Szukaj
Konto

[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Progresywna młodzież korporacyjna

05.03.2019 21:24
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Progresywna młodzież korporacyjna
Źródło: Plac Zbawiciela w Warszawie. Wikipedia, Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 pl
Komentarzy: 0
Jednym z moich najbardziej popularnych tweetów w ostatnim czasie był komentarz do „błyskotliwej” uwagi jakiegoś lewicowego aktywisty, który był stwierdził (cytuję z pamięci, bo skasował), że „godzien większego szacunku jest ktoś kto posadzi drzewo, od kogoś kto spłodzi dziecko”. Zapytałem go, czy mówił o tym swoim rodzicom. Owszem, trochę okrutne, ale jeżeli ma to pacjentowi pomóc, może czasem warto zaordynować mu bolesny zabieg?
Zresztą, podobnie jest z większością lewicowych mistrzów ciętej riposty, złote myśli, które być może sprawdzają się przy kawiarnianych stolikach na Placu Zbawiciela (Zbawiciela! Panie, widzisz to i nie grzmisz!), zapijane sojowym latte, przekąszane brownie lub ciasteczkiem owsianym i przepalane czym tam kto ma, niestety, choć może raczej całkiem stety, zależy od punktu widzenia, walą się często w gruzy w zetknięciu z nieco twardszą niż dym nad kawiarnianymi stolikami Placu Zbawiciela rzeczywistością.

Podobnie, kiedy jadę sobie czasem szczątkowym warszawskim metrem, mam okazję obserwować przedstawicieli młodych progresywnych elit korporacyjnych, które czasem, szczególnie ostatnio, celebrują swoją martyrologię walki z krwawym pisowskim reżimem, wcześniej zaś często skupiali się na własnych, a jeszcze częściej zasłyszanych przygodach ekologów, przypinających się łańcuchami do drzew, i rzucających się pod harwestery bohaterów walk w Puszczy Białowieskiej.

Tak się składa, że akurat pochodzę z okolic i zdarza mi się tam bywać. Tereny te lud zamieszkuje spolegliwy i serdeczny, jednak inwazja wielkomiejskiej ekozarazy nie mogła prostolinijnych mieszkańców Podlasia, żyjących czy to z Puszczą Białowieską, czy innymi miejscowymi puszczami, za pan brat od pokoleń, nie doprowadzić do pasji. No i skończyło się tym, że niektóre leśne wioski wywiesiły transparenty, że żadnych ekologów tu sobie nie życzą, a jeden z moich sąsiadów tak przyfanzolił reporterowi jednej z komercyjnych stacji, biorąc go najwyraźniej za ekologa, że dłuższy czas potem jeszcze w Ameryce Południowej co mniej zorientowane, acz z pewnością silnie "wiodące", media pisały o tym, jak to dzicy z Puszczy Białowieskiej zjadają nieopatrznie, nomen omen, zapuszczających się w niedotknięte cywilizacją ostępy.

No i tak sobie czasem patrzę na tę progresywną, wyjętą z rzeczywistości złotą młodzież w metrze, we fryzurkach ułożonych przy pomocy zawierającego pół tablicy Mendelejewa lakieru, plastikowych okularkach z zapewne ekologicznie wydobywanej ropy naftowej, w modnych ubrankach szytych przez niewolników z Azji i Afryki, w skórzanych butach, na które skórę oddała im zapewne szczęśliwa i wolna świnka i tak sobie myślę: - Oj, dzieci, dzieci, kiedy już nas wszystkich, kurczowo trzymających się rzeczywistości troglodytów załatwicie, to kto wam jeść da?

Cezary Krysztopa

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (10/2019) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.03.2019 21:24