do tego katolików. Wydaje się, że to był podstawowy powód, dla którego doszło do tego ataku. Jest pewne, że Niemcy będą zwalczali takich ludzi, jak Robert Bąkiewicz, ponieważ stoją oni w opozycji do niemieckich planów zbudowania multikulturalnego państwa europejskiego pod zarządem Berlina. Na podstawie utrwalonego materiału filmowego widać wyraźnie, że Niemcy podchodzą do zwalczania polskiego katolickiego patriotyzmu niezwykle poważnie.

Niemiecka „odpowiedzialność”

Sprawa postawienia krzyża przy kamieniu upamiętniającym polskie ofiary pokazała jeszcze jedną rzecz. Po pierwsze w niemieckiej przestrzeni publicznej nie ma miejsca na katolickie symbole. O ile muzułmanie notorycznie zbierają się na ulicach wznosząc swoje codzienne modły do Allaha i policja się ich nie czepia, tyle katolicki symbol już stanowił poważny problem. Dlaczego? Niemcy, podobnie jak i kilka innych krajów Zachodu eliminują ze swojej przestrzeni publicznej katolicką symbolikę, nawet w okresie Świąt Bożego Narodzenia.

Głośnym echem w Niemczech odbiła się sprawa z Bawarii, gdzie sąd nakazał usunięcie dużego krzyża z sali lekcyjnej po skardze byłych uczennic. Sędziowie uznali eksponowanie symbolu za naruszenie wolności religijnej uczniów o innych poglądach. Władze Kolonii wywołały kontrowersje, rezygnując z wizerunku dwóch wież słynnej Katedry w oficjalnym logo miasta. Tłumaczono to chęcią nadania miastu bardziej "neutralnego" wizerunku. W niektórych landach (np. w Berlinie i Hesji) obowiązuje tzw. Neutralitätsgesetz (Ustawa o neutralności). Zabrania ona pracownikom wymiaru sprawiedliwości, policjantom oraz nauczycielom w szkołach publicznych noszenia widocznych symboli religijnych (w tym chrześcijańskich krzyżyków czy muzułmańskich chust) podczas wykonywania obowiązków służbowych. Wiele placówek oświatowych (np. przedszkola) rezygnuje z tradycyjnych nazw świąt kościelnych lub symboli bożonarodzeniowych na rzecz bardziej inkluzywnych określeń, motywując to wielokulturowością społeczeństwa.

Przejście z krzyżem – tak bardzo naturalne dla Polaka – dla Niemca mogło zostać odczytane jako prowokacja wobec muzułmańskiej ludności kraju. Warto zauważyć, że w coraz większej liczbie placówek edukacyjnych nie obchodzi się Świąt Bożego Narodzenia, a jeżeli już to symbolicznie, za to obchodzi się Ramadan, tudzież inne święta muzułmańskie. Muzułmanie z roku na rok cieszą się coraz większym miejscem w przestrzeni publicznej, a policja jest wobec nich wyjątkowo wyrozumiała i tolerancyjna, nawet jeżeli łamią prawo.

To co wolno muzułmanom, Polakom już nie

Mamy zatem do czynienia z sytuacją, w której imigrantom muzułmańskim pozwala się naprawdę na wiele, a policja niezmiernie luźno podchodzi do popełnianych przez nich przestępstw i w pełni akceptuje ich wolność zgromadzeń. Natomiast kiedy w Berlinie pojawili się Polacy – ludzie o silnie zbudowanej tożsamości – wówczas odezwały się najgorsze demony niemieckiej duszy. Pobicie Bąkiewicza i innych członków ROG pokazało po pierwsze, że Niemcy nie będą tolerować ani polskiej wiary, ani patriotyzmu, po drugie – że nie traktują nas jako partnerów, ale raczej naród, do którego roszczą sobie pretensje, aby go podporządkować.

Brutalność niemieckiej policji miała nie tylko swój wymiar fizyczny, ale psychologiczny. Pokazała, że tolerancja może być dla lewicy i islamu, ale dla Polaków i katolicyzmu – już nie. To poważny sygnał ostrzegawczy, z którego państwo polskie powinno wyciągnąć sobie wnioski. Za Odrą bowiem nie mamy żadnych przyjaciół, natomiast niemiecka odpowiedzialność za bezpieczeństwo w Europie ma się sprowadzać właśnie do takich aktów agresji wobec wszystkich, którzy nie podzielają niemieckiej wizji meblowania Europy. To nie był przykry epizod, ale papierek lakmusowy rzeczywistych intencji Berlina.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 17.06.2026 17:24
Źródło: Tysol.pl